Główny partner portalu

Max Fricke. Fot. Jarosław Pabijan
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Ryan Sullivan, Jason Crump, Darcy Ward, Jason Doyle, Chris i Jack Holderowie… Kluby – niezależnie od oficjalnego szyldu – z Torunia od dwóch dekad stały i stoją Australijczykami, jednak żadnemu z nich nie udało się zwyciężyć w Grand Prix na Motoarenie. Pierwszym żużlowcem z Antypodów, który dokonał tej sztuki, został w piątkowy wieczór Max Fricke. Dawniej z dzisiejszym Apatorem związany, obecnie zawodnik Betard Sparty Wrocław.

Piątkowe zawody były jedenastymi w historii cyklu Speedway Grand Prix rozgrywanymi na Motoarenie im. Mariana Rosego. W gronie zwycięzców w poprzednich latach znajdziemy czterech Polaków (Tomasz Gollob 2010, Adrian Miedziński 2013, Krzysztof Kasprzak 2014, Patryk Dudek 2017), trzech Duńczyków (Nicki Pedersen 2015, Niels Kristian Iversen 2016, Leon Madsen 2019), dwóch Szwedów (Andreas Jonsson 2011, Antonio Lindbaeck 2012) i Taia Woffindena, który triumfował w Grodzie Kopernika w 2018 roku. Jakkolwiek związki trzykrotnego mistrza świata z Australią są bliskie, tak Max Fricke jest pierwszym zawodnikiem z tego kraju, który dołączył do tej listy.

Co ciekawe, pomimo licznej australijskiej diaspory w Toruniu, zawodnicy z tego państwa z reguły nie imponowali na miejscowym obiekcie. Wczorajszy finał Fricke’a był zaledwie piątym w jedenastym turnieju dla zawodników z Antypodów. Nie zanosiło się na to po pierwszych trzech edycjach, bowiem w latach 2010-2012 sztuki tej dokonywali Jason Crump (czwarty w 2010), Darcy Ward (trzecie miejsce z dziką kartą w 2011 roku) oraz Chris Holder (defekt na prowadzeniu w finale w 2012 roku). W późniejszych edycjach udało się to tylko Jasonowi Doyle’owi, który w 2015 stoczył zaciekłą walkę z Maciejem Janowskim o drugie miejsce, ostatecznie pokonując wrocławianina i kończąc wyłącznie za Nickim Pedersenem.

Mimo tego, Doyle raczej nie uzna Motoareny za najszczęśliwszy dla siebie tor w cyklu Speedway Grand Prix. Przyczyna? Wystarczy cofnąć się do pierwszej serii startów w 2016 roku, kiedy po fatalnie wyglądającym wypadku, do którego przyczynili się Fredrik Lindgren z Chrisem Harrisem, ówczesny lider Falubazu Zielona Góra stracił szansę na niemal pewny tytuł mistrzowski. Wskutek upadku opuścił pozostałe wyścigi w Toruniu oraz ostatnie zawody w Melbourne, kończąc sezon na piątej pozycji.

Wracając do bohatera piątkowej imprezy, czy Max Fricke będzie w stanie powtórzyć sukces i ponownie stanąć na najwyższym stopniu podium? Taki obrót spraw byłby nie lada precedensem, ponieważ – jak wskazano już wcześniej – nikomu wcześniej nie udało się powtórzyć wejścia na najwyższy stopień podium w Toruniu. Odpowiedź poznamy już dziś, chwilę przed 22…