Główny partner portalu

Łaguta: W Częstochowie startowałem spod taśmy po raz pierwszy w tym roku (wywiad)

FOT. PAWEŁ WILCZYŃSKI
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Przed rokiem nie był w życiowej formie, a mimo to wypracował sobie piątą średnią w rankingu PGE Ekstraligi (2,286). To oddaje potencjał niespełna 30-letniego Artioma Łaguty, który w pełni ukazał nam się w poniedziałek pod Jasną Górą. Duży komplet na terenie Madsena, Doyle’a i Lindgrena na wszystkich musiał zrobić wrażenie i dać konkurencji do myślenia.

To prawda, że w Częstochowie po raz pierwszy w tym sezonie startował Pan spod taśmy?

Tak, zgadza się. Ja generalnie jeżdżę na treningach indywidualnie. Tak było do tej pory, a wyjątkiem są tylko sparingi. Czasem po prostu rywalizacja wymusza takie wspólne starty spod taśmy poza rozgrywkami ligowymi.

Podobnie zwykł wjeżdżać w kolejne sezony doświadczony Tomasz Gollob. Nie pokazywał się w sparingach bądź odjeżdżał góra dwa biegi. Trenował, testował i dostrajał sprzęt nieco w ukryciu, po czym przychodziło do poważnego ścigania i pokazywał kto tu rządzi.

Robię podobnie, bo mam już swoje lata i swoje wypracowane schematy. Jestem doświadczonym zawodnikiem. A pewnych rzeczy się nie zapomina. Dlatego nie odczuwam potrzeby, by na siłę ustawiać się pod taśmą z kolegami. Nie daje mi to żadnego dodatkowego komfortu.

Daleki jestem od wpadania w euforię po jednym występie, niemniej Pana szybkość była imponująca. A skoro nie brakowało jej na obcym torze, to i na swoim, jak sądzę, powinno być podobnie.

W Częstochowie zawsze czułem się bardzo dobrze w ostatnich latach. Zresztą nie mam w Polsce nielubianych torów, a podstawa to dobrze dopasowany sprzęt. W Grudziądzu, co ważne, tor od dawna jest powtarzalny, więc liczę, że i tam prędkości nie zabraknie. Od początku tegorocznych treningów miałem wrażenie, że tak jest, oby tak dalej.

W poniedziałek generalnie szybko ucinał Pan temat walki o trzy punkty, w zasadzie po starcie. Ale kiedy trzeba było pójść odważniej przy płocie, to i tego nie brakowało. Co takiego zmieniło się w ciągu zimy? Bo jednak przed rokiem, gdy miał Pan do wyboru odkręcić lub zakręcić, częściej wybierał Pan pierwszą opcję.

Nie jest tajemnicą, że zimą podjąłem współpracę z uznanym trenerem mentalnym, ale to bardziej pod kątem turniejów Grand Prix, bo forma z meczów ligowych nie zawsze przekładała się właściwie na walkę w mistrzostwach świata. Liczę, że dzięki temu stanę się bardziej kompletnym zawodnikiem. A poza tym, jak wiadomo, od lat współpracuję ze świetnym tunerem Ryszardem Kowalskim. Z chłopakami, Marcinem, Damianem i Rafałem, staramy się szukać coraz lepszych rozwiązań. Również jeśli chodzi o podwozie.

Przyznaję, że byłem bardzo ciekawy występu w Częstochowie, bo w martwym sezonie czytałem o bardzo ambitnych Pańskich planach na bieżący sezon, dotyczących również walki w cyklu Grand Prix. To co jest celem – medal czy tylko złoty medal?

Celem jest pojechać lepszy sezon niż w poprzednich latach. Do tej pory wynik nie zawsze był zadowalający.

A ma Pan jakieś wieści, gdy chodzi o tegoroczny cykl Grand Prix? Zdarza się organizatorom zadzwonić, zasięgnąć języka, zdradzić jakieś koncepcje?

W kontakcie z władzami jest mój menedżer, Rafał Lewicki. W związku z pandemią sytuacja wciąż jest bardzo nieprzewidywalna i nie wiemy, w jakiej formie cykl zostanie przeprowadzony. Oby się udało i oby przy udziale publiczności.

Mam taką teorię, że jesienią może dojść do nieco większego ruchu na rynku transferowym niż ostatnio, bo jest pewna grupka zawodników, która czuje się dotknięta koronawirusem, a mówiąc wprost, renegocjacją kontraktów. I Pana też widzę w tym zbiorze. Zresztą Pan tego drobnego rozczarowania nie ukrywa…

Mam świadomość, że sytuacja dla każdego nie była łatwa i dotknęła wszystkich. Kluby, ale też zawodników. Ja rozpocząłem przygotowania w listopadzie – sprzętowe, organizacyjne, logistyczne. Ani sprzętu żużlowego, ani cyklu przygotowań nie kupuje się z dnia na dzień. Wydałem zimą mnóstwo pieniędzy, a drastyczne cięcia najbardziej dotknęły tych, którzy poczynili największe inwestycje. Ja szykowałem się tak, jakbym miał występować od kwietnia – najpierw w polskiej lidze, a później też w Szwecji i cyklu Grand Prix. Prosty przykład – zakup nowego busa to nie fanaberia, tylko gwarancja bezawaryjnego dotarcia z zawodów na zawody.

To jak wyglądały rozmowy w Grudziądzu o renegocjacji umowy?

Nie były zbyt długie. Klub stał na swoim stanowisku, co, nie ukrywam, nie było dla mnie łatwe. Liczyłem, że do porozumienia dojdziemy przez ustępstwa z obu stron. Podkreślam – w momencie wybuchu pandemii byłem już uzbrojony po uszy. Później też inwestowałem, kupując m.in. rower do treningu w warunkach domowych. Wolę biegać po lesie, ale musieliśmy opracować nowy system treningowy.

Do tej pory kierował się Pan też sentymentem i zasadą, że lepsze jest wrogiem dobrego, przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Mógł Pan być chociażby jednym z wielu w Toruniu, lecz wolał pozostać jedynką w Grudziądzu. Wiem, że sezon dopiero co ruszył, ale wybiegając w przyszłość – najbliższej jesieni też będzie się Pan kierował sentymentem?

Sytuacja pokazała, że każdy powinien patrzeć głównie na siebie. Może do tej pory byłem zbyt uległy w negocjacjach. Wiem, że klub znalazł się w trudnej sytuacji, nie znając przyszłości, kształtu rozgrywek i ze świadomością, że zaczniemy bez kibiców. Ale sytuacja jest dynamiczna. Na dziś wiemy, że kibice mają wrócić, więc może za chwilę powinniśmy podpisać kolejny aneks do umowy.

Myślę, w Pańskim przypadku możliwych nowych kierunków kilka się znajdzie. Lublin, Wrocław czy Częstochowa. Właśnie. W poniedziałek, po ostatnim wyścigu, czule Pana wyściskał Marek Cieślak, jeszcze na torze i coś szepnął. Co?

Żebym zaopatrzył się w porządny rower i pojechał z nim na trening, to będę jeszcze szybszy.

Zamieścił Pan po meczu zdjęcie z trenerem uwieczniające ten właśnie moment i pisząc: „Ten człowiek wiele mnie nauczył. Marek.” No właśnie, czego Marek nauczył?

Nasza współpraca zaczęła się w Tarnowie, to żadna tajemnica. Ale czego mnie nauczył? Na razie niech to pozostanie moją słodką tajemnicą. Opowiem po zakończeniu kariery.

Na co stać GKM Grudziądz w tym roku? Bo jesteście zespołem, któremu rokrocznie czegoś brakuje, a głównie większego wsparcia ze strony młodzieżowców. Bez nich ani rusz?

Na pewno przykład Unii Leszno pokazuje, że juniorzy są bardzo ważni. Mogą zrównoważyć słabszą dyspozycję któregoś z seniorów. My w formacji seniorskiej wyglądamy na papierze nieźle, ale nie zdobywa się punktów, dodając je na kalkulatorze. Każdy punkt trzeba podnieść z toru, nikt nikomu z drogi nie zjeżdża. Trzeba być w stu procentach profesjonalnym. Ja zimą trenowałem nawet trzy razy dziennie, jeżdżąc na crossie, na rowerze czy biegając. Jak dziś patrzę na swój zegarek ze statystykami treningowymi, to sam się dziwię, skąd na to wszystko znajdowałem siłę. Pandemia również nie spowolniła tych przygotowań.

Ale lubi Pan też dalekie podróże z rodziną. Minionej zimy udało się zdążyć przed pandemią w tym temacie?

Tradycyjnie odwiedziliśmy ulubione Malediwy. Ciepło, czysta woda, biały piasek…

A gdzie się Pan wykąpał po meczu w Częstochowie?

Dopiero w domu, po powrocie do Bydgoszczy. Choć żartowaliśmy z chłopakami z teamu, że jak zawsze ma być tak dobrze jak w Częstochowie, to wytrzymamy bez kąpieli.

A nakaz noszenia przez Was maseczek w parku maszyn, letnią porą. To słuszna droga? Akurat Panu nic ostatnio nie przeszkadzało, ale ci, którzy jeździli z tyłu, a później musieli jeszcze chodzić w maseczkach, mogli być źli na cały świat…

Generalnie nie ułatwiają one oddychania, ale taki jest obowiązek. Musimy się do niego stosować, choć liczę, że sytuacja ulegnie z czasem zmianie.

To uda się coś jednak zarobić w tym sezonie?

Jak mówiłem, wydatki nie spadły. Ceny silników ani części również nie potaniały. A więc koszty są takie same, a zarobki mniejsze. Żadna liczba zdobytych punktów nie zmieni tej sytuacji, ale ja jestem nastawiony na wygrywanie wyścigów. Mój tata mówił, że w życiu trzeba biegać, bo jak będziesz biegał i się obrócisz, to za tobą będą biegły pieniądze. Czyli ciężko pracuj, a zarobek przyjdzie sam. Kto wie, jeśli będę skuteczny, to może wpadnie jakaś niespodziewana premia…

Rozmawiał WOJCIECH KOERBER

3 komentarze on Łaguta: W Częstochowie startowałem spod taśmy po raz pierwszy w tym roku (wywiad)
    Rysio-z-Klanu
    17 Jun 2020
    7:49pm

    Bardzo fajny wywiad., nie to co u Ostafy i jego chłopców w krótkich spodenkach.

      Kuluarom i wrocławskim kombinatorom śmierć
      17 Jun 2020
      11:19pm

      Do Ostafy to nie ma w ogóle co porównywać, bo poziom dna nietrudno przebić. Ale trochę nie na miejscu wydają mi się pytania o zmianę klubu po sezonie gdy jesteśmy po pierwszej kolejce. Niepotrzebna próba siania fermentu, zwłaszcza że w tym sezonie jeszcze bardzo dużo nieprzewidzianych sytuacji może się wydarzyć.

Skomentuj

3 komentarze on Łaguta: W Częstochowie startowałem spod taśmy po raz pierwszy w tym roku (wywiad)
    Rysio-z-Klanu
    17 Jun 2020
    7:49pm

    Bardzo fajny wywiad., nie to co u Ostafy i jego chłopców w krótkich spodenkach.

      Kuluarom i wrocławskim kombinatorom śmierć
      17 Jun 2020
      11:19pm

      Do Ostafy to nie ma w ogóle co porównywać, bo poziom dna nietrudno przebić. Ale trochę nie na miejscu wydają mi się pytania o zmianę klubu po sezonie gdy jesteśmy po pierwszej kolejce. Niepotrzebna próba siania fermentu, zwłaszcza że w tym sezonie jeszcze bardzo dużo nieprzewidzianych sytuacji może się wydarzyć.

Skomentuj