Główny partner portalu

Marek Cieślak przed 70. urodzinami: Nie chciałbym się już ruszać z Częstochowy. Chyba że mnie zmuszą (wywiad)

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Przed rokiem jego 69. urodziny przypadły na dzień meczu Włókniarza w Lesznie. „Sto lat, Marek!” – co rusz ktoś zagadywał w parku maszyn. Jak to przed rywalizacją. Już na szybko, w stresie i w biegu. „A to już niedługo” – odpowiadał, z charakterystycznym dowcipem i donośnym śmiechem, Narodowy. W najbliższą niedzielę 70. urodziny dopadną go z kolei w dniu hitowego spotkania Eltrox Włókniarz – Betard Sparta. A w tych właśnie klubach szkoleniowiec napisał najwięcej rozdziałów swojej życiowej historii. I jeszcze nie czas na epilog. Ale na wywiad – jak najbardziej.

Co robią dziś Twoi koledzy z toru i z wokół toru, rówieśnicy?

W zasadzie to ja tak szybko żyję, że nie mam czasu na większe obserwacje kolegów, którzy są w moim wieku lub w jego pobliżu. Mogę chyba powiedzieć, że mentalnie jestem troszkę poza tym środowiskiem. Bo ja jeszcze pracuję, a oni w większości są już na emeryturze.

Wielu z nich straciło zdrowie. Ty masz się wyśmienicie.

Zdrowie można dziś mieć, a jutro już nie. Ale ja wiem na sto procent, że w pewnym stopniu sami jesteśmy zdolni do tego, by sobie to zdrowie wypracować. Tylko trzeba o tym zawczasu pomyśleć, zacząć to robić w odpowiednim wieku. Bo brak zdrowia uderza też w głowę.

Tobie naprawdę jest czego zazdrościć. Nawet okularów nie musisz nosić, ani do czytania toru, ani do czytania gazet. Stawy biodrowe masz własne, nie porcelanowe, a forma olimpijska. Coś Ci w ogóle dolega?

Nic. To prawda. Nie mam żadnych dolegliwości mojego wieku, które dokuczają innym na tym etapie życia. Dobrze słyszę, dobrze widzę, po schodach mogę biegać. W ogóle mogę biegać, ile chcę. Nie mówię już o treningach na rowerze, bo to, co my jeździmy z zawodnikami to nie jest czysta zabawa, a ciężki trening. Rekreacyjnie to można na lody rowerem jechać.

No właśnie, cierpisz na jedną chorobę współistniejącą obok żużla. Zaraziłeś się jazdą na rowerze, to wszyscy wiemy. Ale właściwie w jaki sposób i kiedy?

Miałem kiedyś łękotkę usuniętą i więzadła krzyżowe uszkodzone. Lekarz mi powiedział, że powinienem wzmocnić mięsień czworogłowy i zaproponował rower stacjonarny. Fajnie, pomyślałem, tylko po co mi stacjonarny, jak na normalnym mogę jeździć. I taki był początek choroby. Ale ja już miałem wtedy koło pięćdziesiątki. Co ciekawe, dziś jestem starszy o dwadzieścia lat i nic mnie nie boli, kolana również. W ogóle.

Generalnie można uznać, że Ty swoje życie wygrałeś.

Ja mogę dziś powiedzieć, że, oczywiście, ta siedemdziesiątka jest, ale ona mnie nie przeraża i nie ciąży. Ja tego nie czuję. Bo wciąż jestem sprawny. Nie mówię tego, żeby samego siebie komplementować, ale tak po prostu jest – to tylko liczba, która mnie teraz spotyka, ale nic poza tym.

Uśmiechnąłem się ostatnio, gdy kilka tygodni temu powiedziałeś mi, że szykuje się „zaje… ty sezon”, bo Doyle sobie świetnie radzi… na rowerze. Myślałem, że o żużlowym pogadamy. Właśnie – motocykl chyba też już Jason opanował, bo po pierwszym meczu z GKM-em obawy można było mieć tylko o jego prędkość.

To były sprawy silnikowe. Przed meczem w Zielonej Górze wziął już nowy i widzieliśmy, jak było.

Czyli w Częstochowie też już będzie podobnie?

Mam nadzieję. A na rowerze rzeczywiście jest mocny. Mamy tu piękne tereny, zawodnicy przyjeżdżają rano i jedziemy na 70-80 km. Gaz jest, robimy średnią powyżej 30 km/h, a to przecież teren górzysty. Ci, co jeżdżą, wiedzą, że to dobry rezultat, tym bardziej, że nie jeździmy w dużej grupie, ale we dwóch, czy trzech.

No właśnie. Zastanawiam się nad takim Waszym peletonem z Doyle’em, ale też z Lindgrenem i Madsenem. Bo niby w niedzielę są kolegami, ale obaj świetnie wiemy, że żużel to sport dla indywidualistów. I każdy z nich ma jeden cel – tytuł mistrza świata. Chyba musisz uważać, by żaden nie poczuł się faworyzowany. Już kiedyś Gollob Cię zapytał – „czemu tak długo byłeś w boksie u Hampla?” Stąd niekoniecznie chciałeś się pokazywać w parku maszyn na turniejach Grand Prix, mimo roli selekcjonera.

A to prawda, nie można faworyzować żadnego z nich. Oni to widzą, że najczęściej jeżdżę z Doyle’em i Lindgrenem, jednak trzeba pamiętać, że ci dwaj są na miejscu, a Leon mieszka w Gdyni i stamtąd dojeżdża.

Albo dolatuje…

Albo dolatuje. Prywatnym samolotem znajomego. Leon to, oczywiście, rozumie, że musiałby spędzać więcej czasu w Częstochowie, byśmy częściej wspólnie trenowali, ale nie ma żadnego problemu. Tu też trzeba powiedzieć jedno. Że cała trójka to są niegłupi faceci. Ja z nimi często rozmawiam na różne tematy nieżużlowe i widzę, jakie mają otwarte głowy. Dużo wiedzą o życiu, o polityce. To nie są chłopaki tylko do żużla. A sprawa w ogóle jest nietypowa, bo jako trener polskiej reprezentacji pracuję z nimi i pomagam im być coraz lepszymi, tymczasem z narodową kadrą w ogóle nie mam teraz kontaktu. Takie czasy. Ale te kolarskie wycieczki są sympatyczne, a Jason, Leon i Fredrik są bardzo lubiani przez innych kolarzy amatorów, z którymi się spotykamy. Punkt zborny jest w Barze Leśnym w Olsztynie, a tam kawa czy coca-coca. Przyjeżdżają ci miejscowi kolarze i wszyscy chcą siedzieć koło chłopaków, a oni fajnie się wobec nich zachowują.   

Marek Cieślak po finale DPŚ 2017 w Lesznie, fot. Jarosław Pabijan

Na dziś wyglądacie najlepiej z Fogo Unią, a za Wami są ekipy z Lublina i Wrocławia. Przy czym Betard Sparta może stracić za kilka tygodni Maksyma Drabika. Jakie są Twoje przemyślenia na temat całej afery?

Głupia ta cała sprawa. Wyszła, bo zawodnik coś powiedział, a gdyby nic nie powiedział, to sprawy by nie było. Widać też, że nie wszystko w Sparcie jest tak kolorowe, jak by się mogło wydawać. Klub chce to ciągnąć jak najdłużej, ale czy rykoszetem nie dostanie sam zawodnik?

Im dłużej to trwa, zaczynam się coraz bardziej zastanawiać, gdzie tu sens, że głównie jednak aspekty medyczne mają teraz oceniać nie żadni medycy, a prawnicy z Trybunału Arbitrażowego przy PKOl-u.

No właśnie. Ta sprawa, niestety, ośmiesza Polską Agencję Antydopingową. Albo trzeba było uniewinnić zawodnika, albo zasądzić jakieś krótkie zawieszenie. W marcu byłoby po sprawie. Dostałby zawodnik symboliczne pół roku i tyle. A teraz ludzie z Polady mogą się trochę pomścić, bo cały ten przebieg sprawy może też wywołać ich pewną niechęć. Niby to nie moja sprawa, ale jednak moja, bo to polski zawodnik, a przerwa dłuższa niż rok sprawi, że się cofnie. Dla zawodnika to nauczka, ale i dla nas wszystkich. Mieliśmy ostatnio, podczas zimowego zgrupowania kadry w Szklarskiej Porębie, spotkanie z delegatem Polady i dowiedzieliśmy się dużo ciekawych rzeczy. Szkoda, że dopiero teraz, bo rok, dwa, czy trzy lata wcześniej też mogliśmy się w tym względzie podedukować. Te przepisy bez przerwy się zmieniają, a prawda jest taka, że w klubach nie mają o tym zielonego pojęcia.

Wracając do siły papierowych tygrysów, czyli Byków i Lwów. Można się dziś zastanawiać, jak by wyglądały Fogo Unia i Eltrox Włókniarz z Jarosławem Hampelem w składzie, bo, co ciekawe, oba kluby mogły go mieć…

Myśmy już Jarka w zasadzie mieli. Ja go chciałem, a on był zdecydowany. Wtedy jednak Jarek grzecznie odmówił, bo Unia go przekonała, że będzie miał miejsce w składzie.

Kogo by wtedy Jarek zmienił?

Tego nie powiem.

Domyślam się, że starszego. To rzeczywiście prawda, że Kowalski nie jest wolniejszy od Świdnickiego?

To jest tak – ja próbowałem wytworzyć odpowiedni klimat i mówiłem, że Bartek nie jest gorszy. I od razu zaczęli mnie łapać za język, pytać, to dlaczego nie jedzie. No jest na razie gorszy. Ale nieznacznie, to bardzo dobry i fajny chłopak. Wierzę w niego. Miśkowiak i Świdnicki pojechali w dwóch pierwszych meczach i nie zawiedli, więc trudno robić eksperymenty, ale Bartek zacznie niedługo jeździć, trafi na wypożyczenie i będziemy się przyglądać jego rozwojowi.

A zespół o co jedzie?

Na razie jest fajnie, ale i zawodnicy, i ja też przestrzegam przed hurraoptymizmem. Przed nami jeszcze, mam nadzieję, 16 meczów i pierwszym celem jest czwórka. A potem się zobaczy.

Na Twojej głowie zauważyłem ostatnio nową czapeczkę. Już nie z Grupą Azoty, lecz z BMW.

Azoty były przez dziewięć lat. I nawet się zapowiadało, że zmiany nie będzie ale później zauważyłem, że jakoś drętwo sprawy się posuwają. Może uznano, że już więcej reklamy ze mnie mieć nie będą. I skończyliśmy współpracować. Ale ja jestem bardzo wdzięczny Grupie Azoty, że przez wiele lat wspierała mnie finansowo i sporo na tym skorzystałem. Często dzwonię pogadać do dyrektora naczelnego Grupy Azoty w Tarnowie, pana Szczypińskiego, bo pozostajemy w koleżeńskich relacjach. I jest miło. A teraz, cóż. Mam też znajomych w Częstochowie i zwerbował mnie Adam Pietraszko, były zawodnik, z BMW Frank-Cars, zresztą reklamuje się na naszym stadionie. Oddałem im swojego pięcioletniego forda mondeo, którego też bardzo lubiłem i wziąłem w leasing na trzy lata BMW X1, sportową wersję. No i muszę powiedzieć, że zabawa jest na całego, dlatego będę go spłacał z przyjemnością. Pojeżdżę sobie jeszcze fajnym samochodem, nawet ostatnio z Lindgrenem rozmawialiśmy, że cały czas jesteśmy jak mali chłopcy, których ciągnie do nowych zabawek.

Andrzej Rusko powiedział kiedyś, że na Wasze stare lata wrócisz do Wrocławia i wspólnie machniecie jeszcze, na do widzenia, tytuł DMP. Ale może się okazać, że ten tytuł zdobędzie jeden z Was. Osobno.

Nie wiem, kiedy miałby ten nasz wspólny czas nastać, bo po prezesie Andrzeju nie widzę, żeby chciało mu się kończyć. Ale to prawda, tak sobie kiedyś mówiliśmy. We Wrocławiu spędziłem dziesięć lat, w 2006 roku zdobyliśmy ostatnie złoto w historii klubu. Wiadomo, że były różne zgrzyty, bo rola trenera jest niekiedy trudna i ma się przeciwników w klubie czy w zarządzie. Trener musi stawiać na nogi drużynę, a i swoją władzę też czasem zaznaczyć. Swoje za kołnierzem prezes ma, ale po latach mogę powiedzieć, że gdyby wszyscy byli tacy, to nie miałbym nic przeciw. Ogólnie prezesa szanuję.  

To w ogóle realny scenariusz, że mógłbyś się jeszcze ruszyć poza Częstochowę i pracować gdzieś w delegacji?

Nie chciałbym. Ale gdybym został do tego zmuszony, to jest taka możliwość. Gdyby w klubie wytworzyła się taka ekstremalna sytuacja, że nie chcieliby mnie już czy wyrzucili, a ja będę jeszcze czuł się na siłach, to czemu nie. Ja lubię tę robotę. Mnie ona nie wykańcza nerwowo. Wiadomo, że się denerwuję, żeby zawsze był dobry wynik, ale nie rusza mnie to aż tak. Nie przeżywam jak Lenin rewolucji.

We Wrocławiu spędziłeś dziesięć ze swoich 70 lat i właśnie z wrocławską ekipą przyjdzie Ci świętować w najbliższą niedzielę urodziny.

Zdobyliśmy we Wrocławiu pięć medali DMP, w tym jeden złoty. Przez dwa lata walczyliśmy też o utrzymanie składem I-ligowym, oszczędnościowym. Pamiętny był również sezon 2004, gdy Greg nie dojechał do Tarnowa i pięciu chłopaków walczyło tam z Gollobem i Rickardssonem. Bez lidera, na torze przeciwnika.

No właśnie. Do dziś wszyscy wspominają brak Hancocka, ale tam przecież brakowało również Sławka Drabika, wtedy już 38-letniego, ale do momentu kontuzji kręgosłupa jadącego życiowy sezon. Wrócił na samą końcówkę sezonu, na jesień, i z miejsca wygrał Memoriał Nieścieruka.

Tak. Bez tej dwójki walczyliśmy do 13. biegu. W pięciu. A później zabrakło nam po prostu zawodników.

Dochodzą do Ciebie głosy, jak ma wyglądać tegoroczny cykl Grand Prix?

Mnie o to pytają zawodnicy, a ja pytam ich. Nikt ich o tym nie informuje.

Szkoda, że na Twoje pożegnanie z kadrą trafił się akurat taki sezon, w którym reprezentacja ma, de facto, postojowe. A szykował się turniej pożegnalny w Częstochowie. Możemy zdradzić jakieś szczegóły?

Myślę, że taki turniej może się odbyć najszybciej w przyszłym roku. Żeby to miało sens, muszą być normalne warunki i ludzie na trybunach. W tym momencie panują zbyt duże ograniczenia. Spokojnie, ja jeszcze popracuję ze trzy, cztery lata. Jeszcze będzie okazja o tym pomyśleć.

Po prostu myślałem, że zobaczę na torze Cieślaka z Jarmułą. Kolega ma jeszcze marzenie, żebyście kiedyś spoczęli wspólnie, obok siebie, na cmentarzu?

Ten pomysł już chyba Józkowi wywietrzał z głowy. Teraz mi gada o wodzie. Źródełko takie ma blisko domu, że jak się człowiek napije, mówi, to mu się później nawet jeść nie chce. Ale i my mamy wodę w Złotym Potoku, po którą ludzie z całego Śląska przyjeżdżają.  

Masz jakieś marzenie? Cel?

Prowadzę teraz dyskusję z moim kolegą od rowerów, Ksawerym Leszczyńskim, który uzbierał 25 medali mistrzostw Polski mastersów. Zresztą jego syn, Robert, to też mój kompan, bo również dobrze jeździ. Ksawery ma 76 lat i jest taką pozytywną postacią, bo pokazuje, że ja też za kilka lat będę mógł się cieszyć życiem. On trenuje codziennie i cztery razy był wicemistrzem świata mastersów w jeździe na czas. Kilka lat temu byliśmy wspólnie, zresztą też z Gregiem Hancockiem, na takich mistrzostwach Polski pod Częstochową, odbywała się tam czasówka na 20 km. Ksawery wtedy wygrał, ze średnią 41 km/h w górzystym terenie. Miał wtedy ze 70 lat. On mnie ciągnie na takie zawody, mówi, że w piątce byłbym. Na myśli mam jazdę na czas, bo żeby jechać w grupie to trzeba też mieć więcej doświadczenia. Ale walczyć z wiatrem i z sobą samym – czemu nie. Po niedzieli będę już w kategorii 70A, czyli dla przedziału wiekowego 70-74. A później jest jeszcze kategoria 70B, czyli 74+.

74+. Ostatnia kategoria w życiu… Brzmi ciekawie. Czyli warto spróbować teraz, gdy w grupie 70A będziesz młodzieniaszkiem.   

W sierpniu są mistrzostwa Polski. Mógłbym wystąpić, ale terminy będą pewnie kolidować z meczami. Ciekawą rzecz powiedział mi też Fredka. On ma inny plan, bo u nich w Szwecji jest taka konkurencja, że trzeba pokonać 300 km na rowerze, 90 km na nartach biegowych i ileś przepłynąć, ale nie pamiętał, jak długi dystans. Oczywiście nie od razu po sobie, tylko w dłuższym czasie, bo przecież na nartach biega się zimą, a pływa się latem na otwartym akwenie. W każdym razie dają za to jakiś ichni tytuł z medalem, jeśli zmieścisz się w wyznaczonym czasie. Lindgren o tym myśli, mówił, że Peter Karlsson biegł już te 90 km i też ma swoje plany. Aha, biega się stylem klasycznym, wolniejszym. Fredka mówi, że można się fajnie sprawdzić. Ja też mam szczęście od Boga, że dalej mogę sobie normalnie trenować. I cała drużyna Włókniarza tak trenuje, nawet młody Świdnicki przyjechał ostatnio i się zdziwił, że żartów nie ma. W większości jesteśmy przyjaciółmi Treka, a Leon ma Gianta. Stawiam jednak, że najlepszy w kolarstwie jest teraz z zawodników Zmarzlik.

A drugą część książki jeszcze napiszemy?

Kiedyś możemy siąść. Jak będzie znów dobry scenariusz i dobry plan, to czemu nie. Ludzie do dziś przychodzą z książką, czytają i proszą o autograf. Ale widzisz, z książkami to jest tak – rozmawiam z Martinem Vaculikiem i pytam, czy wie, kto to był Jaroslav Hasek. Mówi – nie czytałem. A ja „Przygody dobrego wojaka Szwejka” znam na pamięć. Myślę, że przyjdzie czas, by kilka rzeczy jeszcze opowiedzieć. Choć później ludzie mają niekiedy pretensje. Jedni, że się nic nie napisało, a drudzy, że za dużo albo nie tak.

No, czasem trzeba historię wyprostować.

Pewnie jeszcze wyprostujemy.

Rozmawiał WOJCIECH KOERBER

Książkę “Marek Cieślak. Pół wieku na czarno” wciąż można zamawiać m.in. w internetowej księgarni wydawnictwa SQN – na stronie www.labotiga.pl, a także na www.empik.com.

11 komentarzy on Marek Cieślak przed 70. urodzinami: Nie chciałbym się już ruszać z Częstochowy. Chyba że mnie zmuszą (wywiad)
    R2R
    26 Jun 2020
    6:13pm

    Ostafa by zapytał:
    – Gdzie Pan widzi Włókniarza na koniec tego sezonu?
    – Czy klubowa kasa wytrzyma?
    – Nie ma Pan dosyć rowerów?
    – Czy Włókniarza stać w 2021 roku na Zmarzlika, bo będzie do wzięcia?

    Lukylak
    27 Jun 2020
    3:59am

    Super wywiad
    Jestem pełen podziwu przemyślanych pytań i zaskakujących szczerych odpowiedzi. To jak została przedstawiona osoba pana marka zasługuje na naprawdę dużą pochwałę , szkoda ze czarne media psują i ukierunkowują ludziom mózgi ,poprzez pisanie bzdurnych artykułów nie mającego nic wspólnego z prawdziwym dziennikarstwem.
    Pozdrawiam serdecznie panie Marku
    I wszystkiego najlepszego
    Ps. Ostatnio sam zakochałem się w kolarstwie i strasznie to uzależnia
    Aż boje się co będzie za pare leweli wyżej !!!

    Seba
    27 Jun 2020
    4:19am

    Zuzel odetchnie gdy ten czlowiek przejdzie na emeryture. Wywiad świetny. Niemniej o p.Marku mam zle zdanie. Czlowiek ktory nie kryl sie nigdy z zamilowaniem do preparowania torow, facet ktory bedac trenerem kadry dziwnie czesto powolywal zawodnikow ktorych mial w swoim klubie (Gomolski) no i czlowiek ktory powiedzial w jednym z wywiadow,ze “on nie musi prawdy mowic”. To po co ktokolwiek z nim rozmawia ? No i jak na kogos kto uchodzi za takiego geniusza od kilku sezonow jest z dala od złota w DMP. A w ksiazce p. Wojtka powiedzial o Kacprze ze w Tarnowie z Kacpra “w 3 lata zrobil zawodnika”. Milosc wlasna pana Marka nie zna granic.

    LIVE: Duża stawka w Zielonej Górze. Spieszą się przed deszczem. 16:14 | PoBandzie
    27 Jun 2020
    9:03pm

    […] Marek Cieślak przed 70. urodzinami: Nie chciałbym się już ruszać z Częstochowy. Chyba że mnie… […]

    Dziś siedemdziesiątka Marka Cieślaka. Najlepszego, Narodowy! | PoBandzie
    28 Jun 2020
    7:50am

    […] Marek Cieślak przed 70. urodzinami: Nie chciałbym się już ruszać z Częstochowy. Chyba że mnie… […]

Skomentuj

11 komentarzy on Marek Cieślak przed 70. urodzinami: Nie chciałbym się już ruszać z Częstochowy. Chyba że mnie zmuszą (wywiad)
    R2R
    26 Jun 2020
    6:13pm

    Ostafa by zapytał:
    – Gdzie Pan widzi Włókniarza na koniec tego sezonu?
    – Czy klubowa kasa wytrzyma?
    – Nie ma Pan dosyć rowerów?
    – Czy Włókniarza stać w 2021 roku na Zmarzlika, bo będzie do wzięcia?

    Lukylak
    27 Jun 2020
    3:59am

    Super wywiad
    Jestem pełen podziwu przemyślanych pytań i zaskakujących szczerych odpowiedzi. To jak została przedstawiona osoba pana marka zasługuje na naprawdę dużą pochwałę , szkoda ze czarne media psują i ukierunkowują ludziom mózgi ,poprzez pisanie bzdurnych artykułów nie mającego nic wspólnego z prawdziwym dziennikarstwem.
    Pozdrawiam serdecznie panie Marku
    I wszystkiego najlepszego
    Ps. Ostatnio sam zakochałem się w kolarstwie i strasznie to uzależnia
    Aż boje się co będzie za pare leweli wyżej !!!

    Seba
    27 Jun 2020
    4:19am

    Zuzel odetchnie gdy ten czlowiek przejdzie na emeryture. Wywiad świetny. Niemniej o p.Marku mam zle zdanie. Czlowiek ktory nie kryl sie nigdy z zamilowaniem do preparowania torow, facet ktory bedac trenerem kadry dziwnie czesto powolywal zawodnikow ktorych mial w swoim klubie (Gomolski) no i czlowiek ktory powiedzial w jednym z wywiadow,ze “on nie musi prawdy mowic”. To po co ktokolwiek z nim rozmawia ? No i jak na kogos kto uchodzi za takiego geniusza od kilku sezonow jest z dala od złota w DMP. A w ksiazce p. Wojtka powiedzial o Kacprze ze w Tarnowie z Kacpra “w 3 lata zrobil zawodnika”. Milosc wlasna pana Marka nie zna granic.

    LIVE: Duża stawka w Zielonej Górze. Spieszą się przed deszczem. 16:14 | PoBandzie
    27 Jun 2020
    9:03pm

    […] Marek Cieślak przed 70. urodzinami: Nie chciałbym się już ruszać z Częstochowy. Chyba że mnie… […]

    Dziś siedemdziesiątka Marka Cieślaka. Najlepszego, Narodowy! | PoBandzie
    28 Jun 2020
    7:50am

    […] Marek Cieślak przed 70. urodzinami: Nie chciałbym się już ruszać z Częstochowy. Chyba że mnie… […]

Skomentuj