Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Kochająca Edyta z Elektrowni, Karlsson i Louis odmówili, Drabik nie jechał do tyłu – o tym pisano 23 lata temu

W dalszym ciągu wspominamy stare żużlowe dzieje i przypominamy sobie oraz Wam, o czym pisano… 23 lata temu – w okolicach 23 maja 1997 roku. Oczywiście wspominki na podstawie najpoczytniejszego pisma branżowego, jakim był Tygodnik Żużlowy.

Dziś przypominamy kilka ciekawostek z 340. wydania TŻ z 25 maja 1997 roku, które wówczas kosztowało… 2.20 zł! Drabik nie jechał do tyłu,   Władysław Gollob wierzył w Roberta Woźniaka, Louis i Karlsson odmówili Bydgoszczy, a Marcina Furgoła kochała Edyta z Elektrowni Rybnik.

Stworzyli wspaniałą atmosferę

Taki tytuł miała relacja z turnieju Grand Prix rozegranego na praskiej Markecie. Zawody wygrał Hancock przed Hamillem, Gollobem oraz Drabikiem.

– Przystępowałem do zawodów na luzie. W każdym biegu jechałem na tyle ile mogłem. W finałowym wyścigu doszło między mną a Tomkiem do twardej walki, ale żużel to sport kontaktowy. Mówiąc o obciążeniach psychicznych, to gdyby mnie coś zablokowało, to jeździłbym do tyłu – mówił po zawodach Drabik.

Z „Bajerkiem” na poważnie i na luzie

Taki tytuł nosił wywiad przeprowadzony przez Roberta Borowego z Tomaszem Bajerskim, który wtedy reprezentował barwy gorzowskiego klubu. 

– Na razie jest super i wierzę, że tak zostanie. Z każdym gorzowskim zawodnikiem można się dogadać. Są oni otwarci, przychylnie do mnie nastawieni. Chciałbym udowodnić wszystkim że po zmianie barw klubowych będę jeździł co najmniej tak dobrze, jak wcześniej a może nawet lepiej. Uważam pana Lesa Gondora za człowieka interesu, który doskonale rozumie zawodowstwo w żużlu, a także problemy wynikające z uprawiania tego sportu – mówił w wywiadzie wychowanek toruńskiego klubu. 

Sławek podbija Danię 

Taki tytuł nosiła relacja z rozgrywek duńskiej Superligi. Sławek, który podbijał Danię to oczywiście Sławomir Drabik .

Herning i Outrup miało po 30 punktów. Do boju w biegu dodatkowym desygnowano Sławomira Drabika i Jimmy’ego Nilsena. Świetnie dysponowany sprzętowo i psychicznie Polak zrewanżował się za przegraną  w wyścigu 14 i przyczynił się, że Herning zdobyło dwa punkty meczowe. Głodny międzynawowych sukcesów „Lew” spod Jasnej Góry został bohaterem i na ramionach kolegów poszybował w powietrze. Panie Sławku może zechce pokazać Pan „lwi pazur” w Pradze, a później w następnych rundach Grand Prix? Miłą niespodziankę sprawił stranieri Cemwap-u Opole, osiemnastoletni Bjaerne Pedersen, pokonując w wyścigu 9. Jimmy Nilsena oraz Jana Staechmanna -pisał na łamach TŻ redaktor Niedzielski. 

Drabik w czwórmeczu wywalczył 13 punktów (3,3,3,3,1,3).

Dzień Krzysztofa Cegielskiego 

Taki tytuł miało podsumowanie zawodów MDMP autorstwa Piotra Maciaszka, które rozegrano na torze J.A.G Łódź. 

– Mam bardzo miłe wrażenia, zrobiłem dużo punktów. Jestem tutaj pierwszy raz tak jak i koledzy. Dobrze się dopasowaliśmy do toru i jesteśmy bardzo szczęśliwi – mówił po zawodach Krzysztof Cegielski. 

– Rzeczywiście wynik mógłby być lepszy i nawet zahaczać o drugie miejsce z tym, że przyczyną obiektywną jest z jednej strony brak doświadczenia tych młodych łodzian, a z drugiej strony warunki jakie panowały na torze. Robert Woźniak to zawodnik z którym należy wiązać duże nadzieje na przyszłość – oceniał występ łódzkich juniorów Władysław Gollob. 

Karlsson i Louis odmówili 

Jutrzenka Polonia Bydgoszcz w maju 1997 roku szukała obcokrajowca. 

Okazało się bowiem, że młodszy z Karlssonów mógłby zaledwie wystąpić w jednym meczu ligowym w Zielonej Górze. Ponadto były mistrz świata juniorów nagle stwierdził, że startami w polskiej lidze nie jest zainteresowany. Podobnie uczynił Chris Louis, który w ubiegłym sezonie podpisał kontrakt z bydgoskim klubem, ale nie został zaproszony na żaden mecz. Poszukiwania kolejnego obcokrajowca trwają. W grę wchodzą nazwiska doświadczonych żużlowców – Coxa, Kelvina Tatuma, Simona Wigga, Gerda Rissa oraz obiecujących juniorów – Jespera Jensena i Nicki Pedersena – pisał bydgoski korespondent Tygodnika Żużlowego. 

Nie dla alchemików 

Niedawno objawili się w brytyjskim speedwayu „alchemicy” próbujący przemieniać tylne opony swych motocykli w bardziej przyczepne.

Wieści o tych próbach – jak wieść głosi bardzo udanych, choć nieregulaminowych dotarły i do Polski. Joe Screen otwarcie opowiadał w Częstochowie o sukcesach wspomnianych alchemików – pisał TŻ. Reakcja GKSŻ na takie wieści była natychmiastowa. 

Główna Komisja Sportu Żużlowego PZM ostrzega, że jakiekolwiek modyfikacje tylnych opon do motocykli żużlowych środkami mechanicznymi (np. przez nacinanie bieżnika, rozgrzewanie opon) albo chemicznymi (przez chemiczne traktowanie opon) w celu zmiany ich własności oraz charakterystyki stanowią naruszenie regulaminów FIM i PZM i będą powodować surowe sankcje – głosił komunikat polskich władz żużlowych. 

Kochająca fanka z Elektrowni Rybnik 

Na koniec z rubryki życzenia od fanów 

Dla wspaniałego chłopaka, Marcina Furgoła życzenia dużo zdrowia. Szczęścia, powodzenia na torze i w życiu prywatnym, wiele sukcesów, a także spełnienia najskrytszych marzeń – tego zawsze gorąco i szczerze Ci życzy – kochająca fanka z Elektrowni Rybnik – Edyta.

  1. Mam ten numer i pamiętam te czasy, jak wczoraj.
    Louis odmówił Bydgoszczy, bo chcieli go na pojedyncze mecze, a w tym samym momencie z propozycją “pełnego etatu” w zastępstwo cieniującego Crumpa, wyszedł ZKŻ Polmos i Louis robił tam dobrą robotę – po kilkanaście punktów co mecz, a Bydgoszcz wstrząsnęła jakiegoś Petera Nahlina, który kręcił koło 4-5 pkt.

    Drabik jechał w Pradze jak z nut. Zostawił w tyle mnóstwo “dużych firm”, ale to był tylko niestety jednorazowy wyskok. Potem to “duże firmy” woziły Sławka przez resztę sezonu, ale tą Marketę ’97 pamięta mu się w Częstochowie do dziś.

    Edyta z Elektrowni Rybnik często pozdrawiała rybnickich juniorów w dziale pozdrowień. W tamtym czasie kilkukrotnie trafiłem na jej pozdrowienia skierowane do śląskich juniorów.

    I ta okładka….mecz Pergo Gorzów – Jutrzenka Polonia Bydgoszcz zakończony remisem 45:45, choć po dwóch wyścigach było 2:10 dla Bydgoszczy. Krążyła też historia o tym w jaki sposób klan Gollobów opuszczał Gorzów po tym meczu. Ciekawe czy ktoś pamięta…

    1. Dokładnie tak było. Nahlin miał jakieś przebłyski w Bydgoszczy, jeździł bardzo ambitnie ale to nie ta klasa. Powrót Gollobów obrósł w legendę he he. Pozdro.

      1. Brawo! Celnie. Romantyczne czasy LKŻu gdzie Lublin zbierał w tyłek do 25 czy to w domu, czy na wyjeździe, a mimo wszystko byli ludzie w klubie i zawodnicy, którym się to chciało pchać. Pamiętam jak mi strasznie szkoda tej drużyny było, tak jak KKŻ i Opola. W innych ośrodkach jeszcze jakoś to szło, ale te trzy ekipy zawsze miały pewne wciry. Jedyne punkty, to w meczach między sobą.

  2. Czy Crump tak cieniowal…przyjechal do Gniezna w piątej kolejce i nie dosc,ze zrobil 16 +1 to wygral 3/4 wycigi przeciwko Hancockowi na jego torze.

    1. Ten mecz też pamiętam. Crump robił punkty, ale pamiętam że jakoś nie kleiła się tą współpraca z Zieloną Górą najlepiej. Jason miał wtedy dwadzieścia parę lat i jeszcze trochę sodówy pod głową. Potrafił się dąsać o to, że na wyjeździe w Toruniu został wystawiony jako rezerwowy pod nr.8 i był delegowany na same najcięższe biegi. Nawet w tym 16-punktowym meczu, w jednym wyścigu Andrzej Huszcza powiózł go bandę (jest na YT) jak rywala a nie parowego. Złapał parę meczów poniżej 10 punktów, więc był zmieniany Kargerem, którego ZKŻ miał jeszcze z czasów II ligi, ale ewidentnie była potrzebna nowa krew w osobie obcokrajowca, więc przez jakiś czas próbowano wszystkich trzech, ale po komplecie Louisa z Gnieznem, postawiono na niego, a Crump na dobre zawalił sprawę w swoim meczu z gatunku być albo nie być z mocną Bydgoszczą – zdobył z trudem 7 punktów i kaplica. Przedłużono z nim co prawda kontrakt na rok 1998, ale spadł do miana drugiego stranieri. Śmigał Louis, a Crump wystąpił bodajże w 3 meczach notując słabiutkie wyniki. W ten sposób zakończyła się współpraca Crumpa z ZKŻtem.
      Tak to wtedy zapamiętałem.

      1. Komplet Louisa ze Startem ? Hehe,tamten mecz obil sie szerokim echem z uwagi na odmowe jazdy przez braci Fajferow. Do tego w spotkaniu nie wystapil ani Hancock ani Nilsen tylko Steve Johnston. Smary byly ze hej

  3. Nawet Gollob senior w tamtych czasach walnął od czasu do czasu śmiesznego lapsusa. Robert Woźniak o ile pamiętam nie pojawił się na torze ani w tamtym finale i ani razu w lidze. Przepadł jak wielu, choć jest też wspomnieniem dobrej współpracy między Gnieznem a Łodzią w tamtym czasie. Za sprawą właściciela JAG Spedway Club Łódź, po blamazu w sezonie ’97 gdzie każdy typował Łódź na pewny awans, Jakub Andrzej Grajewski “rozdał” swoich zawodników w Polskę i do Gniezna w ten sposób trafili, oprócz Woźniaka, Hućko oraz Wilk i występowali z różnym wynikiem w roku ’98 w Starcie sponsorowanym przez Trilux – firmę produkującą w tamtych latach telewizory, z tego co pamiętam. JAG zresztą sam za kilka lat pojawił się w Gnieźnie jako sponsor strategiczny z napojem Dark Dog, ale to już inna opowieść.

    1. Jedyny dobry mecz Wilka dla Startu to byl wyjazd do Ostrowa. A Hucko mial przeblyski. Glownie zawodnik własnego,twardego toru plus super refleks.
      Za Grajewskiego najlepiej wspominam sezon 2002. Jak my wtedy do E ligi nie weszlismy to jest k…a niepojete.

    2. W 1988 r. Trilux Start mial zespol na medal DMP. Kontuzje zrobily swoje. Sawina wypadl od drugiej kolejki,Nilsen tez nie wystapil w dwoch bardzo waznych meczach u siebie z jedna i druga Polonia. Tonek Faja tez chyba pauzowal

      1. Chodzi zapewne o sezon 1998. Był wtedy ogromny potencjał w zespole z Gniezna. Życiówkę jechali Fajferowie, zwłaszcza młodszy (potem w Gdańsku już nie był taki efektowny), Nilsen już nigdy potem nie był taki mocny, Sawina ustabilizował poziom wysoko ale szybko wypadł, a kiedy wrócił to było już wszystko rozdane w lidze, Jabłoński zrobił się młodzieżowcem klasy światowej, a reszta regularnie dorzucała punkty i tym sposobem odrazu było wejście smoka w Gorzowie na dzień dobry. Duże oczy na ten wynik zrobiłem wtedy. Potem się trochę rozkleiło, ale i tak były fajne mecze – remis w Pile, czy 45-44 u siebie z Zieloną Górą, gdzie dużo się działo. Za takie spektakle to miło było płacić za bilet. Gniezno skończyło w środku tabeli i zaczął się powolny rozbiór zespołu. W 2002 to były detale. Znowu ta Zielona Góra…. Z perspektywy czasu, to chyba lepiej było wtedy awansować a nie w 2013. Może udałoby się zostawić Cegłę i dorzucić kogoś z topu i utrzyamnie by było, bo w 2003 w Ekstralidze jeździły dwa bankruty skazane na spadek – Gdańsk i Piła. Tego się już jednak nigdy nie dowiemy.

        1. Jako gnieznianin doskonale pamiętam ten sezon…Najbardziej z tamtego sezonu bolaly porazki u siebie zwlaszcza z Unia Leszno. Tak pechowo przegranego meczu dawno nie widziałem. Unia wcale nie była Bog wie jak silna bo na przyczepnych torach gladko przegrywala (w Gorzowie czy dwa dni wczesniej przed tym meczem w Bydgoszczy). No i nasz genialny trener Andrzej Koselski ktory nie puscil z taktyka ani Adama ani Jimmiego…po tym meczu chyba go wyrzucili.

  4. Co do 2002 r. My w pewnym momencie wygralismy 12 meczow z rzedu i dluho nie bylismy faworytem do awansu. Dopiero gdy wygralismy w Zg wszystkim sie oczy otworzyly. A co do barazy to jprdl…bylem na meczu i Wybrzeze bylo slabe jak barszcz i powinnismy z nimi wygrac 55:35. A u nas poza Cegla i Kaiem wszyscy mieli wpadki czy defekty. To byla lepsza ekipa niz ta co wywalczyla awans w 2012 r. No ale przynajmniek awansowalismy. Z bracmi J. Nie weszlibysmy nigdy.

    1. Ja jestem kibicem z innego miasta, ale zawsze obiektywnie obserwowałem wszystkie drużyny i ich starty w lidze. W startach każdej drużyny mam zapamiętane jakieś newralgiczne momenty, choć czasem ciężko znać wszystkie fakty będąc daleko od klubu i jego otoczki i może właśnie kibic Startu uzupełni moją wiedzę, jak to się stało że w szczycie walki o awans w 2002, drużyna nie stawiła się na mecz w Rybniku w fazie play-off. Wówczas w tabeli nic jeszcze nie było przesądzone punktowo i w takim momencie odpust meczu? Dla mnie jedna z niewyjaśnionych zagadek w historii Startu….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.