Natchnęła mnie ostatnia rozmowa z „Celą nr 3”. Wspomnienia chłopaków z dzieciństwa o Jancarzu w czerwonej skórze i kilkugodzinnym oczekiwaniu na mecz, to było coś. Pomyślałem wówczas, jaką frajdą dla kibiców w mniejszych ośrodkach była możliwość obejrzenia na żywo, u siebie, największych idoli. Co dawało taką szansę? Przede wszystkim wszelkiej maści eliminacje Kasków (Złoty, Srebrny, Brązowy) oraz IMP, MPPK, czy MDMP.
Czy dziś zawody tej rangi, organizowane przez małe kluby, z udziałem gwiazd i lokalnych matadorów miałyby rację bytu? Warto sprawdzić, inaczej się nie przekonamy, ale według mnie byłaby spora szansa. Ktoś powie „spowszedniało, można wszystkich zobaczyć w TV”. Tylko oglądać speedway w TV, to jak lizać loda przez szybę. Niby to samo, a nie to samo.
Do niedawna wszelkie turnieje, tym bardziej rangi mistrzostw Polski, miały dobrą obsadę i były okazją ożywienia mniejszych ośrodków. Dziś słyszymy, że ryzyko, iż organizatorzy mogą nie dać rady z torem i podobne bzdety. Co to za radocha, obejrzeć w TV Grand Prix na Narodowym, skoro na bilet i wycieczkę stać niewielu, a i na samym stadionie więcej zobaczysz na telebimie? Warto też zauważyć, że część rund odbywa się na terenie małych właśnie klubów, na słabych torach i stadionach i tu, o dziwo, nikt nie protestuje, że światowe święto jak dożynki, arena na wsi, a organizatorzy nie sprostali. Do tego poruszana już kwestia dzielenia się zyskami przez FIM i BSI. Dlaczego nie wrócić do starych, dobrych wzorców? MŚP czy DMŚ w sprawdzonej formule, począwszy od eliminacji, byłyby znakomitą okazją odrdzewienia zapomnianych żużlowo miejsc i krajów, a środki na ten cel można i należy wręcz wypracować z zysków cyklu GP, uszczuplając nieco dochody rzeczonej BSI.
Opowieści Armando Castagny o żużlowej lidze mistrzów mają tyle samo wspólnego z realiami, co przysięga prostytutki, że jest dziewicą. Kto miałby w niej startować? Ile mamy liczących się lig? Jak podzielić gwiazdy między mistrzami poszczególnych krajów, skoro startują we wszystkich ligach i może się zdarzyć, że ten sam idol będzie liderem wszystkich czterech finalistów? Po co więc te bzdury kolportować ustami ważnego przedstawiciela FIM? Lepiej i skuteczniej byłoby wrócić do dobrych metod, sprawdzonych w boju i uruchomić na powrót, na początek MŚP i DMŚ. Speedway Best Pairs odpada, bo to turniej o nic, a zawodnicy nikogo nie reprezentują. Kibiców rajcuje jedynie jeśli „nasi” leją „tamtych”. Tylko muszą to być nasi, a nie dziwaczny „Orlen Team”, walczący z „Lotos Team”, do tego z żużlowcami dwóch różnych nacji w jednym zespole, a tak to best wyglądało – nie dziw więc, że poległo.
Ruszając na nowo z eliminacjami MŚ można odkurzyć na początek kilka zapomnianych krajów, z pojedynczymi pasjonatami i w ten sposób powalczyć o całą dyscyplinę. Wystarczy nieco finansowego i organizacyjnego wsparcia, a publika na Węgrzech, w Estonii, na Ukrainie, Bałkanach, we Włoszech, czy Czechach, Francji lub Norwegii połknie imprezę jak pelikan rybkę i o frekwencję nie będzie trzeba się martwić. Przy tym jeden lokalny matador z urzędu w stawce i mamy murowany sukces. Tylko trzeba chcieć pomóc szczęściu, zakasać rękawy i zabrać się do uczciwej roboty, zamiast mamić wyimaginowaną ligą mistrzów kiedyś tam, „jak Bóg da, a partia pozwoli”, jak się to mawiało jeszcze niedawno.
Przy tej okazji warto także, to już z perspektywy PZM, pomyśleć o młodzieży. Mamy niewielu chłopaków po licencji, a ci którzy są, łatwo mogą się zniechęcać brakiem możliwości startów i rywalizacji. Pierwszy sort nie musi się ścigać, bo ma gdzie, ale już zaplecze… Były czwórmecze międzynarodowe, wcześniej cykl o „Puchar Pokoju i Przyjaźni” motywujący ówczesne demoludy, dlaczego nie zainwestować znowu? Młody zawodnik tzw. drugiego rzutu z Polski, gdyby miał okazję pościgać się z rówieśnikami z Danii, Szwecji, Anglii, Niemiec, czy skądkolwiek, nie tylko u siebie. Ale też poznać tamtejsze tory, miałby potężny zastrzyk adrenaliny oraz motywacji i z pewnością nie zrezygnowałby łatwo z możliwości jazdy z orzełkiem na plastronie. Nasi by się rozwinęli, a przy tym uchronili kilka zagranicznych obiektów przed niebytem. Podobno mają talent na Ukrainie, tylko gdzie on ma się rozwijać? Tutaj kilka razy w roku miałby szansę, by się pokazać.
Zatem do dzieła FIM, PZM i BSI. Zamiast wymyślać dlaczego się nie da, pomyślcie jak to zrobić. Zamiast zaś robić cokolwiek zamiast Węgrów, Ukraińców, Norwegów, czy innych, zróbmy coś sensownego u nich i z nimi. Trochę dobrej woli, kilka drobnych z GP i karuzela zacznie się kręcić, a speedway zyska nowe-stare ośrodki, kraje, do tego tamtejszych kibiców, a z czasem również jeździeckie talenty.
PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI









Żużel. Hampel mógł trafić z Falubazu do Motoru! „Były rozmowy”
Żużel. Motocykl żużlowy… wolny dla Zmarzlika? Mistrz zaskakuje!
Żużel. Nicki Pedersen jak… Cristiano Ronaldo?! Wymowny wpis Speedway Kraków!
Żużel. Wielka rewolucja na stadionie Unii Leszno? Jest plan, będzie… dach?
Żużel. Polonia Piła chce kolejnej sensacji! Lider mówi o ucieraniu nosa! (WYWIAD)
Żużel. Włókniarz wybrał kapitana! Postawili na „młodego”!