lotto partner główny serwisu
Bartosz Smektała kolekcja
betard
nie. Sty 26, 2020
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz
Polcopper

Brady Kurtz: Nie jestem typowym Australijczykiem

Kiedy polski żużlowiec, w dołku, sięga po pomoc psychologa, australijski sięga w tym czasie po szklaneczkę whisky. Ale nie każdy. – Ja nie jestem typowym Australijczykiem. Nie używam niczego takiego, nie tracę na to czasu. Najważniejsze to mieć czystą głowę, nie załamywać się porażkami i nie zachłystywać zwycięstwami – mówi nam Brady Kurtz, nadzieja australijskiego żużla i leszczyńskiej Fogo Unii.

22-letni Brady Kurtz to postać, którą oczyma wyobraźni widzimy w ścisłej światowej czołówce. Temu dojrzewaniu nie towarzyszą żadne wyjątkowe fajerwerki, ale też postęp jest regularny i metodyczny, krok po kroku. Jesienią zeszłego roku, na pożegnanie z kategorią U-21, Kurtz został piątym juniorem świata – za Maksymem Drabikiem, Bartoszem Smektałą, Maksem Fricke i Kacprem Woryną, a przed Jackiem Holderem. W styczniu natomiast wywalczył indywidualne wicemistrzostwo Australii, do ostatniego biegu serii tocząc bój z Rohanem Tungate’em. Co ciekawe, obaj okazali się jedynymi niepokonanymi uczestnikami… Grand Prix 2017. Podczas kończącego cykl turnieju o Wielką Nagrodę Australii Tungate wygrał z pozycji rezerwowego dwa wyścigi, natomiast Kurtz – jeden. Już na dzień dobry musiał zastąpić Sama Mastersa (taśma) i uciekł ze startu Maciejowi Janowskiemu.

Brady nie miał prawa wymigać się od motorsportu. Na żużlu jeździł jego ojciec, a w Anglii wciąż startuje starszy o cztery lata brat, Todd. – Tata za młodu ścigał się tylko w Australii, ale dzięki temu jedno, co pamiętam z dzieciństwa, to motory. Były całym moim życiem, od małego na nich jeździłem. A że zawsze brałem przykład ze starszego brata, który również miał do motocykli słabość, to musiałem trafić do speedwaya. Na szczęście mama była już zahartowana. Skoro najpierw miała problem z ojcem, a później z bratem, to na moje występy była już psychicznie przygotowana. Przynajmniej taką mam nadzieję – tłumaczy urodzony w Nowej Południowej Walii (Cowra) Brady.

Doyle stamtąd uciekł

Gdy trafił do Anglii, zaczął sam na siebie zarabiać. Dziś jest Piratem z Poole, a więc reprezentantem klubu, z którego przed paru laty uciekał Jason Doyle. Powód? – Dzięki przenosinom do Swindon mogłem się skoncentrować na jeździe i postępach, a nie na imprezowaniu. Wprowadziłem dietę, zrzuciłem kilka kilogramów i udowodniłem ludziom z Poole, że mogę być szybki na motocyklu i mieć przed sobą niezłą perspektywę w nowym otoczeniu – mówił nam Doyle jesienią 2016 roku, gdy przed fatalną toruńską kraksą tytuł IMŚ miał na wyciągnięcie ręki.

Kurtzowi jest jednak w Poole wygodnie. Za kumpli miał tam m.in. Worynę i Mateusza Szczepaniaka. – Tak, czuję się tam szczęśliwy i mam dobre relacje z ludźmi. Drużyna jest świetna. Wiem, co się mówi o imprezowaniu w Poole, ale ja trzymam się od tego z daleka. Skupiam się na sobie i na swoich wynikach – zastrzega Australijczyk, który styczność z cyklem IMŚ miał już przed dwoma laty. Wówczas, startując z dziką kartą w GP Australii, opłacał jeszcze frycowe – 2 (0,1,w,1,0). Ale Petera Kildemanda pokonał. 

Mieszka u prezesa Rusieckiego

Kurtz ma w Poole mieszkanie i tam stacjonuje od wiosny do jesieni. Gdy przyjeżdża do Polski, kotwiczy w domu prezesa Piotra Rusieckiego, w Krzycku Małym.

– Po sezonie daję sobie miesiąc na odpoczynek, dobrze się bawię z przyjaciółmi i nadrabiam z nimi zaległości. W grudniu zaczynam się szykować do sezonu w Europie, a styczniowe mistrzostwa Australii to część tych przygotowań. Poza tym jeżdżę na innych motocyklach, na motocrossie, na rowerze, chodzę na siłownię. W Australii uprawiamy też dużo sportów wodnych, water skiing czy windsurfing. Staram się to wszystko mieszać, nie lubię rutyny. No i sporo czasu spędzam również przed telewizorem, oglądając wszystkie sporty motorowe, m.in. Moto GP – wylicza Kangur.

Młodziutki senior sprawia wrażenie cichego i pokornego człowieka, który złapał Pana Boga za pięty i puścić ani myśli. Jest przeszczęśliwy, że może współtworzyć widowiska najlepszej ligi świata. – Dzięki moim przygotowaniom i sprzętowi okazało się, że jestem na to gotowy – zapewnia.  

W niedzielę przyjaciół nie ma

Choć ten chłopak wygląda na miłego i grzecznego, to z pewnością nie jest naiwny i prawidła brutalnej gry w speedway świetnie zna. – Przyjaciele? Na torze ich nie ma, każdy jest wrogiem. Choć ci, którzy w niedzielę są moimi rywalami, po weekendzie mogą się stać kumplami, tak to działa. A gdy chodzi  o chłopaków z Leszna, to spędzamy razem sporo czasu i z każdym udaje mi się dogadać – tłumaczy Brady niczym stary wyga. Żużel to całe jego życie, zwłaszcza że edukację zakończył na poziomie liceum.

– Najważniejszy był speedway, wszystkiego nie byłem w stanie połączyć. Gdybym miał podjąć studia, dopiero teraz bym je kończył, więc dla żużla byłbym już stracony i za stary – obrazowo tłumaczy.

Cel? – Oczywiście, że chciałbym zostać stałym uczestnikiem Grand Prix – zapewnia drużynowy mistrz kraju, który rozgrywki PGE Ekstraligi zakończył na 37. miejscu ze średnią 1,423. Ale to dopiero początek drogi.

Kamila Koerber, Wojciech Koerber