Główny partner portalu

Niezłomny Todd Wiltshire – człowiek, który nie dał się pokonać kontuzji (cz. 2)

Todd Wiltshire Fot. Jarosław Pabijan
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Jak nazwalibyście człowieka, który w 1997 roku (pięć lat po odniesieniu fatalnej kontuzji) porzuca swoje dotychczasowe życie w Australii i przenosi się wraz z rodziną do… Niemiec? Wielu z Was uzna to za szczyt szaleństwa, ale pamiętajmy, że to właśnie do odważnych świat należy.

Todd Wiltshire słynął z zamiłowania do białego koloru. Fot. Jarosław Pabijan.

Todd Wiltshire, korzystając z braku przeciwwskazań do uprawiania swojego ukochanego sportu, szukał możliwości jak najszybszego wejścia do Speedway Grand Prix. Początkowo chciał rozpocząć starty z licencją brytyjską, ale po odmowie ze strony tamtejszej federacji zdecydował się na starty z licencją niemiecką. W sezonie 1997 od razu rozpoczął od zwycięstwa w indywidualnych mistrzostwach kraju na torze w Brokstedt przed Matthiasem Krogerem i Robertem Kesslerem. Australijczyk ponownie sięgnął po tytuł w roku 1998 w Gustrow (tym razem obok niego na podium stanęli Steffen Mell i Czech Ales Dryml).

Bohater artykułu nie osiągnął swojego głównego celu – awans do cyklu SGP wciąż pozostawał jedynie marzeniem. Niemiecki finał krajowy był doskonałym początkiem, ale w późniejszych fazach eliminacji nie udało się zdobyć upragnionej kwalifikacji. W 1998 roku Todd poległ w finale kontynentalnym, zajmując odległe trzynaste miejsce z jedynie pięcioma punktami. Należy nadmienić, że dziką kartę na turnieje SGP w niemieckich Landshut 1997 i Pocking 1998 otrzymał dwukrotnie Robert Barth, a w drugim ze wskazanych turniejów obok niego wystąpił Gerd Riss (zwiększenie liczby uczestników w poszczególnych turniejach od rozgrywek 1998).

W pierwszym sezonie po powrocie na tor żużlowy Todd Wiltshire podpisał kontrakt z Wybrzeżem Gdańsk. Nie była to jego pierwsza przygoda z polską ligą. Pod Jasną Górą z pewnością miło wspominają sezon 1991, kiedy na zapleczu polskiej I ligi (zwracam uwagę, że najwyższa klasa rozgrywkowa nazywała się I liga) rządził i dzielił pewien młody kangur, który znacznie pomógł w zajęciu drugiego miejsca w rozgrywkach, dającego bezpośredni awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. W tamtym sezonie był niepokonany w meczach domowych (54 punkty w 18 wyścigach). Nieco gorzej (chociaż również solidnie) spisywał się na wyjazdach (32 punkty w 15 wyścigach). Łączna średnia na poziomie 2,61 z pewnością budziła respekt i nakłoniła do podpisania kontraktu działaczy z Gdańska około 6 lat później.

Nad morzem Todd prezentował się bardzo dobrze, ale wystąpił jedynie w trzech wyjazdowych meczach zespołu w których osiągnął średnią 2,5 pkt/bieg. W tamtych czasach nasze drużyny nie w każdym meczu mogły sobie pozwolić na wystawianie w składzie stosunkowo drogich obcokrajowców. Pamiętacie z pewnością spotkania, przed którymi zasiadaliście na trybunach i zastanawialiście się: Czy goście przyjechali dzisiaj w krajowym zestawieniu czy może zainwestowali w dobre widowisko i zabrali ze sobą obcokrajowców? Dodatkowo gdańszczanie korzystali również z usług innego stranieri: ś. p. Igora Marko, który odjechał znacznie większą liczbę spotkań. W swoim pierwszym sezonie po dramatycznej kontuzji Wiltshire nie startował w Szwecji i Wielkiej Brytanii. Poza Polską przywdziewał barwy niemieckiego AC Landshut (średnia 1,222 pkt/mecz), które zajęło szóste miejsce w drużynowych mistrzostwach Niemiec.

W rozgrywkach z roku 1998 Wiltshire powrócił do świetnie sobie znanej Częstochowy, dołączając do Włókniarza Malma. W dobrze sobie znanym środowisku uzyskał średnią 2,143 pkt/bieg, ale nie startował w wielu spotkaniach. Ponownie rywalem do składu okazał się zawodnik ze wschodu – tym razem był to Rinat Mardanszin. Niestety Lwy zajęły dopiero trzecie miejsce za Atlasem Wrocław i Wybrzeżem Gdańsk i musiały odłożyć plany o awansie na kolejny sezon. Australijczyk po raz kolejny występował w niemieckim Landshut. Tym razem osiągnął średnią 2,280 pkt/bieg i poprowadził swoją drużynę do trzeciego miejsca w rozgrywkach. Powrócił również do występów na torach brytyjskich w barwach Oxford Cheetahs z którym zajął w lidze zaledwie szóstą pozycję (średnia meczowa 6,80). Bardzo dobry wynik osiągnął w indywidualnych mistrzostwach zawodników lig brytyjskich, w których z dziesięcioma punktami zajął szóste miejsce. Do miejsca na podium zabrakło dobrej postawy w wyścigu dodatkowym, w którym dotarł do mety na czwartej pozycji.

Nasz bohater rozpoczął starty w sezonie 1999 od pierwszego w swojej karierze triumfu w IM Australii. O zaciętej rywalizacji w zawodach może świadczyć fakt, że zwycięzca uzbierał jedynie 11 punktów i zapewnił sobie tytuł dopiero po wyścigu dodatkowym. Wiltshire, który powrócił do startów z licencją australijską, uzyskał w finale Zamorskim awans do finału Interkontynentalnego. W nim nie miał sobie równych i zwyciężył w całych zawodach z czternastoma punktami. Dzięki tej wiktorii w sezonie 2000 będzie mógł po raz pierwszy wystąpić w indywidualnych mistrzostwach świata organizowanych w nowej dla niego formie cyklu turniejów. Trzeci sezon od powrotu do ścigania był niezwykle pracowity. Kolejne rozgrywki w barwach Oxford Cheetahs, w których znacznie poprawił swoją średnią meczową, bo aż do poziomu 8,18, ale sezon zakończył wraz z drużyną dopiero na odległej, ósmej pozycji. Na Wyspach powetował sobie również niepowodzenie z minionych rozgrywek i tym razem w Indywidualnych Mistrzostwach lig brytyjskich zajął wysokie trzecie miejsce.

Rok 1999 to dla Todda Wiltshire’a kolejny sentymentalny powrót, tym razem do rozgrywek o drużynowe mistrzostwo Szwecji. Pierwsza przygoda, podobnie jak w Polsce, miała miejsce w 1991 roku w barwach Skepparny Vasterviks MSK. Tamte rozgrywki były bardzo dobre w wykonaniu naszego bohatera, który wywalczył wraz z kolegami siódme miejsce w Elitserien, wspomagając zespół niezwykle obiecującą średnią 1,97 pkt/bieg. Sześć lat później zajął z Vastervik dopiero dziewiąte miejsce, ale był jednym z liderów zespołu wykręcając bardzo wysoką średnią biegową – 2,198 pkt/bieg. Dwie ligi, w tym niezwykle czasochłonne rozgrywki na Wyspach Brytyjskich nie wystarczyły naszemu bohaterowi. Dołożył do tego występy w Rybniku, na drugim poziomie rozgrywkowym w Polsce. RKM Energo Inwest Rybnik zajął dopiero piąte miejsce, ale średnia biegowa 2,61 pkt/bieg z pewnością może budzić respekt. Teraz z pewnością myślicie sobie, że artykuł dotyczy bardzo zapracowanego człowieka ale dodajmy do tego jeszcze złoty medal DM Niemiec z AC Landshut, gdzie był liderem zespołu z kolejną fantastyczną średnią: 2,5 pkt/bieg.

Największy sukces tych rozgrywek? Z pewnością wcześniej wspomniany awans do cyklu Grand Prix, ale dodatkowym laurem międzynarodowym było wywalczenie złota ówczesnego DPŚ. Australijczycy swoją drogę po zwycięstwo rozpoczęli w ćwierćfinale we włoskim Lonigo (Todd Wiltshire wywalczył 11 punktów), następnie triumfowali w półfinale w Lesznie (Todd był jedynie rezerwowym, nie wyjechał na tor) i ostatecznie zwyciężyli w wielkim finale w czeskich Pardubicach (2 pkt w 1 wyścigu rezerwowego Wiltshire’a). Tytuł wywalczyła jedna z najsilniejszych reprezentacji w historii całej dyscypliny: Jason Crump, Leigh Adams, Ryan Sullivan, Jason Lyons i oczywiście Todd Wiltshire. Warto zwrócić uwagę, że w ówczesnej kadrze nie zmieścił się chociażby Craig Boyce. W wielkim finale pokonali reprezentacje Czech (w składzie na przykład ś. p. Antonin Kasper, Bohumil Brhel, Michal Makovsky i Ales Dryml). Ogromnym rozczarowaniem wielkiego finału była porażka zawodników z USA, którzy mieli w zestawieniu aż trzech mistrzów świata: Billy Hamilla, Grega Hancocka i Sama Ermolenko i bardzo mocnego czwartego zawodnika: Ronnie Correy’a.

W latach 1999-2003 Todd Wiltshire odnosił ogromne sukcesy wraz z kadrą Australii. Fot. Jarosław Pabijan.

Pierwsze trzy lata po powrocie do zawodowego ścigania były jedynie preludium przed kolejnymi sukcesami. W trzeciej, ostatniej części przedstawimy Wam ostatnie lata spędzone na torze przez Kangura. Zapraszamy również do przeczytania pierwszej części przygód niezapomnianego Australijczyka.

https://test.po-bandzie.com.pl/niezlomny-todd-wiltshire-czlowiek-ktory-pokonywal-bol-i-rywali-cz-i/

PAWEŁ ZAŁUCKI

One Thought on Niezłomny Todd Wiltshire – człowiek, który nie dał się pokonać kontuzji (cz. 2)
    Michał
    7 Jul 2020
     10:15pm

    W czasach obecnych już nie dozna się takiego „zachwytu” zawodnikiem jaki pamiętam gdy Todda pierwszy raz zobaczyłem w 91 na torze w barwach Włókniarza. Wtedy nie mogłem uwierzyć że można tak wyglądać,prezentować się i tak młócić tywali. Dla mnie super gość, szkoda że tak łapał kontuzje i ten feralny 92 na IM Australii. Myślę że gdyby nie kontuzja osiągnął by dużo dużo wiecej.

Skomentuj

One Thought on Niezłomny Todd Wiltshire – człowiek, który nie dał się pokonać kontuzji (cz. 2)
    Michał
    7 Jul 2020
     10:15pm

    W czasach obecnych już nie dozna się takiego „zachwytu” zawodnikiem jaki pamiętam gdy Todda pierwszy raz zobaczyłem w 91 na torze w barwach Włókniarza. Wtedy nie mogłem uwierzyć że można tak wyglądać,prezentować się i tak młócić tywali. Dla mnie super gość, szkoda że tak łapał kontuzje i ten feralny 92 na IM Australii. Myślę że gdyby nie kontuzja osiągnął by dużo dużo wiecej.

Skomentuj