Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Ma wilczy apetyt na rekord świata

Pandemia zakazała na pewien okres nawet uprawiania sportu, jednak obecne czasy mają też i dobre strony. Można np. ukończyć zawody triathlonowe, nie wyściubiając nosa z domu. Już jutro, w sobotę, będziemy trzymać kciuki za wrocławianina Roberta Wilkowieckiego, który ma chrapkę na pobicie rekordu świata w domowym Ironmanie. Cóż to takiego?

Domowy Ironman to nic innego jak najbardziej wyczerpujące zawody triathlonowe. Tyle że w formie stacjonarnej. Też się płynie, pedałuje i biegnie. Niby w miejscu, jednak wiąże się to z takim samym skatowaniem organizmu, które towarzyszy realnemu pokonywaniu kilometrów. Najpierw trzeba przepłynąć 3,8 km w basenie z przeciwprądem (niecka z wodą może stanąć np. w ogrodzie), następnie przejechać na rowerze stacjonarnym (trenażerze) 180 km, by na koniec przebiec na ruchomej bieżni dystans maratoński (42,195 km).

Kilka tygodni temu Niemiec Jan Frodeno, triathlonowy mistrz olimpijski z Pekinu (2008), pokonał domowego Ironmana w czasie 8 godzin, 33 minut i 57 sekund. Na dziś jest to zatem nieoficjalny rekord świata w tej formule rywalizacji.

Co na to Robert Wilkowiecki? Widzi tu wyzwanie dla siebie. Otóż już w sobotę zamierza poprawić osiągnięcie rywala z Niemiec o ponad pół godziny. Za cel postawił sobie złamanie bariery 8 godzin, dzięki czemu pobiłby przy okazji własny rekord kraju (8.06:45). To wydarzenie będzie transmitowane na facebooku (23 maja, godz. 9), a celem nie jest wyłącznie walka z czasem. To również walka w szczytnym celu. Wydarzenie ma bowiem pomóc  w zbiórce pieniędzy na Fundację FizjoTRIterapia, wspierającą niepełnosprawne dzieci w spełnianiu ich marzeń o uprawianiu sportu. Co ważne, jazda na rowerze marki Colnago odbędzie się na wirtualnej platformie Zwift i każdy chętny może do niej dołączyć.

26-letni Wilkowiecki jest jeźdźcem firmowym Colnago Tri Tream, wspieranym m.in. przez kultowy salon rowerowy Harfa Harryson, należący do Henryka Charuckiego, triumfatora Tour de Pologne z 1979 roku. A skąd się wziął taki twardziel jak Wilku?

– Odkąd sięgam pamięcią, zawsze uwielbiałem sport i rywalizację. Podziwiałem sportowców w telewizji i próbowałem samemu imitować ich ruchy. W ten sposób w wieku 6 lat samemu nauczyłem się pływać wszystkimi czterema stylami i wykonywać nawroty. W ten sam sposób nauczyłem się również innych sportów, chociażby narciarstwa. Byłem wszędzie tam, gdzie pojawiał się sport i ściganie – mówi triathlonista na swojej stronie wilkowiecki.artneo.com.pl. – Wyczynową karierę zacząłem jako pływak. Nie było łatwo, na najbliższy basen miałem 50 km. To dzięki zaangażowaniu rodziny mogłem się rozwijać. Wiele osób dziwiło się nam i zarzucało moim rodzicom, że zmuszają mnie do treningu. Pamiętam jednak historię, która najlepiej obrazuje jak to wyglądało. Kiedy miałem 11 lat, zaczynałem trenować już dwa razy dziennie. Pierwszy trening zaczynał się o 6. Mieliśmy taką tradycję, że mama wstawała jako pierwsza i o 4:30 przychodziła obudzić również mnie i razem z tatą wyjeżdżaliśmy na trening. Jednego dnia obudziłem się jak zwykle i czekałem na przyjście mamy. Jednak długo nikt nie przychodził, więc po pewnym czasie zacząłem się niepokoić. Wstałem i okazało się, że jest grubo po 5 i już nie zdążę na trening. Poszedłem do rodziców, którzy byli po prostu zmęczeni i ten jeden raz chcieli zostać i wyspać się dłużej i zrobiłem „zadymę”. Bardzo się na nich obraziłem. Od tego czasu, już nie opuściłem żadnego treningu – dodaje.

Ten upór przekuł Wilku na worek medali. Został kilkukrotnym mistrzem Polski juniorów i zdobył kilkanaście krążków mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych. Nie wybił się jednak ponad krajową dominację i w wieku 19 lat porzucił dyscyplinę. Jak się okazało, nie na zawsze.

– Po zakończeniu kariery pływackiej na kilka miesięcy kompletnie przestałem się ruszać, co dla przyzwyczajonego do wysiłku organizmu nie było dobrym rozwiązaniem. Najpierw, za namową taty, który obawiał się o moje zdrowie, zacząłem jeździć na rowerze. Bardzo szybko to pokochałem. Startowałem w kilku wyścigach dla amatorów i w wolnym czasie jeździłem z wielką frajdą. W 2015 roku, po namowach kolegów z pracy (pracowałem jako instruktor pływania i ratownik) i kilku innych osób wystartowałem w pierwszym triathlonie. Marzę o tym, aby wygrać Mistrzostwa Świata IRONMAN i stać się najlepszym triathlonistą na świecie. Wiem, że to długa i niezwykle trudna droga. Jednak ta ciężka praca nad doskonaleniem siebie daje mi wiele satysfakcji. To wszystko nie byłoby możliwe również bez wsparcia mojej rodziny, narzeczonej Martyny oraz wielu innych osób, którym zawsze będę wdzięczny za pomoc jaką otrzymuję – wylicza.

Zatem wilczy apetyt na sukces jest. A czy cyferki na koniec sobotniej walki z sobą samym też się będą zgadzały? Trzymamy kciuki!

WOJCIECH KOERBER

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.