lotto partner główny serwisu
pon. Sie 19, 2019

Najlepsza muzyka to ryk silnika? Menedżer Łaguty woli śpiewać w chórze kościelnym

Kiedyś operował kluczami nasadowymi i śrubokrętem, a od siedmiu lat – głównie basem. Rafał Lewicki, menedżer jednego z najszybszych żużlowców świata – Artioma Łaguty, okazuje się człowiekiem renesansu. To także członek chóru w bydgoskiej Parafii Świętych Polskich Braci Męczenników.

O ciekawej drodze życiowej Rafała Lewickiego już kiedyś pisaliśmy. O tym m.in., że zaczynał jako pomocnik w teamie Gollobów i nie zawsze starczało miejsca w busie familii. Wtedy podróżował za Tomaszem i Jackiem autostopem. I o tym, że pracował jako piekarz, lecz wujek wywróżył mu inną karierę, mówiąc: „Twoim chlebem będzie żużel”. Nie mylił się. Bydgoszczanin był m.in. mechanikiem Tomasza Golloba, Krzysztofa Cegielskiego i Bjarnego Pedersena, a następnie menedżerem Krzysztofa Kasprzaka, z którym sięgnął po indywidualne wicemistrzostwo świata. Później wybił się na niepodległość, powołując do życia – wraz ze wspólnikiem Radosławem Szwochem – firmę Speed Products, zaopatrującą żużlowców w sprzęt.

Obecnie Lewicki jest menedżerem Artioma Łaguty, który wraz z Emilem Sajfutdinowem i Glebem Czugunowem wygrał dla Rosji wrocławski finał pierwszej edycji Speedway of Nations. A po godzinach?

Mechanicy mawiają, że najlepsza muzyka to ryk silnika. Opiekun Łaguty jest jednak bardziej wszechstronny. To członek chóru parafialnego. – Zaczęło się przez przypadek, siedem lat temu. Załatwiałem formalności związane ze chrzcinami córki. Wtedy usłyszał mnie organista, a jednocześnie dyrygent, prof. Romuald Rajs. I zarządził – „pan ma niezły bas, pan przyjdzie na próbę chóru parafialnego.” Początkowo nie widziałem siebie w tej roli, powiedziałem, że muzykę lubię, ale ze znajomością nut u mnie średnio. Na co dyrygent, że z nutami jest podobnie jak z flaszką. Jeden litr dzieli się na dwie połówki, a nuta na dwie półnuty. Połówka dzieli się na dwie ćwiartki, a półnuta na ćwierćnuty. Więc zasada jest prosta. No i nastąpiło przesłuchanie przy pianinie, po którym już zostałem – wspomina Lewicki.

Lepiej trafić nie mógł. W zeszłym roku chór Exsultate Deo obchodził 30-lecie działalności. Koncertował m.in. w Rzymie i we Wiedniu. Przygotował też oprawę muzyczną na bydgoską część pielgrzymki Jana Pawła II z 1999 roku. Do tego kościół pod wezwaniem Świętych Polskich Braci Męczenników został wybudowany w mieście jako pierwszy po II wojnie światowej. I uwaga. – Tu właśnie swoją ostatnią mszę świętą i nabożeństwo różańcowe prowadził błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko, przed tym jak 19 października 1984 roku wyruszył w ostatnią drogę – podkreśla Lewicki.

– Na zajęciach chóru przyciąga mnie postać naszego dyrygenta, bo u niego nic nie ma na pół gwizdka. Pamiętam, gdy lutową porą mieliśmy próbę przed mszą świętą w intencji Sybiraków. I w pewnym momencie profesor powiedział – stop. I zapytał – „proszę państwa, ile mamy teraz stopni na zewnątrz, minus piętnaście? Panie przyszły w ciepłych futerkach, panowie w kożuszkach, a teraz wyobraźmy sobie minus czterdzieści i zmarzniętych ludzi wywożonych w bydlęcych wagonach. Jak zmarło dwuletnie dziecko, to zwłoki wyrzucano po drodze, a kości tych ludzi do dziś popieleją. Dlatego trzeba zaśpiewać tak, by oddać im hołd. Chór musi wiedzieć, o czym i dla kogo śpiewa.” Od razu podniosło to atmosferę i poprawiło brzmienie, gdy zostaliśmy uświadomieni, jaka jest intencja utworu. A dodać należy, że wykonujemy też utwory napisane po łacinie i po włosku. Repertuar jest ambitny: Mozart, Moniuszko, Bach, Schubert – dodaje menedżer uczestnika cyklu Grand Prix.

Kalendarz chóry jest skrojony jakby pod Lewickiego. Latem pozwala mu skupić uwagę na speedwayu, a uaktywnia się jesienią. W październiku śpiewa pieśni maryjne, a w listopadzie patriotyczne i żołnierskie. Jest „Rota” czy „Gaude Mater Polonia”. – Wykonujemy też kolędy, pieśni wielkanocne, utwory upamiętniające więźniów wywiezionych na Sybir i do Katynia. Co roku w październiku TV Polonia transmituje mszę świętą w rocznicę uprowadzenia księdza Jerzego – dodaje. Latem nie wsłuchuje się jednak wyłącznie w ryk silnika. Jest też miłośnikiem muzyki rockowej i havy metalu, Pink Floyd i Iron Maiden. W tym roku wybrał się na koncert Rogera Watersa do Gdańska, a wcześniej do Wrocławia, by posłuchać Davida Gilmoura.

– Ojciec Święty mówił, że kto śpiewa, ten się podwójnie modli. A nasz dyrygent dodaje, że nie robimy tego wyłącznie dla własnego ego, lecz przede wszystkim na chwałę Bogu. W sezonie też się staram uczestniczyć w niedzielnej mszy. Kiedy jechaliśmy na mecz do Tarnowa i mieliśmy sporo czasu, poprosiłem Artioma, by mnie podwiózł do miejscowego kościoła. On wychował się na prawosławiu, ale, oczywiście, uszanował moją prośbę – zaznacza 41-latek.

A propos Łaguty. Do tej pory Rosjanin miał przy sobie Lewickiego i podczas cyklu Grand Prix, i w czasie spotkań PGE Ekstraligi. W 2019 roku to się jednak zmieni. – Czas nie jest z gumy, trzeba go podzielić na pracę, ale też na bliskich. Dlatego w nowym sezonie będę Artiomowi towarzyszył tylko przy okazji rund GP. Jego zespół jest już naprawdę doświadczony, zatem moja obecność nie wydaje się zawsze konieczna – wyjaśnia nam Lewicki. Rzecz jasna, basem.

A jak przemówi w nowym sezonie Łaguta, myślący o medalu IMŚ? Też na grubo?

Wojciech Koerber

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.