Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Moja lista największych bez tytułu indywidualnego mistrza świata. A Wasza?

Tommy Knudsen to jedna z legend WTS-u. FOT. Facebook WTS Sparta Wrocłąw

Było ich całe mnóstwo. Wielkich i największych. Wielokrotnych championów, multimedalistów. Są jednak też tacy, którzy medale zdobywali, owszem, lecz nie mieli szczęścia, mimo niewątpliwej klasy, by cieszyć się indywidualną wiktorią. Trochę jak słynne słowa Pawła Waloszka, o tym, że najcenniejszy jest dla niego tytuł IMP, którego nigdy nie zdobył. Moja lista wielkich bez indywidualnego lauru jest zapewne niekompletna. Jeśli kogoś przegapiłem, pominąłem – dopisujcie w komentarzach, argumentując swój wybór.

Zaczynamy od początku i od największych, moim zdaniem naturalnie. To oczywiście czasy nijak nieporównywalne ze sobą, ale gwiazdy świeciły równie błyskotliwie jak obecnie. Przy tym wybór pozostaje nieco subiektywny, ale przecież to zabawa.

Tommy Knudsen na pierwszy ogień. Duńczyk to dziewięciokrotny mistrz świata w… drużynie! Tommy nie miał szczęścia, trafiając na erę Nielsena, Gundersena i Pedersena. On także był jednym z dzieci Olsena, lecz mimowolnie stał się też koszmarem profesora z Oxfordu. Mimo wszystko, korony nigdy nie przymierzył. W tamtym czasie zdobył tylko, nomen omen w debiucie, najniższy stopień podium w roku 1981.

Gwiazdora Sparty zniszczyła chimeryczność. Najlepsze lata Knudsena to bez wątpienia 1985-1986. Miał ogromną charyzmę, pewność siebie i niebagatelne umiejętności, dzięki którym potrafił atakować na całej szerokości toru. Może nie tak efektownie jak Amerykanie, czy Hans z Erikiem, ale należał do ścisłej światowej czołówki. Majstersztykiem w jego wykonaniu był finał DMŚ, rozgrywany w Ameryce, na torze Long Beach z sezonu 1985. Jeździł efektywnie, efektownie, wspaniale. W decydującym biegu objechał na dystansie niepokonanego Bobby’ego Shwartza. Przyćmił Nielsena i Gundersena, Jankesów doprowadził do łez. Warto zaznaczyć, że dopiero co wrócił do ścigania, pnąc się w ekspresowym tempie na szczyt, po kontuzjach w sezonach 83-84. To właśnie Knudsen stanął na drodze do złota Hansowi Nielsenowi na Odsal w Bradford, w sezonie 1985. Niestety, słabszy początek zawalił mu turniej, pozbawiając szans na indywidualny sukces. Podobnie było rok później w Chorzowie. Kolizja na wyjściu z drugiego łuku. Hans leży, Tommy wykluczony. Co istotne, patrząc hipotetycznie, gdyby wygrał tamten bieg i zgromadził 13 punktów, czekałby go baraż z Janem Ove Pedersenem. Byłby jednak faworytem, z racji o wiele lepszych tego dnia startów.

Gdy rozkręcał się na dobre i wydawało się, że już za moment zostanie koronowany – połamał kręgosłup w Australii. To był sezon 1988 roku. Po tej kontuzji Knudsen był już innym zawodnikiem. Solidnym i bardzo dobrym, ale nie gwiazdą najwyższego formatu. W Coventry kręcił jeszcze przyzwoite średnie, na poziomie między 8 a 9 CMA (na 12 możliwych). Pozytywnym zaskoczeniem był występ Knudsena w Goeteborgu z roku 1991 i baraż z… Hansem o brąz. 1992 to ostatni sezon reprezentanta Danii w lidze brytyjskiej. Podobnie jak Tatum, inny żużlowiec związany w lidze ze Spartą, mocno wierzył w swoją szansę na wrocławskim torze. Pierwsze dwa biegi wygrał. Niestety, tamten Knudsen to już był zawodnik przewidywalny – w zasadzie start i krawężnik. Z równym rywalem nie potrafił twardo walczyć na łokcie, w kontakcie, ani wyprzedzać na trasie i tak pogrzebał swe wrocławskie szanse i marzenia. Podobnie było w Vojens 94. Te same błędy, ta sama asekuracja w jeździe. W Grand Prix upadał sam, przez nikogo nie atakowany. Obojczyk strzelał raz za razem. Powiedział pas. Wcześniej miewał kłopoty z eliminacjami, które były trudniejsze niż dziś, dlatego mówienie o “dniu konia”, w przypadku jednodniowych finałów, jest o tyle bezzasadne, że sito eliminacji również wówczas, było wyjątkowo gęste.

Następny w kolejce – Dennis Sigalos. Jego życie można skwitować jednym określeniem – triumf nad tragedią. Dennis był jednym z największych Amerykanów swojego pokolenia, pokonał rodzinną tragedię i ból serca, zanim stał się wielką gwiazdą w Hull i Ipswich. Był mistrzem świata par i drużynowo. Indywidualnie nie dał rady. Gdyby nie decyzja, którą podjął w wieku 14 lat, Siggy zginąłby, wraz ze swoją matką Joyce, w katastrofie lotniczej z 1974 r., która pochłonęła również życie rodziców Bruce’a Penhalla. „Powinienem być w tym samolocie” – mówił po latach, zamyślony i umęczony psychicznie. Kontuzja zmusiła go do rezygnacji z żużla w wieku 26 lat. Krótka, fantastyczna kariera, złoto w parach, złoto w DMŚ, srebro IMŚ i później, po kilku latach, niczym Penhall – zniknął.

Teraz Billy Sanders. Opisywałem szerzej na tych łamach jego tragiczną historię. Podobnie jak choćby amerykańscy bracia Moranowie, złoty krążek zaprzepaścił, poprzez niewłaściwe podejście do sportu. Sam się pozbawił daru życia i szansy na tytuł, a może tytułu, będąc już brązowym (1980) i srebrnym (1983) medalistą IMŚ.

Równie tragiczną postacią był Kenny Carter – trzy razy piąty. W roku 1982 upadł w jednym z finałowych wyścigów i był to chyba jeden z najbardziej dramatycznych biegów w historii. Do dziś wielu uważa, że Kenny był winny, inni zaś, że to Bruce Penhall spowodował kolizję, za którą ostatecznie wykluczono Kenny’ego. Finał odbywał się w USA, a Bruce uważany był za faworyta – stąd spiskowe teorie i ich wyznawcy. Niesamowicie charyzmatyczny zawodnik, w 1984 roku jeździł ze złamaną nogą, byle tylko nie stracić eliminacji IMŚ, a przy tym postać tragiczna – jak wiadomo popełnił samobójstwo, zabijając też żonę…

Kto jeszcze? To już na skróty, bez szerszego uzasadnienia. Shawn Moran – niesamowity talent, zmarnowany przez nieodpowiednie podejście do speedwaya. Srebrny medalista z sezonu 1990. Krążek ten jednak wkrótce Moranowi odebrano, gdyż stwierdzono w jego organizmie obecność nieprzepisowych substancji, ściśle zaś – narkotyków. Następnie ikona Leszna – Leigh Adams – w swoim dorobku ma brąz (2005) i srebro (2007). A może na liście znajdzie się miejsce dla… Kaia Niemi – największej gwiazdy fińskiego speedway’a, czwartego żużlowca świata w 1985 r., czterokrotnego finalisty IMŚ?

Leigh Adams. foto. JAREK PABIJAN

Polacy? A jakże. Sławomir Drabik – może gdyby teraz zaczynał jeździć, miałby szanse? Gdy był w szczytowej formie, rywale byli za mocni, ale to głównie kwestia problemów sprzętowych Polaków i ten czynnik winiłbym bardziej, niż styl bycia Slammera. Na pewno też Edward Jancarz (10 startów i jeden brąz) oraz Zenon Plech – najbardziej utytułowany polski żużlowiec, w jednym rzędzie z Tomaszem Gollobem, Bartkiem Zmarzlikiem i Jerzym Szczakielem. Dwukrotny medalista IMŚ i dwukrotnie słabszy od… Ivana Maugera – legendy swych czasów.

A wasi faworyci? Kogo brakuje na liście? Simon Wigg, John Louis, Jimmy Nilsen, Igor Plechanow, a może z reprezentantów ZSRR, bardziej pasuje tu, Waszym zdaniem, ten, który był w mojej ocenie lepszym, a częściej pomijanym, niż Plechanow, zawodnikiem – Grigorij Chłynowski? Parę razy otarł się o złoto, a w 1973 został z niego po prostu okradziony, przez niesprawiedliwą decyzję sędziego. Kto jeszcze zasłużył, a nie osiągnął? Chris Morton – fenomenalny zawodnik, a mam wrażenie, że w Polsce nieco niedoceniony. Gość, który niesamowicie atakował po balotach, widowiskowy i wyjątkowo waleczny. Wygrywał złoto w parach, triumfował w licznych turniejach, był niekwestionowaną gwiazdą ligi brytyjskiej. W finałach IMŚ jednak zupełnie sobie nie radził i nigdy nie stanął na podium. Dave Jessup – kolejny znakomity Wyspiarz, pechowiec, któremu notorycznie defektował sprzęt w najważniejszych momentach. Choćby, gdy w 1978 roku jechał po złoto i przez awarię motocykla, skończył dopiero na czwartym miejscu. Utytułowany, ale bez złota. Skandynawowie? Jest ich kilku. Soren Sjoesten – świetny szwedzki zawodnik, na koncie miał dwa medale IMŚ, bardzo dobry w lidze angielskiej. Mistrz nad mistrze, ścisła światowa czołówka na przełomie lat 60 i 70. Jest barwny Henka Gustafsson. Kolorowy ptak, z fajką w zębach i luzackim sposobem bycia. Oj, nazbierałoby się kandydatów.

Ze swojej strony dodałbym jeszcze Phila Crumpa, Kelvina Tatuma, Bo Petersena, Tommy’ego Janssona, Ronnie Correya, Olle Nygrena – zdobywcę pierwszego medalu IMŚ dla Szwecji, Malcolma Simmonsa, Rune Sormandera, Tommy Farndona, no i uważam też, że nie powinno zabraknąć w tym zestawieniu miejsca dla najstarszych, z Jack’em Parkerem, Jack’em Biggsemi Wilburem Lamoreaux. Nie można ukryć, że jednodniowe finały IMŚ były najbardziej niesprawiedliwe, właśnie dla takich zawodników jak Carter, Chłynowski, Tatum, Plech, czy inni wymienieni. Ale dzięki temu mogliśmy i nadal możemy podnosić sobie adrenalinę i namiętnie dyskutować, choć samym zainteresowanym pozostał zapewne ogromny niedosyt.

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI

CZYTAJ TAKŻE:

Wyprzedź Po Bandzie z HN Speed Energy. Wciąż można się zgłaszać!

  1. RYAN SULLIVAN – w pierwszych latach po millenium, rządził i dzielił w lidze. Jego średnia podchodziła czasem pod 2,7 na bieg! Nie przełożył tego jednak na mistrzowski laur w GP i skończyło się tylko na jednym brązie w 2002 roku.
    EMIL SAJFUTDINOV – w roku 2013 był bardzo blisko mistrzostwa, ale stracił 3 ostatnie turnieje przez kontuzję i spadł na 5-te miejsce. To tylko gdybanie, ale sądzę, że byłby wówczas mistrzem. Takiej szansy chyba już nie będzie miał. Przyszła młodsza fala bardziej zdeterminowanych zawodników.

  2. Andreas Jonsson,Paweł Hlib;), Jarosław Hampel i Krzychu KAsprzak gdyby nie kontuzja to by mial swego czasu mistrzostwo a tak tylko srebro

  3. A gdzie na tej liście nazwiska: Waloszek, Woryna, Wygleda, Mucha, A. Pogorzelski,??? I jeszcze kilku wspaniałych Polskich zawodników

  4. Drabik, mimo całej sympatii do niego, nigdy nie prezentował poziomu choćby zbliżonego do ówczesnego światowego topu. Liga a MŚ to dwie inne bajki.

    1. Kołodziej? Z całym szacunkiem dla zasług, ale ten zawodnik w GP niczego nie zdziałał. Przeważnie sklasyfikowany w drugiej dziesiątce, z pojedynczymi przebłyskami, ale żeby zaraz tytuł mistrzowski? Gruba przesada.

      1. Dlaczego gruba przesada gdyby Janek miał psychikę na GP to byłby mistrzem.Talentem zjada większość zawodników cyklu.

    1. Screen chyba wolał od początku piwkowanie i grill z barbaque, niż poważne ściganie i dużą karierę. Doszedł do pewnego poziomu i go nie przeskoczył, a z czasem rozmienił się na drobniuteńkie.

    1. Dokładnie!!! DARCY WARD !!! “Przedwcześnie przerwany bieg” który po powrocie z Galicji zapowiadał multimedalistę, strach pomyśleć co by teraz się działo na torze gdyby Darky jeździł, mamy Bartka ale z Darcy ich walka była by wspaniała,

    2. Dokładnie!!! DARCY WARD !!! “Przedwcześnie przerwany bieg” który po powrocie z banicjii zapowiadał multimedalistę, strach pomyśleć co by teraz się działo na torze gdyby Darky jeździł, mamy Bartka ale z Darcy ich walka była by wspaniała,

  5. Z niewymienionych do tej pory w artykule i komentarzach -Todd Wiltshire. Podium w wieku bodajże 22 lat. Później paskudna kontuzja kręgosłupa. Wrócił po paru latach, ale na świecie już tylko medale w drużynie świętował – 2x złoto i srebro.

  6. Dla mnie osobiście brakuje Roberta Dadosa w seniorskim żużlu wiadomo mistrz świata juniorów ale jego niezwykły talent z różnych przyczyn rozmienil się na drobne

    1. O zmarłych źle się nie mówi, ale jednak Dados nie miał predyspozycji do poważnych wyników w wielkim żużlu. U niego z rokiem 1998 nazbyt widoczne było nasycenie. Chata od klubu, tytuły mistrza juniorów w Polsce i na świecie, ścigacz w garażu, szpan na mieście, mnóstwo szmalu na koncie i chyba brak umiejętności udźwignięcia tego. Mam wszystko na tacy, już więcej nic nie muszę… Po tym sezonie Dados stanął w miejscu i zaczął się jego regres, którego sam zawodnik nie potrafił przyjąć do wiadomości, przez co zaczął podejmować coraz głupsze życiowo decyzje. Już w 1999 w pierwszym roku seniorki, czołówka w GP pokazała mu miejsce w szyku, w lidze bywał chimeryczny i nie szedł już takim przebojem, a w 2000 sprawy się pokomplikowaly całkowicie ale to już wszyscy wiedzą.

  7. Powinien byc jeszcze odwrotny artykul : najbardziej przypadkowi medalisci. Dla mnie srebro Nilsena w 1998 r.to chichot losu.Mial forme zycia i pozniej nigdy takiego sezonu nie powtorzyl. Wtedy jeszcze liczyl sie skill. Teraz trafi taki Vaculik ze sprzetem i ma tytul.

  8. Jako kibic młodej daty ze starych zawodników nasuwa mi się przede wszystkim jedno nazwisko – Zenon Plech. Jeśli chodzi już o “moje” czasy, listę otwiera Leigh Adams, a za nim drugi kangur Ryan Sullivan. W tym gronie można by umieścić jeszcze Darcy’ego. Taki talent, który nie jeden tytuł mógł zdobyć. Z naszych zawodników do tego grona może dołączyć Jarek Hampel, dwukrotny wice.
    Świetny artykuł!

    1. PePe niestety pamietam jego ksywe w GP …Protas Wywrotas…ciagle sie przewracal niestety….nienudzwignal psychicznie

  9. Prześledzić proszę co osiągną Zenon Plech praktycznie zaraz po zdobyciu licencji, kto tak szybko stanął obok najlepszych na świecie? Nikt… Dla mnie to było zjawisko i wtedy to był zużel a nie pajacowanie jak to się dzieje dzisiaj… Z dniem przedwczesnego zakończenia kariery Zenka w 1986roku na stadionie w Gdańsku, ta dyscyplina przestała mnie interesować…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.