lotto partner główny serwisu
Bartosz Smektała kolekcja
betard
nie. Lut 23, 2020
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz
Polcopper

O poezji, także żużla, nieco wiedzy teatralnej

Daremne żale, próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia. (…)
Trzeba z Żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe:
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę!

Tak pisał Adam Asnyk, który to wielkim poetą, acz tradycyjnie niedocenianym, był i to niewątpliwie. Cóż to ma do współczesnego speedway`a i świata sportu w ogóle? Ano tyle z grubsza, że nie ma co jęczeć jak dziadunio, że kiedyś to było lepiej. Kiedyś to było inaczej, a czy lepiej? To my byliśmy młodsi i nie słuchaliśmy starszych, gdy ci, z rozrzewnieniem, wspominali czasy swojej młodości. Ot taka powszechna prawidłowość. Jak ja byłem, gdybyś ty widział, przeżył, usłyszał. Sami wkurzaliśmy się, jak nam dziadki tak truły na rozum, a teraz co? Powtórka z rozrywki tylko z odwróconymi rolami? A propos rolami. Wiecie, że istnieje żużlowy spektakl teatralny? To oryginalny scenariusz, próbujący oddać specyfikę dyscypliny i szczególne doznania, jakim podlegają żużlowcy. Owo przedstawienie pokazano kilka lat temu w Bydgoszczy.

Pisanie sztuki o problemach jakiejś bardzo wąskiej grupy społecznej bez ewidentnego ich uogólnienia byłoby mało sensowne. Toteż Artur Pałyga, u którego zamówiono tekst o żużlowcach, starał się przeprowadzić paralelę między ich światem, a współczesnym społeczeństwem w ogóle.

„Szwoleżerowie” – tak nazywał się spektakl wystawiony przez Teatr Polski w Bydgoszczy, a reżyserowany przez Jana Klatę. Kult pieniądza, presja psychiczna wywierana przez ogół na ludzi sukcesu, prowadząca często do ich zniszczenia, uprzedmiotowienie człowieka, uczynienie z niego nic nieznaczącego trybiku w działaniach jakiejś wielkiej machiny, tu klubu, gdzie indziej korporacji, to problemy najbardziej w tej analogii rzucające się w oczy.

Przy okazji jednak autor chciał w swoim dramacie zmieścić też jak najwięcej wiadomości o samym żużlu. I to już niestety nie wyszło chyba na dobre konstrukcji. Zarówno przypominający wykład monolog Prezesa, jak i naszpikowane informacjami niektóre wypowiedzi innych postaci, brzmią chwilami sztucznie. Jest też trochę niepotrzebnych powtórzeń.  Zbyt często choćby pojawiający się przekaz o jeździe bez hamulców i tylko w lewo.

Ale sama inscenizacja „Szwoleżerów” w reżyserii Jana Klaty wypadła dobrze i nawet przyjęła się wśród miłośników teatru, nie spadając zrazu z afisza. Jest tu wiele scen, których widzowie nie zapomną prędko. Tragikomiczny monolog Sandry skierowany do męża, spoczywającego na …katafalku, przez Martę Ścisłowicz grany był brawurowo, podobnie jak w tym samym tonie przedstawiona scena powrotu do domu, po zwycięskiej walce Macieja. Mateusz Łasowski i Marta Ścisłowicz budzili śmiech i wzruszali jednocześnie.

Rewelacyjne wręcz były też sceny erotyczne. Bardzo dalekie od realizmu, ciekawie pomyślane i pokazane oryginalnymi środkami. Zwłaszcza Sindirelli i Prezesa. Którą Dominika Biernat i Roland Nowak zagrali koncertowo! Albo scena Izabeli polującej na żużlowców własną poezją. Marta Nieradkiewicz z Michałem Czachorem zniewalali komizmem.

Bardzo zabawna była też rozmowa zawodników z zatrudnioną przez klub Psycholożką, w której postać ciekawie wcieliła się Małgorzata Witkowska. Sporo więc było odniesień do speedway`a, ale też funkcjonowania klubu jako takiego, ze szczególnym uwzględnieniem wpływu warunków zewnętrznych na psychikę człowieka, tutaj sportowca.

Ciekawym pomysłem w tym widowisku, opowiadającym o ludziach każdego dnia ocierających się o śmierć, jest cykliczne pojawianie się motywu muzycznego „Zegarmistrza Światła”.

Znakomite tło dla tego przedstawienia stanowiła grana na żywo, za ogrodzeniem z siatki, imitującym pas bezpieczeństwa, muzyka.

Nie tylko imitowała odgłosy stadionu żużlowego, ale niemalże ilustrowała zdarzenia sceniczne, opowiadająć i oddając napięcia i emocje bohaterów. A przy tym była piękna sama w sobie. Stąd też muzyków właśnie, przy ukłonach, publiczność nagradzała zwykle największymi brawami.

Nieprzypadkowo temat żużla pojawił się właśnie na bydgoskiej scenie, a więc w mieście, gdzie tradycje tego sportu są powszechnie znane. Mimo to premiera nie przyciągnęła jednak do teatru ani sportowców, ani kibiców, nad czym ubolewała ówczesna prasa, a na co liczyli pomysłodawcy i twórcy. Pewnie dlatego też ów eksperyment pozostał takowym i nie okazał się przysłowiowym „strzałem w dziesiątkę”, ale jako swoista ciekawostka, z pewnością pozostał w pamięci. Skok na kasę wyraźnie spalił na panewce, zapewne głównie dlatego, że za robotę wzięli się żużlowi amatorzy z innego świata, zaś potencjalni widzowie teatralni – kibice, zrazu wyczuli sztuczność i fałsz przekazu. Oby tylko podobni specjaliści nie wzięli się teraz za kreowanie wizerunku Zmarzlika i całej dyscypliny. O to jednak, chyba możemy być spokojni.

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI