lotto partner główny serwisu
pt. Maj 24, 2019

FOT. JAROSŁAW PABIJAN

Marta Półtorak: Nikodem Dyzma by się wstydził

Po zawirowaniach związanych z działalnością w Rzeszowie Ireneusza Nawrockiego wielu kibiców z rozrzewnieniem wspomina czasy, gdy tamtejszy klub prowadziła Marta Półtorak. Jakie była promotorka ma wspomnienia z tamtych czasów? I czy rzeczywiście jest… byłą promotorką?

Pani Marto, jeśli zapytam o pierwsze skojarzenie ze słowem żużel, to…

Skojarzy mi się z bardzo fajnym, emocjonującym oraz żywym sportem, który bardzo lubię.

Przyznam, że zaskoczyła mnie Pani. Spodziewałem się innej, bardziej żużlowej odpowiedzi…

Pytał pan o pierwsze skojarzenie i takowe podałam. Jeśli chodzi o kolejne, to są już różne, w zależności od funkcji, jakie w tym sporcie na przestrzeni lat pełniłam.

Jak trafiła Pani do tego sportu?

Tak całkiem szczerze to z przypadku. Jestem z Rzeszowa, a to miasto żużlowe. Do momentu naszego zaangażowania w żużel za bardzo się na tym sporcie nie znałam. Oczywiście, miałam świadomość – choćby dzięki telewizji – kim jest Tomasz Gollob, ale to była przeciętna znajomość tematu bez żadnego głębszego zainteresowania.

W 2014 roku, po jedenastu latach działalności, odeszła Pani z tego sportu. Dlaczego?

Trudno dziś jednoznacznie określić. Na pewno czułam się zmęczona, jeśli chodzi o współpracę z Ekstraligą. To już nie była wtedy moja bajka. Jestem jedną z osób, które zakładały spółkę, mieliśmy tworzyć coś fajnego dla kibiców przy jednoczesnym promowaniu tego sportu. Zaczęłam jednak odnosić wrażenie, że idee, które nam przyświecały, przestały być skuteczne i zgodnie z pierwotnymi założeniami realizowane. Ciężko się współpracowało. Nie bez znaczenia jest fakt, że w moim odczuciu byli równi i równiejsi, jeśli weźmiemy pod uwagę kary i nagrody. Moje postrzeganie było inne i dlatego uznałam, że nie czas, aby zaangażowanie kontynuować. Moja przygoda z żużlem trwała powyżej dekady i też chyba element takiej potrzebnej świeżości w działaniu gdzieś zanikł. Było kilka czynników, które złożyły się na taką, a nie inną decyzję.

FOT. JAROSŁAW PABIJAN


Z perspektywy czasu co uważa Pani za swój sukces, a co za porażkę w tamtym okresie?

Na pewno za sukces uważam to, że przez lata byliśmy postrzegani jako klub bardzo rzetelny oraz wiarygodny. Kiedy wchodziłam w ten sport, to musiałam budować swoją pozycję od początku i to nam się udało. Byliśmy postrzegani bardzo pozytywnie i wiarygodnie. Te rzeczy zawsze są niezmiernie istotne: w zwykłym życiu, w pracy, w sporcie. A na co patrzę w kategorii porażki? To nawet ciężko nazwać porażką, ale chyba brak medalu w ligowych rozgrywkach głównej drużyny. Zawsze coś stawało na przeszkodzie. Przez moment byliśmy blisko brązowego medalu, ale wtedy przytrafiły się kontuzje Pedersena i Watta. Przez te wszystkie lata mieliśmy przypadki. Przepisy też pokomplikowały nam trochę sprawy. Jak mieliśmy mocną drużynę, to wprowadzono KSM i wtedy sam Nicki Pedersen zabrał lwią jego część. Tym samym skład nie mógł być wyrównany. Zawsze czegoś nam brakowało do medalu. Ale czy to moja porażka? Nie wiem, jak to określić.

Teraz zagramy w jednym zespole. Podobnie jak ja, nie była Pani przychylna Ireneuszowi Nawrockiemu. Ja go pozytywnie nie odbierałem, Pani również…

Od początku z dużą ostrożnością podchodziłam do tego pana. Dla mnie bardziej się liczy to, co ludzie robią, aniżeli to, co ludzie potrafią mówić. Nawrocki wydawał się niewiarygodny, a to, jak się zachował w paru sytuacjach, tylko to potwierdziło, o sytuacji z wdową po Tomku Jędrzejaku już nie wspominając. Dla mnie jego zachowanie świadczy o elementarnym braku honoru i oceniam go, niczym żużlowy program telewizyjny, jako czarny charakter. Kiedyś powiedziałam w jednym z wywiadów, że Nikodem Dyzma by mu pozazdrościł. W rozmowie z panem cofam to stwierdzenie. Nikodem Dyzma też by się za niego wstydził.

Rozmawiamy szczerze – czy zaangażowanie w kwietniowy mecz Polska – Reszta Świata to znak, że Marta Półtorak rozważa powrót do rzeszowskiego żużla?

Jeśli już szczerze rozmawiamy – kibice często sobie wyobrażają, że moja obecność w rzeszowskim żużlu to była jakaś nagroda i tym samym szczyt moich życiowych możliwości. Na takie opinie spoglądam z uśmiechem. Dla mnie ta sympatyczna przygoda z żużlem była głównie obowiązkiem. Jeśli coś robię w życiu, to oddaję się temu w pełni, aby jak najlepiej pewne zadania wykonać. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że mam czymś sterować gdziekolwiek z tylnego fotela. Jeśli się za coś zabieram, to w stu procentach za to odpowiadam. Mimo że wchodziłam do żużla jako kobieta i wielu traktowało mnie niczym małpę w klatce, to, jak sądzę, pokazałam, że i kobieta może działać dobrze. Było sporo głosów nieprzychylnych mojej działalności ze strony różnych malkontentów, którzy najczęściej swoje pretensje wyrażali za pomocą klawiatury komputera.

A jeśli prezydent Rzeszowa zapyta, czy od 2020 roku wejdzie Pani w rzeszowski żużel, to co Pani odpowie – tak czy nie?

Nie. Zdecydowanie nie. Bo w życiu dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. Nigdy też nie mówi się nigdy, ale to absolutnie nie jest ten czas. Jedno musi być też jasne – każda odpowiedzialna osoba, która podejmie się odbudowy żużla w Rzeszowie, może liczyć na moją przychylność, choćby ze względu na doświadczenie, jakie ze swojej działalności wyniosłam. Najważniejsze, aby była to osoba odpowiedzialna. Na to, co się stało w ubiegłym roku, nie zasłużył ani żużel w Rzeszowie, ani jego wspaniali kibice.


Po tym, co się stało w minionym sezonie, wiele osób tęskni za czasami Pani rządów. Ma Pani satysfakcję z tego powodu?

Powiem panu tak – najwięcej satysfakcji daje to, że faktycznie wiele osób, których nie znam osobiście, podchodzi do mnie z sympatią. Są nawet takie osoby, które mają odwagę podejść i powiedzieć: „Pani Marto, był taki moment, kiedy byłem Pani przeciwny. Teraz, jak patrzę wstecz, zmieniam zdanie. Miała pani rację.” Jeśli chodzi o kibiców, to cenię sobie tych, którzy mają merytoryczne uwagi do przekazania. Najgorzej jest, kiedy niektórzy z nich zupełnie bezpodstawnie wylewają hejt. Kiedy się ich zapyta, co się nie podoba, nie potrafią udzielić odpowiedzi. To tak jak z medycyną, na której wszyscy znamy się ponoć najlepiej. Mam satysfakcję, że okres mojej działalności to był dobry okres dla żużla w tym mieście. Zarzucano mi, że zostawiłam trupy w szafie. A było tak, że wchodząc w żużel to niestety ja  płaciłam nieswoje długi. A odchodząc zostawiliśmy nie dość, że zero zadłużenia, to jeszcze zacnego sponsora, z którym można było przejeździć całą pierwszą ligę. Jeśli ktoś postanowił, że przejedzie ekstraligę z tym budżetem, to była jego, nie moja decyzja. Byłam wprawdzie akcjonariuszem klubu, ale nie ja podejmowałam decyzję. Warto mieć taką świadomość.

Jak ocenia Pani obecny stan polskiego żużla?

Tutaj mamy różne płaszczyzny oceny. Popatrzmy na pierwszą ligę. Pojedzie w niej siedem zespołów. Oczywiście to źle. Absolutnie nie ciągnęłabym jednak na siłę ósmego zespołu. Mam duże pretensje, że nie są robione audyty pod kątem finansowym, ale, podkreślam, porządne audyty. Jak to jest możliwe, że Stal Rzeszów posiada licencję nadzorowaną i w międzyczasie jeszcze robi ogromne długi? Bardzo dużo niepopłaconych rzeczy. Gdzie jest i jak działa jakaś instytucja nadzorująca to, co się dzieje? Kolejna sprawa to właśnie  poszukiwanie chętnych do startu w lidze wyżej. Ktoś zbiera budżet, walczy o awans i cel swoją ciężką pracą osiąga. Po jakimś czasie inne klubu po kolei dostają zaproszenia do startu w tej samej lidze. Chodzi się od klubu do klubu jak po kolędzie. Powinny być jasne i bardzo przejrzyste zasady dla wszystkich. Nie powinno być równych i równiejszych. Szanujmy choćby te reguły, które sami wprowadzamy. Poza tym uważam, że nie idziemy w dobrym kierunku, zbyt mocno obciążając kluby. Obecnie, aby zorganizować mecz, trzeba wydać kupę pieniędzy. Niedługo mniej zamożne kluby z lig niższych będą miały z tym problem. Mówimy, że szkolimy młodzież i karzemy niby kluby, które nie szkolą. Po czym tych, co nie szkolą, ostatecznie nie karzemy i tym samym karę dostają ci, którzy szkolą, bo ponoszą tego szkolenia koszty. Nie ma tak naprawdę egzekwowania przepisów, tylko takie mruganie okiem. Wiele sytuacji jest nieczytelnych. Jak ja zaczynałam działalność w tym sporcie, przepisy mieściły się na paru kartkach. Obecnie to chyba książka. Nie ma takiej potrzeby. Zróbmy ich mniej, ale niech będą przejrzyste, proste i co najważniejsze, egzekwowane.

Kto zostanie drużynowym mistrzem Polski, a kto indywidualnym mistrzem świata?

Mistrzem Polski będzie najlepsza drużyna, która, mam nadzieję, wywalczy to na torze. To tak żartobliwie. A poważnie rzecz biorąc, to chyba najrówniej jeździ Unia Leszno i może to ona obroni tytuł. Pytanie o triumfatora Grand Prix jest trudniejsze.

Dlatego też je Pani zadałem…

Na pewno chciałabym, aby to był Polak. Taki tytuł bardzo by się nam przydał. Powiem szczerze, że nie wiem, przed sezonem to wróżenie z fusów. Żużel jest sportem, w którym nie ma często powtarzalności formy w kolejnych sezonach. Może Bartek Zmarzlik?

Rozmawiał ŁUKASZ MALAKA

3 thoughts on “Marta Półtorak: Nikodem Dyzma by się wstydził

  1. Fajny wywiad bo rozwiewa wszelkie nadzieję tych naiwnych którzy liczyli na powrót pani Marty. Ja nie liczyłem za długo jestem kibicem żużla. Co do Nawrockiego to zgoda ale żaden z niego czarny charakter, raczej Jaś fasala, pamiętajmy gość stracił parę milionów a nie zyskał nic. I jeszcze jedno. Klub zostawiony że sponsorem na jazdę w pierwszej lidze, po awansie do El. Pomijam to, że nawet jak ten poziom to żadne pieniądze, to jak to było wytłumaczyć kibicom, że nie to tak dla jaj walczono o awans, oni płacili za bilety a teraz dalej jedziemy w pierwszej lidze? To jest poważne. Rezygnacja z pieniędzy od TV i od sponsora ligi też jest poważne? Na koniec taka uwaga w Rzeszowie nie będzie żadnego odrodzenia żużla, to miasto nie innowacji a beznadzieji bez biznesu, poważnych działaczy, wiernych kibiców i bez władz lokalnych. To pytanie o prezydenta Pana redaktora to niezły żart. Człowiek który od lat nie dał grosza na żużel inicjatorem jego odbudowy, to żart ale słaby.

  2. Pani MP nie była świętą osoba też zazhowowala się jak Nawrocki. Wieczne zadymy między zarządem a nią. Kary za kara wymiany ciosów przez media. Nie wspomnę o wojnie z kibicami. O tym już nie wspomina. Jak klub kibica cicho siedział na trybunach na znak protestu. Kasa była ale nic więcej, armia zaciężna kupiona z Polski, nawet juniora. I taki klub zostawiła bez wychowanków bez przyszłości. To co teraz się stało zaczęło się od MP.

  3. Przecież to co sie stało to zasługa Marty!!!Zostawiła klub z 2mln długu i udawała głupa że ona nie rządzi tylko Andrzejek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.