lotto partner główny serwisu
pt. Sie 23, 2019

Brady Kurtz: Nie jestem typowym Australijczykiem

Kiedy polski żużlowiec, w dołku, sięga po pomoc psychologa, australijski sięga w tym czasie po szklaneczkę whisky. Ale nie każdy. – Ja nie jestem typowym Australijczykiem. Nie używam niczego takiego, nie tracę na to czasu. Najważniejsze to mieć czystą głowę, nie załamywać się porażkami i nie zachłystywać zwycięstwami – mówi nam Brady Kurtz, nadzieja australijskiego żużla i leszczyńskiej Fogo Unii.

22-letni Brady Kurtz to postać, którą oczyma wyobraźni widzimy w ścisłej światowej czołówce. Temu dojrzewaniu nie towarzyszą żadne wyjątkowe fajerwerki, ale też postęp jest regularny i metodyczny, krok po kroku. Jesienią zeszłego roku, na pożegnanie z kategorią U-21, Kurtz został piątym juniorem świata – za Maksymem Drabikiem, Bartoszem Smektałą, Maksem Fricke i Kacprem Woryną, a przed Jackiem Holderem. W styczniu natomiast wywalczył indywidualne wicemistrzostwo Australii, do ostatniego biegu serii tocząc bój z Rohanem Tungate’em. Co ciekawe, obaj okazali się jedynymi niepokonanymi uczestnikami… Grand Prix 2017. Podczas kończącego cykl turnieju o Wielką Nagrodę Australii Tungate wygrał z pozycji rezerwowego dwa wyścigi, natomiast Kurtz – jeden. Już na dzień dobry musiał zastąpić Sama Mastersa (taśma) i uciekł ze startu Maciejowi Janowskiemu.

Brady nie miał prawa wymigać się od motorsportu. Na żużlu jeździł jego ojciec, a w Anglii wciąż startuje starszy o cztery lata brat, Todd. – Tata za młodu ścigał się tylko w Australii, ale dzięki temu jedno, co pamiętam z dzieciństwa, to motory. Były całym moim życiem, od małego na nich jeździłem. A że zawsze brałem przykład ze starszego brata, który również miał do motocykli słabość, to musiałem trafić do speedwaya. Na szczęście mama była już zahartowana. Skoro najpierw miała problem z ojcem, a później z bratem, to na moje występy była już psychicznie przygotowana. Przynajmniej taką mam nadzieję – tłumaczy urodzony w Nowej Południowej Walii (Cowra) Brady.

Doyle stamtąd uciekł

Gdy trafił do Anglii, zaczął sam na siebie zarabiać. Dziś jest Piratem z Poole, a więc reprezentantem klubu, z którego przed paru laty uciekał Jason Doyle. Powód? – Dzięki przenosinom do Swindon mogłem się skoncentrować na jeździe i postępach, a nie na imprezowaniu. Wprowadziłem dietę, zrzuciłem kilka kilogramów i udowodniłem ludziom z Poole, że mogę być szybki na motocyklu i mieć przed sobą niezłą perspektywę w nowym otoczeniu – mówił nam Doyle jesienią 2016 roku, gdy przed fatalną toruńską kraksą tytuł IMŚ miał na wyciągnięcie ręki.

Kurtzowi jest jednak w Poole wygodnie. Za kumpli miał tam m.in. Worynę i Mateusza Szczepaniaka. – Tak, czuję się tam szczęśliwy i mam dobre relacje z ludźmi. Drużyna jest świetna. Wiem, co się mówi o imprezowaniu w Poole, ale ja trzymam się od tego z daleka. Skupiam się na sobie i na swoich wynikach – zastrzega Australijczyk, który styczność z cyklem IMŚ miał już przed dwoma laty. Wówczas, startując z dziką kartą w GP Australii, opłacał jeszcze frycowe – 2 (0,1,w,1,0). Ale Petera Kildemanda pokonał. 

Mieszka u prezesa Rusieckiego

Kurtz ma w Poole mieszkanie i tam stacjonuje od wiosny do jesieni. Gdy przyjeżdża do Polski, kotwiczy w domu prezesa Piotra Rusieckiego, w Krzycku Małym.

– Po sezonie daję sobie miesiąc na odpoczynek, dobrze się bawię z przyjaciółmi i nadrabiam z nimi zaległości. W grudniu zaczynam się szykować do sezonu w Europie, a styczniowe mistrzostwa Australii to część tych przygotowań. Poza tym jeżdżę na innych motocyklach, na motocrossie, na rowerze, chodzę na siłownię. W Australii uprawiamy też dużo sportów wodnych, water skiing czy windsurfing. Staram się to wszystko mieszać, nie lubię rutyny. No i sporo czasu spędzam również przed telewizorem, oglądając wszystkie sporty motorowe, m.in. Moto GP – wylicza Kangur.

Młodziutki senior sprawia wrażenie cichego i pokornego człowieka, który złapał Pana Boga za pięty i puścić ani myśli. Jest przeszczęśliwy, że może współtworzyć widowiska najlepszej ligi świata. – Dzięki moim przygotowaniom i sprzętowi okazało się, że jestem na to gotowy – zapewnia.  

W niedzielę przyjaciół nie ma

Choć ten chłopak wygląda na miłego i grzecznego, to z pewnością nie jest naiwny i prawidła brutalnej gry w speedway świetnie zna. – Przyjaciele? Na torze ich nie ma, każdy jest wrogiem. Choć ci, którzy w niedzielę są moimi rywalami, po weekendzie mogą się stać kumplami, tak to działa. A gdy chodzi  o chłopaków z Leszna, to spędzamy razem sporo czasu i z każdym udaje mi się dogadać – tłumaczy Brady niczym stary wyga. Żużel to całe jego życie, zwłaszcza że edukację zakończył na poziomie liceum.

– Najważniejszy był speedway, wszystkiego nie byłem w stanie połączyć. Gdybym miał podjąć studia, dopiero teraz bym je kończył, więc dla żużla byłbym już stracony i za stary – obrazowo tłumaczy.

Cel? – Oczywiście, że chciałbym zostać stałym uczestnikiem Grand Prix – zapewnia drużynowy mistrz kraju, który rozgrywki PGE Ekstraligi zakończył na 37. miejscu ze średnią 1,423. Ale to dopiero początek drogi.

Kamila Koerber, Wojciech Koerber

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.