Finał Speedway of Nations – dzień 2.

2020-10-17 19:00:00

Finał PGE Ekstraligi: Fogo Unia Leszno – Moje Bermudy Stal Gorzów 59:30 (103:76)

2020-10-11 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław – RM Solar Falubaz Zielona Góra 50:40

2020-10-11 16:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Fogo Unia Leszno 46:44

2020-10-09 20:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: RM Solar Falubaz Zielona Góra – Betard Sparta Wrocław 37:32

2020-10-09 18:00:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Betard Sparta Wrocław 55:34 (99:80)

2020-10-04 19:15:00

Zakończona

Przejdź

Karolina Woźniak: Bałam się, czy Szymon zdąży dojechać na ślub

Karolina i Szymon Woźniak z córeczkami

Nie zwalniamy tempa i wracamy z pytaniami niekoniecznie dotyczącymi speedwaya, które kierujemy do partnerek żużlowców. W Skandynawii było interesująco, ale czas najwyższy na własne, polskie podwórko. Tym razem, o wszystko i jeszcze więcej, zapytaliśmy żonę Szymona Woźniaka – Karolinę.

Karolina, tradycyjnie zaczynamy rozgrzewkowo, czyli gdzie się urodziłaś i wychowałaś?

Pochodzę z okolic Bydgoszczy, tak samo jak mój mąż, Szymon. Z małej miejscowości o nazwie Serock w województwie kujawsko – pomorskim, nieopodal Tucholi.

Jakie jest Twoje najlepsze wpsomnienie z dzieciństwa?

Hmm, wbrew pozorom jest to naprawdę trudne pytanie. Podobne zadano nam na naszym ślubie z Szymonem i też nie potrafiliśmy odpowiedzieć. Chyba po prostu całe dzieciństwo jest moim, a zarazem naszym, najlepszym wspomnieniem. Wychowywałam się na wsi, więc ten czas był taki… no fajny po prostu (śmiech). Wszyscy się znali, każdego można było spotkać na podwórku i tak to sobie trwało aż dorosłam.

Czy posiadasz rodzeństwo? Jeżeli tak, to starsze czy młodsze?

Mam trójkę rodzeństwa i wszyscy są ode mnie starsi…dużo starsi. Moja siostra jest ode mnie 11 lat starsza, brat 9 i drugi brat 8 lat. Także jestem takim rodzynkiem na sam koniec.

Jaką masz pasję? Co jest Twoim największym hobby?

Bardzo lubię biegać, tylko ostatnimi czasy nie mogę się zmobilizować, chociaż może to złe słowo… Po prostu nie znajduję czasu na to, aby robić to regularnie. Od zawsze uwielbiałam biegać, ale tylko na zewnątrz, na przykład w lesie, bez słuchawek! Kocham słuchać odgłosów natury, albo po prostu zwykłej ciszy. Jednak tak jak mówię, nie zawsze mam na to czas, więc zastępuję to bieżnią w domu, ale to nie jest to samo. Oprócz tego bardzo lubię wypieki. Często piekę ciasta i inne smakołyki.

To chyba dobrze ma z Tobą ten Szymon…

Haha, no nie narzeka, chociaż Szymon nie jest akurat wielkim fanem słodkości, więc mam dodatkową trudność podczas tych wypieków, mianowicie zrobić coś, co jest słodkie, ale nie za słodkie, żeby zjadł (śmiech).

Fot. archiwum prywatne Karoliny Woźniak

A kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach poznałaś Szymona?

Yyyy, dokładnie to było jakieś 6 lat temu, a okoliczności akurat pamiętam doskonale, ponieważ poznaliśmy się…w garażu. Może niezbyt to romantyczne, ale przynajmniej od samego początku motoryzacja nas łączyła. Mieszkaliśmy po prostu w tym samym bloku, oczywiście nie wiedząc o tym, tak więc trafialiśmy na siebie zupełnie przypadkiem. A w tym garażu cóż, Szymon z natury należy do osób otwartych, więc zwyczajnie zagadał sąsiadkę i tak się to zaczęło. Od tamtej pory już nie przestaliśmy rozmawiać.

No dobra, a czy w momencie gdy między Wami coś już “iskrzyło” nie miałaś obaw, że życie z żużlowcem może nie należeć do najłatwiejszych?

Nie nie, zupełnie czegoś takiego nie czułam, nie rozpatrywałam tego w takich kategoriach. Takiego Szymona poznałam, a innego można powiedzieć nigdy nie znałam. Od początku często nie było go w domu, kiedyś jeszcze jeździł w trzech ligach jednocześnie, tak więc nie było go prawie wcale. Ja byłam jednak od początku do tego przyzwyczajona, takiego człowieka poznałam i w takim się zakochałam. Dla mnie było jasne to, że albo się dogramy, albo nie, a, że trafiło na żużlowca no to cóż, równie dobrze mogło trafić na kierowcę tira i byłoby tak samo (śmiech).

Fot. archiwum prywatne Karoliny Woźniak

A gdzie zostałaś zaproszona na pierwszą randkę?

O kurczę, to już prywata prywata! Ale właściwie ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ tak jak wspomniałam, mieszkaliśmy dosłownie obok siebie więc po prostu spotykaliśmy się w swoich mieszkaniach dla zabicia nudy, pogadać czy się pośmiać. Jeżeli można to nazwać randkami, no to to jest odpowiedź na Twoje pytanie.

To może teraz będzie bardziej konkretnie. Kiedy i gdzie Szymon Ci się oświadczył? Spodziewałaś się tego czy też była to dla Ciebie niespodzianka?

Ojej, no tu może nie będę już wdawać się w szczegóły. Ale tak krótko mówiąc, nie spodziewałam się, że akurat tego dnia planuje to zrobić. Było to (oświadczyny – przyp.red.) w naszym stylu, czyli bardzo skromnie i bez fajerwerków. I całe szczęście, ponieważ właśnie tak sobie to wymarzyłam.

Fot. archiwum prywatne Karoliny Woźniak
Fot. archiwum prywatne Karoliny Woźniak

A czy ze ślubem było podobnie? Również skromnie i bez fajerwerków?

Nie no wiadomo, ze ślubem musiało być nieco inaczej, ponieważ to jest już bardziej skomplikowana sprawa i wymaga wielu przygotowań. Dodatkowo w momencie ślubu mieliśmy już dzieci, a dopiero potem wszystko organizowaliśmy. Ale tu zaznaczam od razu, że to była nasza świadoma decyzja, po prostu chcieliśmy w pierwszej kolejności mieć potomstwo z różnych przyczyn. A co do ślubu, tak jak wspomniałam, w tej kwestii wszystko wymaga czasu, odpowiedniego zaplanowania i organizacji więc poświęciliśmy temu zdecydowanie więcej czasu, głównie ja, bo wiadomo jestem kobietą, a kobieta z natury bardziej przeżywa ten dzień. Ale nie mogę powiedzieć, że Szymon się nie starał, bo bym skłamała. Troszkę się tym stresowaliśmy, ponieważ poprzedni rok dla Stali Gorzów był jaki był, musieli walczyć w barażach, więc sezon się przeciągał. Bałam się po prostu o to, czy mój mąż zdąży dojechać na ten ślub (śmiech).

To pozostańmy w klimacie przyjemności… Jaki dostałaś najfajniejszy prezent od męża?

Gramofon! Tak… I tyle.

Przyjemności ciąg dalszy, a więc czas na dzieci. Macie dwójkę, w dodatku bliźniaczki, czyli podwójne szczęście. Ale czy mając na uwadze fakt, że Szymon często wyjeżdża, zdarzało się, że wychowanie dwójki małych dzieci stawało się nie lada wyzwaniem?

Szczerze, nie występowały takie problemy. Oczywiście, wychowanie dwójki malutkich dzieci jest ogromnym wyzwaniem, ale uważam, że jest to bardziej kwestia nauczenia się egzystowania w takiej, a nie innej rzeczywistości. Jeżeli potrafisz się nauczyć to nie będzie stanowiło problemu. Nasza rzeczywistość jest taka, że Szymon jest żużlowcem, ja również wykonuję swoją pracę zawodową, ale oboje się uzupełniamy w różnych dziedzinach naszego życia, pomagamy sobie nawzajem, wspieramy się i jakoś to wszystko funkcjonowało i funkcjonuje nadal. Nawet czasami udaje nam się gdzieś razem wyjść!

Fot. archiwum prywatne Karoliny Wożniak

A czy w Waszym domu żużel jest tematem numer jeden czy raczej go unikacie?

Absolutnie nie jest to temat numer jeden, ale nie powiem też, że jest pomijany, ponieważ bardzo często dyskutujemy na tematy żużlowe. W sezonie częściej, poza sezonem nieco mniej. Też nie jest tak, że rozmawiamy tylko o Szymonie, ale również o jego kolegach z toru, o innych drużynach, oglądamy wspólnie zawody. Także na pewno żużel jest obecny, trudno żeby nie było, ale nie jest tematem nadrzędnym.

To teraz pytanie o Szymona. Dlaczego zapuścił brodę? Jaka jest jej historia i czy zamierza się jej w najbliższym czasie pozbyć?

Mam nadzieję, że nie zamierza się jej pozbywać! A teraz już chyba wiesz jaka będzie odpowiedź na pierwszą część pytania (śmiech). Broda pojawiła się ze względu na moje namowy. Z początku Szymon stawiał potężne opory, ale w końcu dopięłam swego i namówiłam go, aby spróbował, najwyżej się zgoli! No i miałam rację, jak zwykle. Teraz Szymon sam mi przyznaje, że to był dobry pomysł, a broda jest spoko, dobrze się w niej czuje.

Czyli warto słuchać swojej żony…

Oczywiście, jak najbardziej warto i przykład brody dobitnie to pokazuje (śmiech).

Fot. archiwum prywatne Karoliny Woźniak

Wróćmy do dzieciaków. Jak zareagowaliście z Szymonem na informację, że urodzisz bliźniaczki?

Hmm, rozumiem, że pytasz o pierwszą reakcję ponieważ potem wiadomo, że fajnie fajnie. Po pierwsze, my się bardzo późno dowiedzieliśmy, że to będą bliźniaczki, ale nikt, a już na pewno nie ja, nie myślał, ze w ogóle jest możliwe, aby był to podwójny gol. A jako jedyny właśnie Szymon, nie wiedzieć czemu, już wcześniej chodził i mówił “zobaczysz, że podwójny gol”. No i miał rację, przewidział to. Ja, jak się dowiedziałam byłam oczywiście bardzo zszokowana, a Szymon nie był wcale zdziwiony. Jak wróciliśmy od lekarza do domu to musiał dodać swoje “a nie mówiłem”.

A czy ktoś Wam pomaga w opiece nad dziećmi, zwłaszcza w trakcie sezonu, gdy faktycznie Szymona często nie ma w domu?

Na ten moment, kiedy dziewczynki już mają ponad dwa lata nie potrzebujemy już takiej pomocy, dobrze sobie radzimy. Oczywiście, jak w większości rodzin, mamy wsparcie naszych rodziców i zawsze możemy na nich liczyć, na przykład kiedy potrzebujemy czasu dla siebie. Mamy również opiekunkę, na której można polegać. Także jak najbardziej radzimy sobie, zwłaszcza teraz, gdy dziewczynki troszkę już podrosły. Wcześniej wiadomo, że wymagały więcej opieki i więcej par rąk do pracy, ale zawsze ktoś był z nami.

A czy dzieci z natury są raczej spokojne czy też może należą do tych bardziej nazwijmy to “żywotnych” ?

Zdecydowanie to drugie, są bardzo, oj bardzo żywotne. Ale tu żeby ktoś źle nie zrozumiał. Dziewczynki są grzeczne i nie sprawiają problemów. Są po prostu pełne energii, non stop potrzebują zabawy, atencji, rzadko kiedy bawią się razem, częściej osobno. Często ludzie mówią nam, że fajnie bo bliźniaczki to pewnie mniej roboty bo zajmą się same sobą. Guzik prawda (śmiech). Zdarza się, ale bardzo rzadko. Czasami wpadną w taki trans wspólnej zabawy, ale to chwilowe. I tak jak wspomniałam, są bardzo energiczne, uwielbiają tańczyć, wspinać się po nas, dlatego obecność moja lub Szymona jest konieczna.

Może teraz już nie, ale wcześniej z pewnością zdarzały się nieprzespane noce. Czyją rolą było wstawanie na dźwięk płaczu?

No wiesz, to są bliźniaczki, hehe. Nie było więc w tym przypadku podziału na role. Jedno wstawało do jednego łóżeczka, a drugie do drugiego i koniec. Także u nas wszystko mnożone było razy dwa (śmiech). Dlatego też pierwsze miesiące nie były łatwe, chodziliśmy oboje z Szymonem jak lunatycy, a to był jeszcze środek sezonu, ponieważ dziewczynki urodziły się w maju, więc możesz sobie wyobrazić, że nie było lekko. Ale teraz już są większe, więc te relacje też są inne, a my możemy spać w nocy.

Podczas zawodów, gdy ogląda się Szymona w telewizji, sprawia on wrażenie neizwykle spokojnego i opanowanego człowieka. Czy tak samo jest w domu, czy też zdarza mu się wybuchnąć?

Nie, raczej nie, właśnie Szymon z naszej dwójki jest taką oazą spokoju. Tak jak go widzicie “na zewnątrz”, taki właśnie jest.

Odwracamy zatem, a Ty? Również jesteś tak spokojna i opanowana?

Hmm, może nie nazwałabym siebie typem wybuchowej, ale na pewno jestem bardziej, hmm jak by to ująć, żeby nie obrazić Szymona (śmiech)… Może temperamentna? To chyba dobre słowo, bardziej się wszystkim emocjonuję, a rolą Szymona jest te emocje u mnie gasić.

Fot. archiwum prywatne Karoliny Woźniak

Co najbardziej lubisz w swoim mężu, a co Ci w nim przeszkadza?

Jeżeli chodzi o to, co lubię, jest tego mnóstwo, ale gdybym miała wybrać cechę, która najbardziej mnie w nim urzeka, to byłby to właśnie chyba ten spokój, o którym rozmawialiśmy przed chwilą, a także to, że jestem pewna, że mogę na nim po prostu polegać w każdej sytuacji. A co mi przeszkadza? Hmm, może to, że czasami nie kończy rzeczy, które zaczyna i zostawia je na potem. Ale to już tak naprawdę szukanie na siłę, skoro każesz mi się do czegoś przyczepić.

Co lubicie robić razem w wolnym czasie?

Oczywiście motoryzacja, to nasza wspólna, największa pasja. Czasami razem oglądamy rajdy samochodowe, dawno temu Szymon uczestniczył w takim “folk race”. Do tej pory jest w posiadaniu BMW serii 3, którym można fajnie pośmigać po szutrowej nawierzchni. Teraz nie mamy już tyle wolnego czasu, ale wcześniej, jeszcze gdy nie było na świecie dziewczynek, weekendowo uwielbialiśmy wspólne wyprawy tym samochodem za miasto.

Fot. archiwum prywatne Karoliny Woźniak

A masz może jakieś swoje ulubione miejsce na wakacyjny wypoczynek?

Zdecydowanie są to Włochy, a dokładniej Toskania, a dalej długo, długo nic. Jest to dla mnie miejsce idealne i mogłabym wracać tam choćby i 50 razy.

Poruszmy jeszcze kwestię żużla. Czy często zdarza Ci się kibicować Szymonowi na trybunach, czy też z uwagi na obowiązki życia codziennego raczej oglądasz mecze w telewizji?

Akurat u nas nie zrobiło to żadnej różnicy i dzieci nie mają nic do tego. Ja bardzo rzadko kibicowałam Szymonowi z trybun. Nigdy tego nie robiłam i pewnie robić nie będę. A dlaczego? Uważam, że to jest jego praca, a do pracy trzeba mieć spokojną głowę i skupiać się na tym, co się ma do wykonania. Oczywiście moja obecność nie stanowiłaby problemu, ani dla mnie, ani dla Szymona, ale tak się już utarło, że raczej preferuję moją “vipówkę” na kanapie przed telewizorem.

Wiadomo, że Szymon to niezwykle ambitny zawodnik i stawia sobie wysokie cele. Pewnie wiesz, jakie jest jego największe marzenie związane z karierą żużlową…

Oczywiście pod tym względem nie różni się od pozostałych chłopaków. Jego marzeniem jest dostać się do cyklu Grand Prix i zostać kiedyś mistrzem świata.

Jak sądzisz, Szymon dobrze czuje się w klubie z Gorzowa? Nie planuje na ten moment żadnych zmian?

Na pewno dobrze czuje się w Gorzowie, od samego początku to środowisko mu odpowiadało. A czy planuje jakieś zmiany, tego nie wiem, ponieważ to jeszcze nie jest czas na to, aby myśleć co będzie w przyszłym roku. Czas pokaże.

Kariera żużlowca to nieustanne wzloty i upadki, bywają momenty lepsze, ale i gorsze. Jak Szymon znosi te drugie?

Tak, mój mąż nawet w tym sezonie jest doskonałym przykładem na to, że bywa różnie. Powiem tak, on znosi je odpowiednio do sytuacji, w jakiej się znajduje. Jest odpowiedzialnym ojcem dwójki małych dzieci, tak więc swoich problemów absolutnie nie przynosi do domu. Potrafi sobie to sam w głowie poukładać i wyciągnąć wnioski.

To teraz pytanie o Ciebie. W środowisku sportowym często żony bądź partnerki zawodników przyjaźnią się ze sobą. Jak to wygląda u Ciebie? Utrzymujesz bliższe relacje z którąś z dziewczyn?

Tak, ja utrzymuję oczywiście kontakt, a taki najbardziej trwały i intensywny mam z narzeczoną Bartka Zmarzlika – Sandrą. Bardzo się lubimy, dzwonimy do siebie i spotykamy się czasami.

A czym się zajmujesz zawodowo? Słyszałem, że macie pizzerię. Jaką funkcję tam pełnisz?

To znaczy my nie mamy stricte pizzerii. To jest tylko dodatek. A naszą własnością jest lounge bar, gdzie serwujemy dania tradycyjne, nie tylko kuchni polskiej, ale również zagranicznej. Ten biznes został otwarty głównie na potrzeby takiej dużej firmy z branży IT na terenie biurowców w Bydgoszczy. Także to właśnie oni są głównym odbiorcą, ale również inne firmy znajdujące się w pobliżu. A pizzę dodaliśmy do menu, aby trochę im urozmaicić serwowane dania. A moją rolą w tym wszystkim jest po prostu bycie właścicielką, ale oczywiście jak tylko mogę to pomagam dziewczynom, robię wszystko i żadnej pracy się nie boję.

Muszę jeszcze na chwilę poruszyć temat pracy Szymona. Żużel nie należy do kategorii sportów bezpiecznych, a macie dwójkę małych dzieci. Czy oglądając go na zawodach, zwyczajnie martwisz się, masz z tyłu głowy to, że właściwie w każdej chwili może przytrafić mu się jakaś kontuzja?

Tutaj nie chciałabym żeby ktoś mnie źle zrozumiał. Ja nie to, że się nie martwię, ale po prostu nie myślę o takich rzeczach, nie dopuszczam do siebie takiej myśli, że coś mogłoby się stać. Bardziej emocjonuję się tym, aby Szymon zdobył jak najwięcej punktów i wygrywał wyścigi, a o upadkach, kontuzjach i innych nieprzyjemnościach staram się w ogóle nie myśleć. Szczerze mówiąc, cieszę się, że mam właśnie taki charakter. Dzięki temu mam chłodniejszą głowę i mogę skupić się na tym, aby go dopingować.

Dobrnęliśmy już prawie do końća. Moje ostatnie pytanie do Ciebie… Co uważasz za swój największy życiowy sukces, z którego jesteś tak po ludzku dumna?

Małżeństwo z moim mężem. Oczywiście ktoś mógłby zasugerować, że dzieci. I miałby rację, jednak dzieci są pokłosiem naszego wspólnego życia i szczęścia. Gdyby nie małżeństwo z Szymonem, nie miałabym teraz dwójki wspaniałych córeczek, dlatego właśnie to uważam za swój największy życiowy sukces.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Ja również dziękuję. Nie było wcale tak strasznie!

Rozmawiał SEBASTIAN SIREK

  1. Fajnie się to czyta i ogląda. Świetne zdjęcia, takie ciepłe, prawdziwie rodzinne. Bije z nich , tak po prostu, ludzkie szczęście.
    Jakie przeciwieństwo do tego, co serwuje sie nam tutaj co tydzień z instagrama, gdzie tylko widać szpan, tatuaże, udawane treningi, spocone dresiki i dziunie miss dożynek.
    Brawo Szymon z rodziną!

  2. Podpisuję się pod komentarzami kolegów, bardzo fajna para, a właściwie cała rodzinka + psiak😀. Widać miedzy nimi dużo miłości i zrozumienia. Wierzę, że za 40 lat będzie tak samo, czego oczywiście Im życzę 😉.
    Super cykl tych wywiadów z żonami i partnerkami żużlowców, no i fajnie że po skandynawskiej serii jesteśmy na “naszym” podwórku 😉

  3. Porozmawiajcie z Panią Małgosią Huszcza. Żona Pana Andrzeja i córka Pana Roberta Nawrockiego. Na pewno opowie wiele świetnych wspomnień o mężu i tacie. Zielona Góra i Świętochłowice.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.