lotto partner główny serwisu
pon. Sie 19, 2019

Jason Doyle: Nie jestem gburem i to nie tak, że mi się nie chciało

Zajmując drugie miejsce podczas Grand Prix Challenge w Lonigo (2015), wkroczył do elity najlepszych żużlowców świata. W 2016 roku kontuzja sprawiła, że zakończył rywalizację na piątej pozycji. W sezonie 2017 na Jasona Doyle’a mocnych już nie było, sięgnął po złoty medal. Jak to w żużlu bywa, po wyśmienitym sezonie przyszedł słabszy, ten niedawno zakończony. Zawodnik liczy, że w kolejnym rozdaniu znów się znajdzie na światowym topie.

– To nie jest absolutnie tak, że po tytule wywalczonym w sezonie 2017 nie miałem ambicji, czy mi się nie chciało. Miałem po prostu gorszy czas w minionym sezonie i zrobię wszystko, aby w 2019 roku znów być na żużlowym topie – mówi Australijczyk dla brytyjskiego Speedway Star. 

Zawodnik, który w barwach Australii debiutował w Pucharze Świata w sezonie 2013, nie ukrywa również, że wpływ na jego słabszą formą w minionym sezonie miała kontuzja, którą odniósł po kolizji z Linusem Sundstroemem podczas kwietniowego meczu ligowego na stadionie imienia Edwarda Jancarza.

– Nigdy wcześniej nie byłem mistrzem świata i, powiem szczerze, nie wiedziałem do końca, jak to będzie. Rozmawiałem, wymieniałem spostrzeżenia z zawodnikami, którzy sięgnęli po tytuł. Mówili mi, że każdy chce bić mistrza. Nie do końca w to wierzyłem, a okazało się to prawdą. Przeżyłem to bolesne  doświadczenie na sobie. Mam za sobą kilka wypadków i kilka ostrych starć na torze. Wypadek w Gorzowie tylko to potwierdził, jak się jeździ jako champion. Bardzo ciężko było mi się po tym karambolu pozbierać, choć nikomu się z tego nie zwierzałem. Chciałem się bawić żużlem w sezonie 2018, a spotkałem się z wszechotaczającą presją. Gdy jesteś mistrzem świata, to niektórzy wymagają od ciebie wyłącznie kompletów w każdym starcie, a to przecież tylko sport – komentuje Doyle.

Zwycięzca czterech rund Grand Prix w sezonie 2016 uchodzi wśród osób związanych z żużlem, czy też samych kibiców, za osobę bardzo niedostępną, a niekiedy wręcz nieprzyjemną. On sam temu zaprzecza.

– To nie jest tak, jak się wszystkim wydaje. Po prostu jadąc na dane zawody skupiam się na nich. Kibice, działacze czy inne osoby kręcące się podczas zawodów szukają na siłę kontaktu. Chcą porozmawiać, zrobić zdjęcia itd. Nie jestem temu w tym momencie przychylny i na tej podstawie taki wizerunek mojej osoby się utrwalił. Szczególnie w minionym sezonie, kiedy byłem mistrzem świata. Nikt nie patrzy przez pryzmat zawodnika, który chce się skupić na prawidłowym wykonaniu swojej pracy, tylko mówi się, że Doyle to gbur i arogant w jednej osobie – komentuje zawodnik toruńskiego klubu.

Były obcokrajowiec drugoligowego Kolejarza Rawicz nie patrzy jednak wstecz. Z nadziejami przygotowuje się do kolejnego sezonu. – Wydaje mi się, że najgorsze mam za sobą. Co złe, zostawiam w tyle. Skupiam się na przyszłości. Cieszę się, że sponsorzy ze mną zostali. Niezmiernie mi również miło, że jednym z nich będzie firma Hagon Shocks. Przyznam, że nigdy nie wierzyłem, iż ta znana w żużlu firma zostanie kiedyś moim głównym sponsorem. To spełnienie jednego z moich marzeń z młodości. Będę startował w starych tradycyjnych kolorach tej firmy, nawiązujących do jej najlepszych czasów. Hagon to nie jest jedyny sponsor. Są ze mną pozostali. Ten fakt pozwala mi z nadzieją patrzeć na sezon 2019. Jest zdrowie, jest zaplecze, powinno być więc dobrze – podkreśla 33-latek na stronach dla Speedway Star.

Jeśli chodzi o aspiracje sportowe, Doyle nie ukrywa, że ponownie zamierza dobrze wypaść w mistrzostwach świata, jak i solidnie punktować w zawodach ligowych.

– Jaki był mój miniony sezon w Grand Prix, to każdy wie. Od czerwca starałem się gonić i był plan, aby znaleźć się w pierwszej ósemce. Wypadnięcie z ósemki byłoby totalną katastrofą. Wiem, jak ciężko należy pracować, aby być w tej pierwszej ósemce. Tak naprawdę uratowały mnie rundy w Krsko i w Teterow. W sezonie 2019 cudów nie oczekuję i nie powiem, że jadę po tytuł. Jadę jako ten stary Jason Doyle, bez żadnej presji, znów o miejsce w ósemce. Wszystko powyżej uznam za swój sukces. Chcę też dobrze wypaść w zawodach ligowych, aby nie zawieść tych klubów, które mi zaufały. Najważniejsze jednak, aby obyło się bez kontuzji. One są w stanie wywrócić całe twoje plany do góry nogami. Cieszę się, że wygrałem Zlata Prilbę. Zwycięstwo w tych zawodach znów przywróciło mi wiarę, że mogę startować na wysokim poziomie – komentuje urodzony w Newcastle zawodnik.

Żużlowiec, który w Anglii zaczynał swoją karierę na torze w Isle of Wight (2005), nie ukrywa radości, że cykl Grand Prix ponownie ma zawitać w przyszłym sezonie do Australii. – Dla mnie nie ma większego znaczenia, w jakim mieście ostatecznie zawody się odbędą. Najważniejsze, że jest to taka wisienka na torcie. Możliwość startu w Australii, gdzie masz swoją rodzinę oraz przyjaciół. Bardzo się cieszę, że cykl tam wraca, choć w kolejnych latach – gdybym ja o tym decydował – to raczej zaczynałbym na Antypodach sezon, a nie kończył. Więcej fanów speedwaya jest jednak na kontynencie europejskim i tam powinno się koronować nowego mistrza świata – podsumowuje Jason Doyle.

Łukasz Malaka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.