Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Len Silver: Plecha przemyciłem do Anglii. Tor dalej robię sam

Wiecie, kto jest najstarszym aktywnym promotorem żużlowym na świecie? Nie kto inny, jak 88-letni Len Silver, który dziś jest zaangażowany w żużel w zespole Kent Kings. To właśnie za sprawą Silvera na Wyspy Brytyjskie trafił w latach 70 ubiegłego wieku Zenon Plech. O Plechu, Edwardzie Jancarzu i nie tylko w poniższej rozmowie. 

Jak to się stało, że zdecydował się Pan na uprawianie żużla? 

Żeby było wygodniej, mów mi Len. Przy moich 88-latach poczuję się młodziej (śmiech -dop. red) Od małego pociągały mnie samochody i motocykle. Jak miałem czternaście lat, czyli w 1946 roku, po raz pierwszy widziałem zawody na stadionie West Ham. Później ścigałem się trochę na rowerze, to było coś w stylu obecnego speedrowera. Aż w końcu postanowiłem zacząć trenować żużel. Tak to się potoczyło, że żyję tym sportem po dziś dzień. Zacząłem startować na żużlu w 1952 roku, kiedy wróciłem ze służby wojskowej w Egipcie. 

Z perspektywy lat, które osiągniecie uważasz za swój największy sukces w roli zawodnika?

No jakimś wielkim asem to ja nie byłem. Najwięcej satysfakcji dała mi jazda dla Exeter, gdzie byłem przez pewien okres najlepszym zawodnikiem i wywalczyliśmy mistrzostwo ligi. Później przeniosłem się do Hackney, gdzie najpierw jeździłem, ale na skutek kontuzji, w czerwcu 1964 roku, musiałem swoją karierę zakończyć. Następnie postanowiłem zostać promotorem Hackney. W 1965 roku kupiłem udziały od Mike’a Parkera i zacząłem „bawić się” w kierowanie klubem. Mieszkałem obok stadionu i jednocześnie prowadziłem salon sprzedający samochody i motocykle. 

Byłeś również menadżerem reprezentacji Anglii w latach 1973-1975. Trzykrotnie z rzędu zdobyliście Drużynowe Mistrzostwo Świata. To rekord nie pobity do dziś…

Tak, miałem epizod jako menedżer reprezentacji. Faktycznie trzy razy zdobyliśmy złoto. Znakomici zawodnicy jak Louis, Jessup czy Collins sprawiali, że były sukcesy, a praca z nimi też była przyjemnością.

W Polsce jesteś znany najbardziej z opowieści Zenona Plecha, który jasno mówi, że to ty ściągnąłeś go do Anglii…

Tak, bo faktycznie tak było. Pierwszy raz zobaczyłem Zenka na turnieju w Kings Lynn, w 1973 roku. To były zawody Pride of the East sponsorowane przez jakiś browar. Było dwóch zawodników z Polski. Plech oraz Jancarz. Zenek był wtedy trzeci za Michankiem, który ścigał się w barwach Reading   oraz Olsenem, który jeździł dla Wolverhampton. Tak mnie Plech zachwycił swoją jazdą, że postanowiłem, że będzie startował wkrótce w Hackney. A że jestem uparty, to słowa danego samemu sobie dotrzymałem.

Wtedy Plech oraz Jancarz wiedli prym w Polsce…

Obaj to znakomici zawodnicy. Bez dwóch zdań. Dla mnie jednak Zenon był – jakoś tak nie wiem jak to dobrze ująć – powiedzmy niezwykle ekscytujący swoją postawą na torze. Zenon jeździł u mnie, a Eddie w Wimbedonie. Zenek to był taki zawodnik, że jeździł fair, ale zawsze, za wszelką cenę, chciał wygrać. On potrafił atakować rywali nawet, kiedy na logikę kogoś obserwującego z boku, nie było miejsca na atak. Za tę jego waleczną postawę pokochała go publiczność w Hackney. On był w Hackney prawdziwym idolem. Miał tu swój fan klub i ludzie go uwielbiali. 

Krąży plotka, że w 1975 roku przemyciłeś, w dosłownym tego słowa znaczeniu, Plecha z Niemiec do Anglii i zaprezentowałeś go kibicom w Hackney. Prawda czy fałsz?

Co ci mam po latach powiedzieć. Tylko prawdę. Fajnie, że znasz tę historię, bo faktycznie miała ona miejsce. Byłem menedżerem reprezentacji Anglii w Norden, wygraliśmy te zawody. To były Drużynowe Mistrzostwa Świata. Zenek jeździł dla Polski. Ja przywiozłem ze sobą pozwolenie na pracę dla Zenka w Anglii, ale Zenek nie miał w paszporcie wizy, która upoważniałaby go do wjazdu na teren Anglii. Byliśmy obaj szaleni. Wsadziłem Zenka do samochodu, jakoś zakryłem, chyba jakimś kocem czy czymś podobnym, i przez Zeebrugge dostaliśmy się do Dover, gdzie przejechałem kontrolę i nikt nas nie ruszył. Po paru godzinach od zawodów w Norden, Zenek był już u mnie w domu. To prawdziwa, ale zwariowana historia. Pamiętam, że w drodze z Dover do domu cały czas się śmialiśmy jaki numer odstawiliśmy.

Jaki był Zenon prywatnie?

Szczerze ci powiem, że dla mnie to jest po dziś dzień wielki zawodnik i bardzo fajny człowiek. Był zawsze miły, grzeczny i ułożony. Mieszkał u mnie. Na początku wolno szło mu uczenie się angielskiego, ale później tu też pokazał klasę, jak na torze. Kiedyś, na samym początku startów, miał pokazać kibicom, że uczy się angielskiego i powiedział, ku uciesze widzów: poproszę jednego hamburgera. Plech to był i żartowniś i zawodnik przez duże Z. Byliśmy tak zżyci ze sobą, że sam spytaj Zenk był moment, że chcieliśmy go adoptować, jako syna. Poważnie. Zenkowi się zrobiło miło, ale wiadomo, odmówił, choćby z takich przyczyn, że w Polsce panował wtedy komunizm i mogłyby być sporo nieprzyjemności z tego faktu. 

Pamiętasz Len, kto dał mu ksywkę „Golden Boy”?

Jedno wiem na pewno. To nie byłem ja. Z tego co mi wiadomo, to fani Hackney, a raczej fanki naszego zespołu. Tak się utarło i tak zostało. To był nasz złoty chłopak z Polski. 

Nie miałeś obaw, że Zenon będzie potrzebował czasu, aby przyzwyczaić się do angielskich torów?

Nie. Jakichś specjalnych obaw nie było. Wiadomo, że w Polsce są inne tory. Organizowaliśmy dużo spotkań, treningów i Zenek szybko się w połapał o co w naszym żużlu chodzi. 

Plech, później, co roku pojawiał się z delikatnym opóźnieniem w Anglii. Z tego co mi wiadomo, jako promotor, musiałeś płacić polskiemu klubowi, aby zawodnik mógł w marcu czy kwietniu pojawić się w Anglii?

To są ciężkie tematy. Do dziś pewne rzeczy trudno pojąć. Były wtedy czasy, jakie były. Tak, Zenek, co roku praktycznie się spóźniał, a my płaciliśmy polskiemu klubowi, aby mógł przyjechać. Nie pamiętam po latach jaka to była kwota. Nie wszyscy w Polsce byli zadowoleni, że Zenon jeździ do Anglii i wynikały z tego różne dziwne historie. Takie to były czasy. Niewiele wtedy można było w Polsce zrobić. 

Słyszałem taką historię, że nosiłeś się z zamiarem, aby w momencie, kiedy Zenon nie mógł jeździć dla Hackney zastąpić go Jerzym Rembasem…

To kompletna nieprawda. Nigdy nie miałem takiego pomysłu, aby Zenka zastąpić innym polskim zawodnikiem. Był w pewnym momencie temat Jurka Rembasa, ale w charakterze kolejnego zawodnika z Polski. Jednak z planów tych nic ostatecznie nie wyszło, a Rembas zdobywał punkty dla Leicester i Wimbledonu. Później dla nas, w Hackney, startowali Jankowski czy Huszcza.

Zenon wspominał, że zachowałeś się niesamowicie fair. W momencie jego przejścia do Sheffield, oddałeś mu część kwoty uzyskanej z jego transferu,

Nie pamiętam już po tylu latach, ile wtedy dostaliśmy za Zenka. Faktycznie jakieś pieniądze z tego transferu Zenek dostał. Nasza relacja nie była tylko relacją promotor – zawodnik. Z mojej strony to było zdecydowanie więcej. Zenek był dla mnie jak syn. Jeśli to czyta, to bardzo, ale to bardzo serdecznie go pozdrawiam i mam nadzieję, że zdrowie mu dopisuje. 

Oprócz Zenona Plecha, miałeś wtedy kontakt z innymi zawodnikami z Polski?

Oczywiście. Poznawało się Polaków przy okazji różnych imprez żużlowych. Powiem więcej, był taki okres, że byłem niejako w imieniu Anglii oddelegowany do załatwiania spraw związanych z Polską. Mam tu na myśli sprawy żużlowe oczywiście. Co roku, wiosną, latałem do Warszawy i zabierałem pięć – sześć butelek szkockiej whisky. Dopiero po jej degustacji, to znaczy w momencie kiedy jej zabrakło, siadaliśmy do załatwiania spraw.

Ponoć, w czasach, kiedy startował u Ciebie Andrzej Huszcza, był taki bieg, w którym Polak podciął Bobby’ego Schwartza z drużyny przeciwnej. Schwartz „policzył” się ręcznie z Huszczą, a później Ty, w obronie Huszczy, „policzyłeś” się w ten sam sposób z Amerykaninem…

Niesamowite, że znasz takie odległe historie. Jedno musi być jasne. Bardzo ceniłem i cenię sobie polskich zawodników i ogólnie Polskę. Obrona mojego zawodnika była czymś naturalnym. Ze wszystkimi zawodnikami byłem zżyty, nie mogło być inaczej. Ja jednak dopowiem Ci jeszcze jedną historię związana z ulubionym przeze mnie Zenkiem Plechem. Podczas któregoś naszego meczu, nie pamietam już którego, w Swindon, Zenek został bardzo niesprawiedliwie potraktowany przez sędziego zawodów i zdyskwalifikowany. Protesty nasze nic nie dały, a sprawa była klarowna na korzyść Plecha. Wkurzyłem się więc ostro, podszedłem do stanowiska sędziego i po prostu go zwaliłem z siedzenia. Dostałem zawieszenie od władz ligi na miesiąc i mecze oglądałem wśród kibiców Hackney.

Len, zdaniem wielu fachowców, uchodzisz za jedną z najlepszych osób, które są w stanie przygotować tor żużlowy. Od wielu lat pełnisz również rolę toromistrza. To ty odpowiadałeś za przygotowanie toru na ostatni finał jednodniowy na Wembley w 1981 roku...

Nie mi oceniać, jak przygotowuję tor, czy dobrze czy źle, ale czynię to od 1964 roku. Wiesz, tor w Hackney wymagał wtedy włożenia wiele pracy. Był bardzo wyboisty, nierówny i wiele czasu zajęło mi to, aby go fajnie przygotować. Podstawa dobrego toru, do dziś, to głównie dobry materiał. U nas w Anglii często wykorzystywaliśmy czerwony łupek pochodzący z wydobycia węgla. Był on odpowiednio przesiewany i mieszany z piaskiem oraz gliną. Łączył się i tworzył twardą i gładką powierzchnię. W momencie zmoczenia, tor z kolei stawał się piekielnie szybki. Moim zdaniem przygotowane toru jest proste. Dobry materiał, mniejsza przyczepność na wejściu w wiraż, większa na wyjściu z łuku. Często denerwuje ludzi, że długo przygotowuję tor, ale uwielbiam tę robotę i wkładam w to całe serce. Co do finału na Wembley, to powiem ci tyle, że przygotowanie toru było ocenione bardzo wysoko przez samych zawodników. Tor był równy, bezpieczny, a z każdego pola dało się wygrać. Uważam, że w tych czasach, kiedy naprawdę prędkości są duże, bardzo ważne, aby tor był taki sam na całej szerokości, sprzyjający walce i bezpieczny. 

 Pomimo 88 lat, nadal jesteś promotorem angielskiego klubu…

Tak. Wraz z Rogerem Cearnsem prowadzimy klub Kent Kings, który startuje w Championship. Mamy swoich oddanych fanów. Oczywiście, nie są to już takie czasy jak 30-40 lat temu, kiedy kibice dopisywali, ale widzę, że z roku na rok mamy coraz większe zainteresowanie ze strony fanów. Myślę, że obecnie BSPA robi wszystko co możliwe, aby popularyzować żużel w Anglii. Są wolne postępy, ale są. Takie mamy czasy, że ludzie wolą internet czy inne rozrywki. 

Czym różni się obecny żużel od tego z lat 70 czy 80 ubiegłego wieku?

Nie wiem czy te różnice są takie duże. W dalszym ciągu jest czterech zawodników i cztery okrążenia. Mnie ten sport ekscytuje cały czas tak samo. Wiesz, jedyna znaczna różnica, jaką widzę, to pogoń za pieniądzem u zawodników i coraz mniejsza liczba zawodników z „charakterem”. Mam na myśli takich, którzy kochają żużel, a dopiero później atuty jakie uprawianie tego sportu przynosi. Takim zawodnikiem z „charakterem” był wasz Zenon, bez dwóch zdań. 

Mało kto wie, że jesteś doskonałym biznesmenem i to Ty zbudowałeś dużą firmę turystyczną Silver Ski Holidays, która specjalizuje się w organizowaniu wyjazdów na narty do kurortów w Europie

Silver Ski założyłem w 1984 roku i faktycznie, zrobiłem z czegoś małego, w ciągu lat, coś bardzo znaczącego na rynku turystycznym. To samo nie przyszło. Ciężka praca została włożona. Niestety kryzys związany z koronawirusem dotknął i moją firmę. Już teraz wiem, że w tym roku na narty nikogo nie wyślemy, a działalność, jak się dobrze ułoży, wznowimy na sezon 2021/2022. To jednak tyko biznes. Ja się modlę, aby jak najmniej osób zachorowało i, aby jak najszybciej została wynaleziona szczepionka. 

Dziękuję za rozmowę 

Dziękuję i pozdrawiam wszystkich fanów żużla w Polsce. Zapraszam na żużel do Kent. Pomimo 88 lat, wciąż osobiście przygotowuję tor. Pokażę Wam jak to się robi (śmiech -dop.red)

Rozmawiał ŁUKASZ MALAKA

CZYTAJ TAKŻE:

Moja lista największych bez tytułu indywidualnego mistrza świata. A Wasza?
CASH BROKER

  1. Znakomita wycieczka w przeszłość. Super wywiad Panie Łukaszu. Koledzy z konkurencji powinni się od Was uczyć co znaczy pisać o żużlu. Pozdrawiam z Krakowa

  2. Super artykuł . Więcej takich artykułów w tej trudnej chwili i oczekiwaniu na ligę . Brawo to jest strona sportowa a nie polityczną jak u Gargamela i jego klakierów. Powodzenia

  3. Fantastyczny wywiad. Jest co czytać. Tym się różnicie od konkurencji. Wyznaczacie nowy poziom szkoda że nikt nie równa do Was.

  4. Fantastyczny wywiad z fantastycznym człowiekiem. Dajcie jakoś znać Plechowi żeby chociaż zadzwonił do tego Pana….widac że za nim tęskni A z wypowiedzi wynika , że nie nie mieli dawno kontaktu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.