Bartosz Smektała kolekcja
lotto partner główny serwisu
betard
czw. Sty 23, 2020
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz
Polcopper

Łaguta: Kochamy Malediwy. Ciepło, spokojnie i biały piasek

Najlepszy okazał się w 2018 roku Tai Woffinden, ale najszybszy często bywał Artiom Łaguta. Czego zatem zabrakło do podium IMŚ? Jak Rosjanin widzi przyszłość swoją i brata, Grigorija? W jakie zakątki świata najchętniej podróżuje z rodziną i co by zrobił, gdyby wygrał w totolotka 10 milionów złotych? Lider MrGarden GKM-u ściąga przed Wami kask i mówi, jak jest.  

Dlaczego po raz kolejny Grudziądz? Mogłeś przecież wybrać Toruń, Wrocław…

W Grudziądzu mam wszystko sprawdzone i poukładane od wielu lat. Z szefami klubu i sztabem bardzo łatwo znaleźć porozumienie. Są też w Grudziądzu fantastyczni kibice, a ja, co ważne, czuję się w drużynie potrzebny. Uważam, że szczęścia niekoniecznie trzeba szukać gdzie indziej, skoro dobrze jest w miejscu, w którym funkcjonujemy obecnie. Poza tym do Grudziądza mam blisko z Bydgoszczy, gdzie mieszkam i mam swoją bazę.

A jeśli jesienią się okaże, że GKM po raz kolejny nie dostał się do fazy play-off, ale współpraca wciąż układa się wzorowo, to znów nastąpi przedłużenie umowy?

Na razie skupiam się na tym, by przejechać jak najlepiej najbliższy sezon. Liczę, że uda nam się awansować do play-offów. A o planach na kolejny rok pomyślimy po sezonie.

A co z planami indywidualnymi? W mojej ocenie najszybszym zawodnikiem na świecie w 2018 roku był Artiom Łaguta. Szybkości nie brakowało na pewno. Czego wobec tego zabrakło, by stanąć na pudle IMŚ?

Faktycznie, wielokrotnie czułem się bardzo szybki, ale nie zawsze przekładało się to na wygrane wyścigi. Mogę tylko potwierdzić – prędkości w moich motocyklach nie brakowało. A czego zabrakło? Trochę doświadczenia, trochę lepszej znajomości torów Grand Prix, trochę też łutu szczęścia. A w efekcie – 12 punktów do brązowego medalu. My cały czas szukamy nowych rozwiązań, wspólnie ze stajnią RK Racing (RK – Ryszard Kowalski – WoK) oraz inżynierem z Formuły 1, Sławomirem Madajem. Kto się nie rozwija, ten się cofa.

Ile jesteś w stanie poświęcić dla medalu IMŚ? To jest coś, o czym myślisz każdego dnia?

Ja w ogóle nie myślę o tym medalu. Po prostu niemal każdego dnia ciężko trenuję, by stawać się lepszym sportowcem. I skupiam się na poszczególnych wyścigach, żeby przywozić jak najwięcej punktów. Ich suma zdecyduje, czy wystarczy to do medalu, czy nie wystarczy.

Na co dzień masz obok siebie niezwykle doświadczonego menedżera, Rafała Lewickiego. Z tego, co jednak wiem, nadal będzie Ci towarzyszył podczas walki o punkty GP, ale podczas zawodów ligowych już nie. Dlaczego?

Wspólnie ustaliliśmy, że wobec natłoku zajęć Rafała skupimy się na wspólnej pracy podczas rund Grand Prix. A jeśli chodzi o ligę – mam doświadczony team (mechanicy Marcin Maroszek i Damian Brenk, a od tego sezonu również trener personalny i specjalista od crossfitu, który będzie towarzyszył Artiomowi w trakcie zawodów – Grzegorz Jasiński), a i moje doświadczenie jest już znacznie większe. Zresztą, w razie potrzeby Rafał będzie się też pojawiał na meczach ligowych.

Jak długo zamierzasz się ścigać na żużlu?

Dopóki będę miał z tego przyjemność. A na razie mnie żużel cieszy. Nie wiem, czy tak będzie do czterdziestki czy może do 45. roku życia. W zeszłym roku to samo pytanie zadaliśmy Gregowi Hancockowi. I odpowiedział tak samo – dopóki jazda będzie mu sprawiała przyjemność. Jeśli więc zapytasz mnie o koniec kariery i o to, co zamierzam robić później, nic ciekawego nie powiem. Bo o końcu kariery nie myślę, a moje wszystkie działania dotyczą, na razie, rozwoju sportowego, nie inwestycji w inne dziedziny życia. Póki co, sport jest dla mnie najlepszą inwestycją.

A co robisz, gdy żużla masz już po dziurki w nosie?

Nigdy nie mam go dosyć. Jeśli to poczuję, skończę jeździć.

Wspomniałeś, że bazę masz w Bydgoszczy. A gdzie uciekasz zimą?

Do Rosji latam, by spotkać się z rodziną i znajomymi. Rodzice mieszkają w mieście Bolszoj Kamień, 40 km od Władywostoku. Mają tam gospodarstwo, zajmują się hodowlą i sprzedażą kwiatów ozdobnych. Do Moskwy jest stamtąd blisko 10 tysięcy kilometrów, a ojciec potrafi pokonać tę trasę samochodem.

Twardziel. A Grigorij, wyjaśnijmy, nie jest Twoim jedynym rodzeństwem.

W sumie jest nas sześcioro – trzej bracia i trzy siostry. Pawel, syn drugiego z braci, też już zaczął przygodę ze speedwayem. Z kolei Wadim Tarasienko to syn jednej z sióstr.

Twój synek przebąkuje już, że też chciałby być jak tata i zostać żużlowcem? Czy może przejawia predyspozycje do innych dyscyplin sportu?

Adam mówi, że chciałby być piłkarzem, hokeistą, żużlowcem i crossowcem. Niebawem skończy siedem lat, a w tym wieku pomysłów na siebie jest sporo. Trzeba poczekać, nie wybrał jeszcze dla siebie jednego zajęcia. Ale na zawody podróżuje ze mną chętnie i ma swój motorek crossowy, na którym lubi jeździć. Zresztą właśnie wybieramy się całą rodziną na dwa tygodnie do Hiszpanii, bym mógł skorzystać z tamtejszych torów crossowych. Jest to już jeden z ostatnich elementów przygotowań do nowego sezonu.

Córeczka?

W marcu Agnia skończy dopiero roczek.

Z mediów społecznościowych można wywnioskować, że lubicie rodzinnie podróżować. To faktycznie główne hobby familii Łagutów czy jest jakaś inna pasja?

Kiedy mamy chwilę oddechu po sezonie, rzeczywiście uwielbiamy podróżować po świecie, a zwłaszcza tam, gdzie jest ciepło. W trakcie sezonu nie ma na to czasu, a po nim zostają już tylko takie dalekie, egzotyczne kierunki. Kochamy np. Malediwy, bo jest tam spokojnie, ciepło, biały piasek i morze. Byliśmy też w Dubaju, Meksyku czy Tajlandii. A w styczniu, z rodziną Krzyśka Buczkowskiego, w Bukowinie Tatrzańskiej, gdzie Adam uczył się jeździć na nartach. Poza tym lubię trenować na crossie. Kiedy nie ma pogody, można to robić w Lipnie, gdzie zbudowano halę z torem crossowym. Z Adamem jeździmy też na quadzie, bo mieszkamy blisko Puszczy Bydgoskiej. Nawet niedawno, podczas jednej z takich przejażdżek, przez drogę przebiegł mi wilk i, przyznaję, trochę się wtedy strachu najadłem… Inne sporty? Byłem m.in. na MotoGP W Niemczech, gdzie dzięki koledze Rafała, inżynierowi z firmy Ohlins miałem okazję spotkać Valentino Rossiego i Marca Marqueza. Świetne przeżycie, zobaczyć z bliska gwiazdy tego sportu. Marzy mi się też wyjazd na supercross do Anaheim w Stanach Zjednoczonych.

Małżonka, Avelina, też jest zapiekłą fanką motorsportu?

Zawsze śledzi zawody i zawsze kibicuje. Kiedy może, jest ze mną, a jeśli nie, to przed telewizorem.

Co byś zrobił, gdybyś wygrał w totolotka 10 mln złotych?

Nie wiem, bo nie gram, więc nie wygram. Ale tata mnie nauczył, że na własne pieniądze trzeba zapracować samemu. Taty hasło jest takie, że w życiu musisz biegać, bo jeśli będziesz biegać i odwrócisz się za siebie, to za tobą będą biec pieniądze.

Ciekawe. Właśnie, a co u Griszy? Z czego i czym żył przez ostatnie półtora roku?

Z Griszą nie miałem kontaktu przez prawie dwa lata. Każdy z nas ma swoje życie, swoje rodziny i swoje kariery.

Czego się spodziewasz po jego powrocie? Wraca jako 35-latek. Nie zardzewiał?

Trudno mi się odnieść. Mieszkamy daleko od siebie, bo on przecież na Łotwie.  

Rozmawiał WOJCIECH KOERBER