Główny partner portalu

Z prawej Zdzisław Rutecki. FOT. JAROSŁAW PABIJAN
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Zaczynał w Grudziądzu, największe sukcesy osiągał w Bydgoszczy, był też cenionym i szanowanym trenerem. Spokojny, powściągliwy, zawsze zrównoważony. Dla każdego miał czas i dobre słowo. Zdzisław Rutecki. Zginął w wypadku drogowym 27 kwietnia 2011 roku w pod toruńskiej Brzozówce.

Zdzisław Rutecki urodził się 4 czerwca 1960 roku. Przygodę z czarnym sportem rozpoczął od sezonu 1979 w GKM-ie Grudziądz, którego jest wychowankiem. W latach 1982-1992 oraz 1994 związany był z bydgoską Polonią. Czterokrotnie zdobywał medale drużynowych mistrzostw Polski – złoty (1992), dwa srebrne (1986, 1987) i brązowy (1990). Ostatnim jego klubem był Start Gniezno (1995). Po zakończeniu kariery zawodnika został trenerem. Prowadził Polonię Bydgoszcz i Orła Łódź. Wspierał też żużlowców-amatorów z Old Boys Speedway Club Bydgoszcz. W sezonie 2011 został opiekunem Aleksandra Loktajewa. W czerwcu tamtego roku skończyłby 51 lat…

Do tragedii doszło przed 6 rano. Kierowca dostawczego samochodu, którym podróżowały trzy osoby, w tym “Zdzichu”, zjechał z drogi i wpadł do rowu. Rutecki zginął na miejscu, 19-letni żużlowiec ROW-u Rybnik Wołodymir Tejgał  trafił do szpitala.

– Usłyszałem huk, więc wyjrzałem przez okno – mówił krótko po zdarzeniu Wojciech Kuna, świadek wypadku: – Ubrałem się i pobiegłem na szosę. Zobaczyłem, że leży tam mężczyzna, więc zadzwoniłem pod 112. W samochodzie, który leżał w rowie, był jeszcze jeden mężczyzna – ranny, wydawało mi się, że miał złamaną nogę. Był też kierowca samochodu. Był w szoku, chodził z miejsca na miejsce. Sprawdziłem tętno mężczyzny na szosie, wydawało mi się, że jeszcze żyje. Potem, po jakichś dwudziestu minutach, przyjechała karetka.

– 23 letni kierowca forda transita z niewyjaśnionych przyczyn zjechał na lewą stronę drogi i wpadł do rowu – relacjonował Artur Rzepka, rzecznik toruńskiej komendy policji: – Jeden z pasażerów zginął na miejscu, drugi – 19-latek Wołodymir Tejgał, żużlowiec ROW-u Rybnik – trafił do szpitala.

Krótko, lakonicznie, bez emocji. A emocje “Zdzichu” potrafił wywoływać. Nigdy nie dane mu było zostać liderem ekipy, w której startował, ale zawsze trzymał fason. Jako zawodnik drugiego planu nie schodził poniżej pewnego, solidnego poziomu przyzwoitości.

– Był fantastycznym kolegą. Nie wywyższał się, zawsze służył radą młodszym zawodnikom – wspominał Ruteckiego Jacek Woźniak: – Ta wiadomość jest dla mnie szokiem. Kiedy zaczynałem karierę, Zdzisław był już podstawowym zawodnikiem drużyny. Był nie tylko dobrym żużlowcem, ale też fantastycznym człowiekiem – dodawał były jeździec Polonii.

Kibice także mieli swoje wspomnienia związane z karierą “Zdzicha” – pozytywne naturalnie. Jeden z nich tak pisał tuż po śmierci Ruteckiego: – Zdzichu (tak mawiano o Zdzisławie Ruteckim w Bydgoszczy, nie Zdzisław, Zdzisiu, a Zdzichu) od razu stał się filarem swojej nowej drużyny, która wówczas szczyciła się nieprzerwanym, od 1951 roku, pasmem startów w pierwszej lidze, z której nigdy nie spadła. Mecze barażowe o utrzymanie się w elicie przyciągały nierzadko więcej widzów i wprawiały ich w o wiele większe emocje, niż potyczki o mistrzowskie szarfy. Zdzichu poprzez swą skromność i niesamowitą, zadziwiającą jak na stosunkowo młody wiek umiejętność jazdy parą, od razu stał się ulubieńcem znającej się na żużlu miejscowej społeczności wytrawnych kibiców.  Jest rok 1983, może rok wcześniej, może rok później, mecz w Bydgoszczy bodaj ze Stalą Rzeszów, albo z Kolejarzem Opole (to akurat mniej ważne). Polonia wygrywa bardzo wysoko, swoje punkty przywozi lider, Bolek Proch, ale zawodnikiem meczu z 14 punktami i bonusem (choć wówczas tego terminu jeszcze powszechnie nie stosowano) jest Zdzichu Rutecki, do którego dorobku, 10 punktów dokłada partner z pary Bizoń. I to oni są na ustach tłumów kibiców opuszczających stadion. Komplet swoich trzech wspólnych wyścigów wygrywają podwójnie. Po meczu dochodzę do bardzo zatłoczonego przystanku autobusowego przy „Kaprysie”. Wśród gawiedzi, nieco z boku, od strony, z której idę zauważam nie kogo innego jak ich bohatera, Zdzicha, który stoi sam, skromnie, niepozornie, jakby o dziwo przez nikogo nie zauważony. Impuls, podchodzę, proszę o autograf, ludzie przyglądają się zaskoczeni, zdziwieni.

I jeszcze jeden charakterystyczny wpis kibica, Krzysztofa Jankowskiego: – Polonia za czasów trenera Nieścieruka. A odbywało się to następująco. Ostatni trening miał z reguły miejsce dzień przed meczem, w sobotę, późnym popołudniem. Podstawowa szóstka była pewna występu już przed jego rozpoczęciem, ale pozostałych czterech, a nawet sześciu, jeśli nawet nie więcej zawodników, walczyło o dwa miejsca rezerwowych. Po treningu odbywała się narada za zamkniętymi drzwiami, a potem co oczywiste, kosmetyka motocykli.Trening skończony. Miejsca rezerwowych wywalczają Bizoń i Paweł Bukiej. Ten drugi skarży się z przymrużeniem oka, że „więcej czyszczenia niż jeżdżenia”. Motocykle myje się metanolem za pomocą pędzelka, szczególnie silnik. Bizoń w tamtych szarych czasach, kiedy większość jaw ma takie same jasnoniebieskie plastikowe matowe błotniki, jest prawdziwym pedantem i lubi swój motocykl ozdabiać różnymi „świecidełkami”, o które wówczas tak niezmiernie trudno. On w przeciwieństwie do Bukieja nie narzeka, tylko z uporem i skrupulatnością stara się doprowadzić swój jedyny motor do stanu najwyższej, idealnej czystości. Podchodzi Zdzichu, chce od kolegi przejąć przyrządy do mycia i nieco zniecierpliwiony żartuje: – Po co tak pucujesz? I tak wyjedziesz najwyżej raz i zanim wyjdziesz z pierwszego łuku, kompletnie cię zachlapią. Musielibyście zobaczyć minę klęczącego przy motocyklu Bizonia i serdeczny uśmiech stojącego nad nim Ruteckiego, który po chwili przejmuje pojemnik z metanolem i pędzelek. Następnego dnia rozgrywa się mecz (…) Zbigniew Bizoń pojawia się jako rezerwa i zasypany kompletnie niemal nie wyjeżdża z pierwszego wirażu, cudem kończy na ostatnim miejscu swój jedyny tego dnia bieg. Zdzichu niechcący poprzedniego wieczora wszystko dokładnie przewidział, miał rację. „Więcej czyszczenia niż jeżdżenia” – jak skwitowałby ulubieniec żeńskiej części bydgoskiej publiczności, Paweł Bukiej.

Jako trener dobrze zapadł w pamięć łódzkim fanom. Zawsze też był zwolennikiem promowania krajowych zawodników w składzie. Jak sam mówił: – Na pewno Polacy są tańsi. Obcokrajowcom trzeba przecież płacić dodatkowo za dojazd na zawody, nikt za darmo nie przyjedzie. Lepszy obcokrajowiec wiadomo, że się ceni, bo ma oferty z innych klubów. Chcąc zatrzymać w drużynie takiego zawodnika, trzeba mu więcej dawać za punkty. Ja bym chciał, żeby jeździli tylko Polacy. Trudno, nie ma ich za dużo. Wiadomo, druga liga to jest zaplecze. Wiemy wszyscy, gdzie jeżdżą najlepsi zawodnicy, w wyższych ligach. Rynek jest jaki jest i trzeba się wspomagać zawodnikami zagranicznymi.

Trener Rutecki i młody Mikołaj Curyło.

Zdzisław Rutecki. “Zdzichu”. Cichy, spokojny, zawodnik i trener, który nie pchał się na afisz, ale dokonania i solidność bronią go same.

– Żył ciągle żużlem. Miał teraz jeszcze więcej czasu, odkąd przeszedł na sportową emeryturę – wspominał Bogdan Sawarski, były prezes bydgoskiego klubu.

Razem ze Zdzisławem Ruteckim jako trenerem drużyny, ratowali żużel w Polonii przed upadkiem na początku tego wieku. Na drodze pod Toruniem zakończyło się życie człowieka, który już jako nastolatek zaczynał swoją przygodę ze speedwayem. Pochodził z Grudziądza, ale w 1983 roku musiał razem z Polonią bronić się przed spadkiem, w barażowym pojedynku z rodzimym GKM-em Grudziądz. Później Zdzisław Rutecki przeżywał także lepsze lata drużyny z Bydgoszczy. Starsi kibice pamiętają go z tamtych czasów z doskonałej jazdy w parze zwłaszcza z Ryszardem Buśkiewiczem i Zbigniewem Bizoniem. Te duety były trudne do pokonania na torze przy ul. Sportowej. W 1986 roku cieszył się ze srebra w lidze, to był medal zdobyty po 14-letniej przerwie. Rok później ponownie srebro. Do swej medalowej kolekcji dołączył jeszcze brąz w 1990, a w 1992 roku stanął z kolegami na najwyższym stopniu podium. Zdzisław Rutecki w kolejnym sezonie kontynuował jazdę w Grudziądzu. Potem jeszcze na rok wrócił do Bydgoszczy. Karierę zawodniczą zakończył w Starcie Gniezno. W 1996 roku prowadził już jako trener GKM, dwa lata później Polonię (z Gollobami, Protasiewiczem, Gustafssonem), która zdobyła wtedy mistrzowski tytuł.

Zdzisław Rutecki żadnej pracy się nie wstydził.

Mimo tytułów, znakomitych występów, nie wyszedł z cienia gwiazd. Indywidualnie nie osiągnął może wiele, jednak zawsze był synonimem przyzwoitości i solidności, na torze i przede wszystkim, po za nim.

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI