lotto partner główny serwisu
pon. Sie 19, 2019

Marcin Sekula: Kopertę z pieniędzmi dostałem wtedy na stacji benzynowej

Mimo że nie osiągnął spektakularnych sukcesów na torze żużlowym, do dziś w  Opolu darzony jest szacunkiem i sympatią kibiców. Dla Kolejarza zdobywał punkty przez dziesięć sezonów. Jak sam mówi, wyłączne lokalny patriotyzm oraz miłość do rodzinnych stron sprawiły, że nie zmienił w Polsce barw klubowych. Dziś mieszka na obrzeżach stolicy Niemiec. Zawodowo realizuje się z dala od zapachu metanolu, lecz miłość do żużla w sercu pozostała. Poniżej rozmowa z byłym zawodnikiem Kolejarza Opole – Marcinem Sekulą oraz jego małżonką – Barbarą.

 
W którym momencie narodziła się u Ciebie miłość do żużla?
Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć. Na pewno duży wpływ mieli rodzice – Bernard oraz Betina, którzy do dziś pozostali fanami żużla. Poza tym Opole sportowo to zawsze był tylko żużel i piłka nożna. Do motocykli miałem słabość  tak naprawdę od małego. W wieku 6-7 lat dostałem motorynkę. Pojęcia nie miałem, jak na niej jeździć. Usiadłem, odkręciłem gaz i wjechałem psu w budę. Na zawody żużlowe po raz pierwszy, o ile pamięć nie myli, poszedłem z tatą jak byłem w szkole podstawowej.
W jakim wieku zacząłeś treningi na torze?
Miałem chyba 14 lat i na pewno moim pierwszym trenerem był Piotr Żyto. Pod jego okiem trenowałem i licencję zawodniczą zdałem ostatecznie w 2001 roku. Dokładnie to było chyba 10 marca.
Przez wiele kolejnych lat broniłeś barw opolskiego Kolejarza. Jak oceniasz z perspektywy wszystkie lata swoich startów dla Opola?
Wyników spektakularnych, jako zespół, nigdy nie zrobiliśmy. Głównie balansowaliśmy pomiędzy pierwszą a drugą ligą. Jednak nie żałuję tych lat. Jestem dumny, że jeździłem dla swojego rodzinnego miasta, mimo że więcej mieliśmy upadków niż wzlotów. Doskonale startowało mi się w parze z Ronniem Jamrożym, Sebastianem Trumińskim czy Bohumilem Brhelem. Lata spędzone w Kolejarzu oceniam pozytywnie.
Kolejarz Opole w latach 70. ubiegłego wieku był liczącym się klubem. Gdzie tkwi przyczyna, że do dziś opolski speedway nie może się odrodzić tak, jak życzą sobie tego kibice?
To jest bardzo ciężkie pytanie. Nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Sam się niekiedy nad tym zastanawiam, ponieważ jestem i będę fanem Kolejarza Opole. Weźmy na przykład miniony sezon. Moim zdaniem była atmosfera, byli też nieźli jak na wymogi ligi zawodnicy. Piotr Żyto oraz Marek Mróz włożyli sporo pracy oraz energii, a skończyło się jak się skończyło. Mam nadzieję, że przyjdzie jeszcze taki moment, iż Kolejarz wróci do lat swojej świetności.
Nie myślałeś przez te wszystkie lata o tym, aby odejść z Kolejarza? Propozycje pewnie się pojawiały…
Propozycje były, oczywiście. Jednak ja zawsze czułem się i czuję nadal opolaninem. Jestem związany z tym miastem i nigdy się na taki ruch nie zdecydowałem. Byłem wierny Kolejarzowi. Poza tym zawsze były jakieś obawy. A to szkoła i jej zakończenie, a to jakieś inne rzeczy.
8475dd2e-67fb-46d9-90be-1f7d8088d904
Po latach możesz chyba zdradzić, który klub był najbliżej „przejęcia” Marcina Sekuly?
Teraz możemy o tym rozmawiać. Najbliżej był  w pewnym momencie Włókniarz Częstochowa, kiedy rządził w nim prezes Maślanka. Wygrałem tam jakiś turniej. Po zawodach podszedł prezes Włókniarza i powiedział – „chłopczyku, w przyszłym sezonie będziesz nasz.” Dostałem wówczas bardzo, ale to bardzo konkretną propozycję. Jednak byłem tak zakochany w Opolu, że się nie zdecydowałem na transfer. Przyznam, że z perspektywy czasu i z innym sposobem myślenia trochę żałuję, że nie spróbowałem wtedy czegoś innego.
Jako że sam sporo czasu, jako dziecko, spędzałem w wiosce obok Prudnika, na Opolszczyźnie, również kibicowałem mocno Kolejarzowi. Do dziś klub  kojarzy się z takimi nazwiskami jak Spychała, Łoś, Mróz czy w końcu Jerzy Szczakiel oraz Wojciech Załuski. Co o każdym z nich możesz powiedzieć?
Z trenerami Łosiem oraz Spychałą miałem oczywiście styczność. Bardzo ich szanowałem, gdyż udzielili mi wielu cennych wskazówek na początku mojej, nazwijmy to, „kariery”. Marian Spychała swego czasu pomógł mi w zdobyciu sponsorów. Pan Jerzy Szczakiel to legenda sama w sobie. Pierwszy polski mistrz świata na żużlu. Z kolei Marek Mróz to po dziś dzień mój przyjaciel. Bardzo dużo mi pomógł w czasach startów i jestem mu za to bardzo wdzięczny. Wielokrotnie ratował mnie z różnych opresji. Raz zatarł mi się silnik w sobotę na zawodach. W niedzielę były kolejne. Pojechałem do Marka, który ten silnik robił całą noc. Ja w międzyczasie zasnąłem. Rano Marek pojechał na swój mecz do Krosna. Do mnie zadzwonił, że mój silnik gotowy. Pojechałem z nim do Piły z marszu, wsadziłem w ramę i zrobiłem dwanaście punktów. Bardzo pomocny i pozytywny człowiek. Wojtek Załuski to już bohater naszego dzieciństwa. O ile czas mu pozwalał, był również pomocny, nie wspominając o tym, że sam był doskonałym zawodnikiem.
Które występy w zawodach indywidualnych cenisz sobie najbardziej?
Z pewnością szóste miejsce w finale Indywidualnych Mistrzostw Polski Juniorów w Toruniu. Dobrze też kiedyś wypadłem w finale Mistrzostw Niemiec, zajmując czwarte miejsce.
Jak to się stało, że trafiłeś do niemieckiego speedwaya?
Nie jest tajemnicą, że posiadam podwójne obywatelstwo. Oprócz polskiego mam też niemieckie. Był moment, że klub z położonego niedaleko Wolfslake szukał zawodnika z Polski. Ja pasowałem idealnie. Dzięki niemieckiemu obywatelstwu mogłem startować jako Niemiec. Tak to się wszystko zaczęło. Przez lata byłem zawodnikiem Wolfslake. Miałem bodajże jednosezonowy epizod również w Landshut. Tam wywalczyliśmy tytuł Drużynowego Mistrza Niemiec.
4f128bad-a709-4cbd-a31d-3474e2b64dcb
Czym różnił się żużel w Niemczech od tego w Polsce?
Generalnie różnica była jedna, ale jakże zasadnicza. W Polsce mieliśmy problemy z płatnościami, natomiast w Niemczech stawki na papierze zdecydowanie były mniejsze, ale po dziś dzień kluby są wypłacalne.  Dostajesz pieniądze w kasie po zawodach. W Niemczech po prostu wiedziałem, że za pracę dostanę zapłatę. To dawało pewien spokój.
Przez lata wspierał Cię Frank Mauer, który dziś choćby pomaga Nickiemu Pedersenowi i paru innym zawodnikom…
Tak. Kiedyś na zawodach w Teterow posypał mi się kompletnie sprzęt. Podszedł po nich do mnie pewien pan, porozmawiał i wręczył mi swoją wizytówkę z prośbą, abym zadzwonił za parę dni. Zadzwoniłem. Porozmawialiśmy sobie długo. Zapytał, ile potrzebuję na serwis sprzętu. Powiedziałem chyba, że 2000 euro. Wtedy serwisowałem silniki u Rune Jensena. Umówiliśmy się na stacji benzynowej. Frank Mauer podjechał, wręczył mi kopertę z 2000 euro i tak właśnie zaczęła się nasza współpraca. Mamy kontakt do dziś. Był nawet okres, że karierę na torze łączyłem z pracą w jego firmie. Frank prowadzi firmę Mauer Hauser. Ma sporo znajomych wśród wielu polskich żużlowców. Wiele łączy go m.in. z Mariuszem Staszewskim czy Piotrem Świstem.
Spotykałeś się z zarzutami ze strony kibiców, że startujesz z licencją niemiecką?
Oczywiście. Swego czasu było to na porządku dziennym. Słyszałem – ty Niemcu, ty taki i owaki. To było do przewidzenia. Ja starałem się robić dalej  swoje. Do tych zarzutów się przyzwyczaiłem.
W Polsce masz za sobą również epizod menedżerski. Przez jeden sezon prowadziłeś Kolejarza Opole?
Tak, skończyłem opolską AWF. Posiadałem odpowiednie dokumenty i po namyśle zdecydowałem się na taką próbę. Zakończyła się, niestety,  niepowodzeniem. Słabo było wtedy z finansami w Opolu i wygraliśmy tylko  jeden albo dwa mecze w sezonie.
Kiedy zakończyłeś czynną karierą na żużlu?
Ja jeszcze kariery czynnej nie zakończyłem (śmiech – dop. Red.). Tę ligową, owszem, jakieś cztery lata temu. Jednak co roku, jak jest okazja, to jeszcze dla sportu wsiadam na motocykl i kręcę sobie parę kółek.
Turnieju pożegnalnego nie było jednak oficjalnie.
I, póki co, o tym nie myślę (śmiech – dop. red.), bo jeszcze nic nie kończę. Mam pewien pomysł. Chciałbym spróbować swoich sił na długim torze. Sprzętowo i fizycznie jestem w stanie podołać wyzwaniu. Marzy mi się, aby na długim torze reprezentować Polskę. Czy podejmę się ostatecznie tego wyzwania? To się wkrótce okaże ale bardzo mnie to kusi.
Jesteś chyba jednym z nielicznych zawodników, któremu w karierze pomagała kobieta. Pozwól, że teraz zapytamy również małżonkę, jak się Wasza znajomość oraz żużlowa współpraca zaczęła.
Basia oczywiście zaraz się wypowie. Poznaliśmy się w autobusie miejskim w Opolu. Jeździła zawsze w tyle, stała na takim schodku i po prostu wpadła mi  w oko.

Barbara Sekula: Tak, to prawda. Marcin wyparzył mnie w autobusie. Namówił kolegów, aby nas poznali. Tak się faktycznie stało i tak już zostaliśmy ze sobą po dziś dzień. Byliśmy umówieni na pierwszą, nazwijmy to, randkę, ale Marcinowi zmarła ciocia i ostatecznie randka przełożyła się o jeden dzień.

Wiele lat towarzyszyłaś Marcinowi w jego żużlowym życiu. Trochę mi ta historia przypomina byłą partnerkę Krzysztofa Cegieskiego, Anetę…
Starałam się pomagać jak mogłam. Prowadziłam sprawy Marcina i jakoś to się w żużlu nam kręciło. Byłam jego kierowcą, a nawet mechanikiem. Ponoć dobrze jeżdżę autem. W sobotę Marcin startował w Niemczech, wsiadałam po meczu za kółko i jechałam na mecz do Polski. Co do mechaniki, to ponoć rewelacyjnie czyszczę sprzęgła.
8bfc23cb-aacd-4f01-b935-bab43a7c46de

Po nieudanych występach Marcin pokazywał swoje humory?
Oczywiście, że tak, ale szybko sobie z nim radziłam. Już jak opuszczaliśmy stadion, była pełna harmonia w naszym  związku (śmiech – dop. red.). A na poważnie, to Marcin przeżywa niepowodzenia, ale to nie ten typ człowieka, który się poddaje. Porażki go raczej mobilizują.
Prywatnie jaki to mąż i ojciec?
Dla trójki naszych dzieci zrobiłby wszystko, to wspaniały ojciec. Dla mnie, jako żony, prawie pewnie wszystko. Małżonkiem też jest niezłym, skoro do dziś jesteśmy razem, a poznaliśmy się w 2001 roku.

Marcin, czym zajmujesz się dzisiaj zawodowo w Niemczech?
Zawodowo pracuję w firmie zajmującej się pośrednictwem pracy jako inside menedżer. Poza tym pomagam firmie KW Speedway Products w promocji ich produktów na terenie zachodniej Europy.
Na koniec – co Ci dał żużel w życiu?
Staram się pamiętać raczej same pozytywy. Były wzloty i upadki. Żużel  nauczył mnie pokory i dał wiele radości. Gdybym mógł, nic bym w swoim życiu nie zmieniał. Mimo że wielkich sukcesów nie odnosiłem, przeżyłem wiele wspaniałych chwil i one na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, więc pytanie z nimi związane – Twoje ulubione potrawy i wymarzony prezent pod choinką to…
Jeśli chodzi o potrawy, to na pewno kutia, barszcz z uszkami oraz pierogi. Co do prezentu, to odpowiedź jest jedna – chciałbym, aby dalej dopisywało zdrowie. Powinienem sobie życzyć wspaniałych dzieci oraz żony, ale akurat ten najważniejszy prezent życie mi już dało.
z8yw4kWYToizlCXcKKPl7g
Dziękuje za rozmowę.
Ja również dziękuję. Pozdrawiam wszystkich kibiców żużla, tych z Opolszczyzny wyjątkowo serdecznie. Życzymy wszystkim, jako rodzina Sekułów, wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz pomyślności w nadchodzącym 2019 roku.

Rozmawiał Łukasz Malaka

0 thoughts on “Marcin Sekula: Kopertę z pieniędzmi dostałem wtedy na stacji benzynowej

  1. Bardzo przyjemny w odbiorze, świąteczny artykuł. Miło też czyta się o człowieku, który poza torem radzi sobie znakomicie. Pozdrowienia z Tarnowa dla Marcina i jego rodziny a także całej opolskiej braci żużlowej. Wszystkiego dobrego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.