W czwartym odcinku serialu „Jazda o złoto. Żużel na podsłuchu” emitowanym przez Canal+ wrócił temat kontrowersyjnego spotkania rundy zasadniczej w Częstochowie. Rywalem Krono-Plast Włókniarza była Betard Sparta Wrocław, a żużlowcy musieli ścigać się na ekstremalnych warunkach. Doszło do wielu groźnych wypadków, a po ostatnim z nich również do awantury Janowskiego z komisarzem toru, Tomaszem Walczakiem. Żużlowiec wrócił myślami do tych wydarzeń.

 

Do niebezpiecznych sytuacji na częstochowskim torze dochodziło raz za razem, a groźne upadki zaliczyli m.in. Artiom Łaguta czy Kacper Woryna. Mijanek było jak na lekarstwo, a jeśli już się zdarzały, to były spowodowane tym, że zawodnik jadący z przodu tracił kontrolę nad motocyklem i musiał ratować się przed spotkaniem z mokrą nawierzchnią, na czym korzystał rywal. Ze względu na opady deszczu start spotkania został opóźniony, a następnie nie przeprowadzono ani jednego równania toru. – To była parodia, a nie mecz – przywołuje to spotkanie Andrzej Rusko. – Za to, co się stało w 14. biegu, mogę tylko dziękować Bogu, że się skończyło tak jak się skończyło – dodał.

Żużel. Hansen na życiowym zakręcie. Mówi o ofertach i przyszłości! (WYWIAD)

Żużel. Kto powinien objąć stery reprezentacji? Ma swojego faworyta!

Żużel. Nowa jakość w Unii Tarnów? “Klub ma potencjał, by wrócić do Ekstraligi” (WYWIAD)

Kiedy mecz był już rozstrzygnięty, w 14. biegu przy podwójnym prowadzeniu wrocławian Philip Hellstroem-Bangs przeszarżował i z impetem wjechał w Macieja Janowskiego. Kraksa wyglądała bardzo groźnie, ale na szczęście po paru minutach obaj zawodnicy wstali o własnych siłach. Kiedy wyraźnie oszołomiony Janowski siedział na przyczepie quada, który miał go przetransportować do parkingu, podszedł do niego komisarz toru, Tomasz Walczak i wywiązała się niezbyt miła rozmowa. Po kilku sekundach Janowski mocno gestykulował wskazując miejsce swojego wypadku, a także kraksy Artioma Łaguty, a ostatecznie… rzucił w kierunku Walczaka rękawiczką. I otrzymał za to czerwoną kartkę.

– Tor był cały zalany, więc dla nas było jasne że nie ma sensu jechać na takim torze, ponieważ jest nieprzewidywalny i niebezpieczny – mówi. – Pamiętam wszystko. Dobry start, dobry pierwszy łuk i nagle „lot”. Przez chwilę myślałem, że po raz kolejny uszkodziłem stopę i będzie mnie czekała znów długa przerwa. Po prostu wybuchłem. Sam widok komisarza spowodował we mnie upust tych emocji. Już kompletnie nie pamiętam co mówiłem do niego, a co on do mnie. To bardzo emocjonujący sport, nie tylko na trybunach. Podaliśmy sobie rękę, a jedna i druga strona zrozumiała – powiedział Janowski.

Ostatecznie mecz został przerwany po pierwszej odsłonie 14. gonitwy, a Włókniarz zwyciężył 46:31. To spotkanie zapisało się w pamięci kibiców na długie tygodnie i było szeroko omawiane.