Główny partner portalu

Andrzej Lebiediew. fot. Paweł Prochowski
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Przed Andrzejem Lebiediewem bardzo wymagający sezon. Łotysz wraca na ekstraligowe tory po dwuletniej przerwie i będzie miał za zadanie walczyć o punkty dla PGG ROW-u Rybnik. Mistrz Europy z 2017 ze spokojem przygotowuje się jednak do tych specyficznych rozgrywek. Za nim są już pierwsze treningi, podczas których zbliżył się do wyboru odpowiednich jednostek na inauguracyjne spotkanie, a także zanotował niegroźny upadek.

Rybniczanie, podobnie jak zawodnicy innych klubów PGE Ekstraligi, wyjechali na tory w poprzedni piątek. W pierwszej fazie treningów trener Lech Kędziora nakazał swoim zawodnikom spokojniejszą jazdę w celu przyzwyczajenia się do motocykli. Potem doszły do tego starty z taśmą, które zweryfikowały przydatność poszczególnych silników.

– Super, że w końcu możemy jeździć na tych naszych ulubionych motocyklach. Mi tego bardzo brakowało. Oczywiście w ciągu tej pozażużlowej części roku mamy kontakt z innymi motocyklami, na przykład crossowymi. Uczucie siedzenia na tym motocyklu i kręcenia kółek w lewo jest jednak jedyne w swoim rodzaju – mówi nam Lebiediew.

– Trochę czasu na sprawdzenie tego wszystkiego potrzebujemy. Mieliśmy już kilka treningów, ale te pierwsze były raczej takie na rozjeżdżenie. Używało się wtedy tych silników, od których niczego się w sezonie nie oczekuje. Bez startów z taśmą każdy silnik wydaje się szybki. Gdy dochodzi taśma, to już wygląda inaczej. Ja ze sobą zebrałem sześć silników. Plan jest taki, żeby wybrać z nich dwa najlepsze. Jeśli jednak będzie więcej takich bardzo szybkich, to też się na nie zdecyduje – dodaje.

Podczas treningów nie zabrakło również bezpośredniego kontaktu z torem. Zawodnikiem, który pierwszy upadł na obiekcie przy Gliwickiej 72 okazał się właśnie Łotysz. 26-latek zapewnia jednak, że po upadku nie ma już śladu.

– Upadek był, ale tylko jeden i to mój. Trochę mnie skleiło z torem i nagle zobaczyłem przed sobą bandę. Na szczęście szybko na to wszystko zareagowałem i upadłem bezpiecznie. Obrażeń żadnych nie ma, jestem na pewno gotowy na kolejne treningi i mecze – podkreśla żużlowiec, który poprzedni sezon 1. Ligi Żużlowej zakończył ze średnią 2,306 punktu na bieg.

Nim jednak Lebiediew zacznie zdobywać punkty dla ekipy Rekinów, czeka go walka o skład. Znamienny jest fakt, iż w talii Lecha Kędziory znajduje się aż ośmiu zawodników (w tym Adrian Miedziński jako gość) wyrażających chęć do jazdy na pozycjach seniorskich.

– Nie ma co ukrywać, że każdy z nas zastanawia się nad tym, czy będzie miał miejsce w składzie i będzie mógł zdobyć trochę punktów. Na to jednak nic nie poradzimy. Trzeba mieć dużo szczęścia, przygotowanie mentalne i sprzętowe. To wszystko się ze sobą wiąże, bo jak ci nie idzie, to automatycznie głowa nie jest spokojna i zaczynają się kolejne problemy. Zobaczymy jaką wizję będzie miał trener i na pewno ją zaakceptujemy – kończy Łotysz.

BARTOSZ RABENDA

ZOBACZ TAKŻE: