Liczba tygodnia

Kliknij→

Tyle tytułów indywidualnego mistrza świata wywalczył obchodzący w tym tygodniu 89 urodziny Ove Fundin.

LICZBA TYGODNIA LOTTO

Tyle punktów zdobyła reprezentacja Polski podczas DME na torze w Poznaniu

Krystian Plech: Nie porównujmy zarobków żużlowców do zarobków piłkarzy

Krystian Plech. fot. Kamil Woldański
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

– Profesjonalny żużel jest w PGE Ekstralidze. Pierwszoligowcy na poziomie 10 punktów na mecz, aby móc się rozwijać, muszą stale inwestować i przeznaczać na to duże sumy, co w wielu przypadkach nie pozwala na zapewnienie sobie poduszki finansowej – Krystian Plech, menedżer i współpracownik znanych żużlowców, w rozmowie z nami porusza kwestie m.in. obniżek zarobków na wszystkich szczeblach rozgrywkowych oraz tzw. tarczy antykryzysowej i jej przydatności z perspektywy żużlowców. Zapraszamy.

Na przestrzeni ostatnich lat współpracował Pan z Patrykiem Dudkiem oraz z Kacprem Gomólskim. Czy w chwili obecnej opiekuje się Pan większym gronem żużlowców? Pańska działalność ogranicza się tylko do sportu żużlowego?

Ściśle współpracuję z Patrykiem, a z Kacprem się znamy dosyć długo i dlatego w wolnych chwilach mu pomagam. Od niedawna zacząłem pracę w innej dyscyplinie i związałem się z TORUS Wybrzeżem Gdańsk, drużyną rywalizującą w PGNiG Superlidze piłkarzy ręcznych.

Czy reprezentowani przez Pana zawodnicy dostawali już sygnały z klubów, że konieczne będą obniżki ich kontraktów?

Na temat kontraktów Patryka nie chcę się wypowiadać, ponieważ kwestiami finansowymi od lat zajmuje się on i jego rodzice, natomiast z tego, co wiem, nikt dotychczas nie wystąpił z taką propozycją.

A jak wygląda sytuacja Kacpra?

Na tę chwilę też nie słyszałem, jakoby klub chciał renegocjować z nim umowę.

Krystian Plech drugi z lewej

W sobotnim programie „R1. Rezerwowy program żużlowy” transmitowanym na nSport+ poruszono temat tzw. tarczy antykryzysowej – pakietu rozwiązań przygotowanych przez rząd celem ochrony gospodarki przed kryzysem wywołanym pandemią. Krzysztof Cegielski, który był jednym z gości, dał do zrozumienia, że żużlowcy nie będą największymi beneficjentami pakietu i głównie skorzystają na zwolnieniu ze składek ZUS-owskich. Pojawiają się także poglądy odmienne od wyżej przytoczonego. Jakie jest Pańskie zdanie na ten temat?

Bazując na tym, co zauważyłem w swoim otoczeniu, ta propozycja może nie pomóc niektórym zawodnikom. Każdy przypadek trzeba badać indywidualnie, ponieważ przyznanie pomocy jest uwarunkowane spełnieniem określonych w ustawie wymogów. W zależności od tego, jak skonstruowane są umowy zawodników z klubami, poszczególnymi sponsorami i innymi podmiotami, mogli oni mieć przychody np. z tytułu kwot „za podpis” już w listopadzie, ale pewnie większość klubów wypłaca takie środki w lutym lub marcu. To z kolei może warunkować, czy zmieszczą się w limicie maksymalnego przychodu za wskazany w przepisach okres. Rozważania te są ściśle prawnicze i ciężko to wyjaśnić w kilku zdaniach, niemniej jeszcze raz podkreślam, że sytuację każdego zawodnika należy rozpatrywać indywidualnie i na pewno połączenia z księgową w tym miesiącu były częste.

We wspomnianym wyżej programie pojawiła się koncepcja, by różnicować poziom ustępstw zawodników ekstraligowych od jeźdźców z niższych klas rozgrywkowych. Uzasadniane to było mniejszymi dochodami na zapleczu PGE Ekstraligi. Jak się Pan do tego odniesie, będąc powiązanym ze sportowcami z obu tych grup?

Tak, na pewno trzeba inaczej spojrzeć na sytuacje tych zawodników. Na ważną kwestię w sobotnim programie zwrócił uwagę Mirek Jabłoński. Zawodnicy z Ekstraligi, dysponujący setkami tysięcy złotych uzyskanymi „za podpis”, mogą sobie pozwolić na hurtowe zakupy sprzętu, a przy okazji uzyskać rabat od sprzedawcy. Moim zdaniem właśnie w Ekstralidze możemy mówić o „profesjonalnym żużlu”. Natomiast pierwszoligowcy, którzy przed sezonem mogą otrzymać do 60 000 zł, nie są w stanie za takie środki pokryć kosztów samych przygotowań do sezonu, dlatego by móc na co dzień funkcjonować, robią drobne, pojedyncze zakupy i dopiero za pieniądze podniesione z toru uzupełniają swoje warsztaty.

Czy cięcia powinny objąć także inne osoby, które działają w środowisku żużlowym?

Każda grupa zawodowa działająca w sporcie żużlowym powinna zasiąść do rozmów. Najprościej zrzucić cały balast na zawodników, ale musimy mieć świadomość, że ten i tak drogi sport jest dodatkowo obciążony zbędnymi kosztami. Uważam, że kluby mogłyby sporo zaoszczędzić, gdyby nawet na sezon 2020 zniesiono pewne wymogi i obowiązki zapisane w regulaminach.

Krystian Plech od marca br. pracuje dla TORUS Wybrzeża Gdańsk

Jak reaguje Pan na pojawiające się z wielu stron głosy, że skoro potrąca się pensje piłkarzom, siatkarzom lub koszykarzom, to i żużlowcy powinni się na to zgodzić?

Nie można tego porównać. Pierwszą różnicą między tymi dyscyplinami jest system płatności. We wspominanych sportach mamy formę pensji – niezależnie czy zawodnik gra, czy odniósł kontuzję, ma określoną w kontrakcie pensję. Co miesiąc uzyskuje wpływ. Jeżeli dotychczas miał wypłatę 10 tysięcy złotych na rękę i zrzeka się 50%, to mimo wszystko otrzyma 5 tysięcy, które pozwolą mu jakoś przetrwać ten okres. Pamiętajmy, że wielu zawodników zakończyło sezon w sierpniu 2019. Oni od ostatniego meczu zarobione pieniądze musieli przeznaczyć na przetrwanie siedmiu miesięcy, a data 4/5 kwietnia była pierwszą możliwością zarobkowania. System płatności za zdobyte punkty pokazuje w tym momencie swoje wady, bo na dobrą sprawę zawodnicy nie wiedzą kiedy wystartują i czy wystartują, a z samych turniejów nie wyżyją, to pewne. Mimo wszystko systemy pensji i redukcji czy dobrej woli zawodnika i zrzekania się z części kontraktu, gwarantują jakiekolwiek środki na przetrwanie.

Czy spotkał się Pan z informacjami, że żużlowcy, którzy dotąd nie musieli zarobkować w inny sposób niż poprzez jazdę na żużlu, podjęli się innej pracy?

Tak. Takich przypadków jest bardzo dużo. Mogę powiedzieć, że w samym Gdańsku jest już czterech takich zawodników, którzy pracują u swoich sponsorów lub w innych firmach, ponieważ nie mają już środków do funkcjonowania i musieli się podjąć pracy, żeby przetrwać do momentu wznowienia ligi.

Kończąc, czy mógłby Pan przybliżyć pokrótce sytuację panującą obecnie w krajowym i europejskim szczypiorniaku?

PGNiG Superliga została oficjalnie zakończona pod koniec marca. Jedynie PGE VIVE Kielce i SPR Wisła Płock muszą pozostawać w gotowości, bo rozgrywki europejskie nie zostały zakończone, a jedynie zawieszone. EHF, Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej, zależy na zakończeniu rozgrywek, ale dla większości polskich klubów sezon już się skończył.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Rozmawiał JAKUB WYSOCKI