Główny partner portalu

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

To z pewnością największy powrót ostatnich lat. Po długiej, siedmioletniej przerwie do ścigania wrócił Jason Crump, który wziął udział w indywidualnych mistrzostwach Wielkiej Brytanii. Australijczyk pokazał się z bardzo dobrej strony i wywalczył brązowy medal na torze w Manchesterze. Co skłoniło go do powrotu, jakie zmiany zaszły w żużlu w czasie jego „emerytury” i jakie wydarzenia z czasów kariery wzbudzają w nim największe emocje? O tym w poniższej rozmowie. 

Jason, na żużlu ścigali się Twój tata oraz dziadek. W jakim stopniu ten fakt pomógł Ci w rozwoju kariery?

Trudno powiedzieć, w jakim stopniu mi to pomogło. Na pewno dało mi to możliwość oglądania żużla od najmłodszych lat, uczenia się jak to wygląda od środka. To jasne, że otrzymywałem z ich strony pomoc, ale nie rozpatruję tego pod takim kątem, że nie dałbym sobie rady, gdyby moja rodzina nie była związana z żużlem. Być może dzięki nim po prostu szybciej niż normalnie wszystkiego się nauczyłem i mogłem rozpocząć swoją karierę wcześniej.

Co najbardziej Cię zaskoczyło, gdy przyjechałeś do Europy po raz pierwszy?

Chyba to, jak profesjonalni i „trudni” są wszyscy żużlowcy. Nazwiska, o których macie okazję poczytać na łamach Speedway Star czy gdziekolwiek, to są naprawdę nazwiska ludzi, którzy są lub byli nieziemsko dobrzy w tym, co robią. Gdy o nich czytasz, nie wiesz jak to jest, nie jesteś sobie w stanie wyobrazić tego, że oni naprawdę odnieśli wielkie sukcesy. Gdy stajesz z nimi do walki, dopiero wówczas to zauważasz i doceniasz klasę zawodników.

W trakcie kariery dość często zmieniałeś kluby w Polsce. Jakie były główne powody tych zmian? Co było dla Ciebie najważniejsze przy podpisywaniu kontraktów?

Kiedy ja startowałem w Polsce, w klubach obowiązywał limit dwóch obcokrajowców w drużynie. Czasami więc, gdy pojawiał się ktoś lepszy, lub z jakichś przyczyn nie mogłeś startować, to automatycznie przegrywałeś swoją umowę, bo brakowało miejsca w składzie. Szczerze powiem, że w większości przypadków, to był wybór danego klubu, a nie do końca mój.

Tak naprawdę jedyny raz, kiedy to ja sam zdecydowałem się na zmianę to był rok 2010, gdy startowałem we Wrocławiu. Czułem, że potrzebuję zmiany środowiska, we Wrocławiu jeździłem już kilka lat. To jest kwestia bardzo indywidualna i każdy zawodnik podchodzi do tych spraw inaczej. Jest też sprawa sponsorów, ja na przykład, w początkowych etapach mojej kariery nie miałem tak dużej wartości dla sponsorów jak bardziej doświadczeni zawodnicy z sukcesami na koncie, więc siłą rzeczy zdarzało się, że zostawałem pomijany.

A który z polskich klubów wspominasz najlepiej?

Zdecydowanie Wrocław. Wpływ ma na to wiele czynników. Gdy ja tam startowałem, to był świetny czas dla Wrocławia. Pan Andrzej Rusko oraz Pani Krystyna Kloc są doskonałymi prezesami, a trener Marek Cieślak był i jest do dziś rewelacyjnym fachowcem, trenerem i mentorem. W 2006 roku zdominowaliśmy ligę. Kryzys pojawił się w roku 2009, który był fatalny dla klubu, ale z kolei świetny dla mnie. Wiele czynników się na to składa, że właśnie te lata w tym klubie wspominam najlepiej i zawsze chętnie wracam do tych wspomnień.


Czy wiesz, że tylko Tobie oraz Ove Fundinowi udała się sztuka stawania na podium mistrzostw świata aż 10 lat z rzędu? Czy jesteś dumny z tego osiągnięcia?

Tak, jestem bardzo dumny, to jest jedna z tych rzeczy, które pozwalają ci się czuć wyjątkowo. Wiesz, gdy patrzysz z zewnątrz na takich mistrzów speedway’a jak Tony Rickardsson, Hans Nielsen, Ivan Mauger czy Barry Briggs, podziwiasz ich, ale im się ta sztuka nigdy nie udała, a mnie i Ove Fundinowi tak. Tak naprawdę tylko ja i najbliższe mi osoby wiedzą jak wiele pracy oraz trudu mnie to kosztowało. Masa wyrzeczeń, mnóstwo ciężkiej pracy, treningów, poświęcenia, to są rzeczy, których kibic nie widzi gołym okiem. Prawdę mówiąc, prawdopodobnie właśnie dlatego już w wieku 37 lat byłem tak bardzo zmęczony, że zdecydowałem się zakończyć karierę.

Dlaczego po tak długiej przerwie zdecydowałeś się na powrót do żużla?

Tak jak wspomniałem, byłem wtedy mocno wykończony, a moje dzieci były małe i wymagały czasu, opieki oraz ojca, który się nimi zajmie. Teraz odpocząłem, dzieci dorosły i stąd ta decyzja o powrocie.

Czy masz żal do swojego syna, że wybrał nieco inną ścieżkę w życiu i nie chciał zostać żużlowcem?

Cieszę się, że mój syn obrał w swoim życiu taką drogę, z której jest zadowolony i zajmuje się tym, co daje mu radość. Właśnie to jest najważniejsze. Dlaczego mój syn miałby czuć się zobowiązany do uprawiania żużla? Nie ma takiej potrzeby, każde dziecko ma prawo wyboru własnej ścieżki, a my jako rodzice wspieramy go w każdej sytuacji.

Słyszałeś pewnie o powiedzeniu „syndrom Crumpa”. Czy rzeczywiście jazda w lidze dzień po turnieju Grand Prix stanowiła dla Ciebie trudność?

Osobiście myślę, że jako żużlowcy jesteśmy do tego zaprogramowani. Na początku każdego miesiąca sobie siadasz, patrzysz w kalendarz i widzisz, że tego i tego dnia jesteś w Czechach, następnego dnia w Anglii, potem Grand Prix, kolejny dzień we Wrocławiu… Wtedy mówisz sobie „Po prostu to zrób, to twoja praca”. Oczywiście, zdarzały się sytuacje, że po Grand Prix, zwłaszcza gdy turniej był ciężki i wymagający, a często takie były, bywało się zwyczajnie zmęczonym. Jednak w tym sporcie 95% zawodników jest w stanie niezwykle szybko się zregenerować.

Dokładnie tego nie pamiętam, ale podobno kiedyś podczas Drużynowego Pucharu Świata pokazałeś polskim kibicom pośladki. Co było tego powodem?

W tamtych czasach na stadiony można było wnosić butelki, puszki i inne przedmioty, którymi fajnie się rzuca. W moją stronę po każdym wyścigu coś leciało. Natomiast stwierdzenie, że pokazałem pośladki moim zdaniem jest nieco krzywdzące. Dlaczego? Spójrz na kombinezon narodowy, i zwróć uwagę gdzie znajduje się flaga Australii. A no z właśnie z tyłu. Więc pokazałem flagę, nie cztery litery.


W trakcie kariery miałeś wielu rywali. Tomasz Gollob i Tony Rickardsson to zapewne ci najwięksi. Jak ich postrzegałeś? Jakie mieli wady i zalety?

Jeśli mam być absolutnie szczery, nigdy nie patrzyłem na takie rzeczy. Tony podniósł profesjonalizm żużla w mojej epoce na inny poziom. Nigdy nie patrzyłem na jego siłę lub słabość. Zawsze skupiałem się na sobie, żeby go pokonać. Próba znalezienia jakiejś słabości Tony’ego była prawie niemożliwa, więc po co było marnować czas?

Tomasz był inny, ponieważ miał duże oczekiwania i dużą presję ze strony Polski, prawdopodobnie przez to, że były to późne lata 90. i początek 2000. Chyba nie radził sobie dobrze z tą presją poza Polską, ale z  kolei w swoim kraju radził sobie świetnie.

Co sądzisz o Bartoszu Zmarzliku? Czy uważasz, że rzeczywiście jest to najlepszy zawodnik współczesnego speedway’a. Kto Twoim zdaniem byłby w stanie go pokonać?

Naprawdę nie widzę tego, żeby ktokolwiek był w stanie go pokonać. Jest najlepszy na świecie, ponieważ jest mistrzem świata. W tej chwili występuje jak prawdziwy mistrz świata. Początek sezonu był dla niego trudny i to normalne, ponieważ gdy jesteś mistrzem świata, to każdy wkłada dodatkowy wysiłek, aby cię pokonać wiem o tym.

Jego występy w pierwszych kilku Grand Prix nie były wyjątkowe, ale od tamtej pory jest w ogniu. Widziałem, jak jeździ i cieszę się, że nie muszę się z nim ścigać! To znaczy Tai Woffinden i Freddie (Lindgren –dop.red.) oraz reszta rywali są świetni, rewelacyjni i nie można im tego odebrać. Woffy nie popełnił błędu w Pradze, a Bartosz jednak minął go, bo jest najlepszy na świecie. Widać, że w tej chwili ma absolutne oko tygrysa. Oglądanie kogoś, kto jeździ na najwyższym poziomie, jest przyjemnością.

Znam Bartosza od małego chłopca i mamy ze sobą jakiś kontakt. On jest jak old school rider, zna historię żużla. Jestem naprawdę dumny, ponieważ uważam, że kiedy jesteś mistrzem świata, ważne jest, abyś znał i rozumiał historię, a także zawodników, którzy byli przed tobą. Trzeba ich szanować. Nie tylko tych z lat 90-tych czy 2000-tych, ale i tych z lat 80-tych, 70-tych i 60-tych. Wiem, że Bartosz to robi, bo wiem, że żyje dla żużla, studiuje ten sport, jest definicją prawdziwego mistrza.

Który tytuł mistrza świata był dla Ciebie najtrudniejszy? Przy którym musiałeś napracować się wyjątkowo bardzo?

Pierwszy, który zdobyłem. Wcześniej przez trzy lata kończyłem na drugim miejscu i wiele osób powie, że między wygraną, a przegraną jest bardzo cienka granica. To było bardzo trudne zadanie, aby rok po roku wracać na ten szczyt tabeli i walczyć do upadłego o to, o co każdy z nas walczy. Masa pracy, dużo trudu, momenty zwątpienia, ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że warto.

Jakie mógłbyś wskazać zmiany, które zaszły w żużlu odkąd zakończyłeś karierę? Które z nich przyniosły korzyści, a które są bez sensu?

Na pewno sprzęt, maszyny mocno ewoluowały, ale nie jestem w stanie określić, czy nastąpiło to z korzyścią dla dyscypliny czy też nie. Natomiast zdecydowanie nie rozumiem obecnych regulacji związanych z techniką startową. Pierwszy przykład – ostatnie GP w Pradze. Na własne oczy, wspólnie z Leonem Madsenem, oglądaliśmy jego start, który był perfekcyjny, idealny, ale wyścig został przerwany, a Madsen ukarany. Za co? Nie wiem…

Naprawdę nie jestem w stanie pojąć tych wszystkich zasad, mam wrażenie, że odpowiedzialne za nie osoby nie mają wyobraźni jak trudno jest utrzymać motocykl żużlowy na pełnych obrotach w bezruchu. Tam nie ma hamulca! No i po co jest taśma? Chyba właśnie po to, ze faul następuje dopiero w momencie, gdy się jej dotknie. W motocrossie jest bramka, której nie można przekroczyć, w żużlu jest taśma, a zawodnicy karani są za mikroruchy, nie dotykając jej. No więc po co ona jest? Opinia ludzi tworzących regulamin jest sprzeczna z tą, którą maja zawodnicy. Wzywam każdego, żeby się sprawdził z obojętnie jakim żużlowcem na czas reakcji. Gwarantuję, że nikt nie ma szans. Zostawcie to, ten przepis jest bez sensu, jest od tego taśma, którą jak się dotknie, to jest faul. Za moich czasów tak było i to było normalne.

Jason Crump.



Czy trudno było Ci się odnaleźć po zakończeniu kariery? Miałeś jakiś pomysł co robić dalej, czym się zająć?

Nie bardzo, robiłem to przez 21 lat, ścigałem się o mistrzostwa świata, ścigałem się na najwyższym poziomie. Byłem gotowy, aby skończyć już z cyklem Grand Prix, a gdy skończyłem, byłem z tego całkiem zadowolony. Naprawdę planowałem kontynuować jazdę, ale kiedy w tamtym roku wróciliśmy do Australii, dzieciaki bardzo dobrze zadomowiły się w szkole i po prostu nie pasowało to do naszego życia.

Mieliśmy przerwę od wszystkiego, naprawiłem swoje ciało i potrzebowałem chyba od sześciu do dziewięciu miesięcy wolnego od jazdy, ponieważ musiałem kilka rzeczy poukładać, „naprawić”. Łatwo było się z tego wycofać. Nie tęskniłem za żużlem przez kilka lat, byłem całkiem zadowolony, wiedliśmy dobre życie, życie, którego zawsze potrzebowaliśmy. Dzieci skończyły już szkołę, radzą sobie dobrze, a teraz nadszedł czas, żebym znów mógł pojeździć, pościgać się na motocyklu, więc pomyślałem, dlaczego nie?

Czy masz jakiś swój ulubiony turniej Grand Prix? Który z nich zapadł Ci w pamięci?

Oczywiście najbardziej zapamiętuje się takie momenty, jak zdobycie tytułu mistrza świata, ale tych turniejów, i ogólnie wyścigów podczas całej kariery było mnóstwo. Jeździłem w Anglii, w Polsce, w Szwecji, w Grand Prix, dlatego nie podejmę się wyboru jednego, jedynego turnieju. Gdy jest się żużlowcem i walczy się o najwyższe cele, wówczas skupiasz się na każdym wyścigu z osobna, na każdym turnieju z osobna.

A czym się obecnie zajmujesz w „normalnym” życiu?

Reprezentuję klub z Ipswich, oprócz tego pomagam mojemu synowi Sethowi, który startuje w HEL Performance British Junior Supersport Championship. Dodatkowo prowadzimy również biznesy w Australii oraz Wielkiej Brytanii.

Z pewnością śledzisz rozwój karier młodych żużlowców z Australii. Który z Australijczyków, Twoim zdaniem, obecnie jest najlepszy? I który z tych młodych chłopaków ma papiery na odniesie sukcesu?

Z australijskiego punktu widzenia, uważam, że obecnie najlepiej radzą sobie Jaimon Lidsey oraz Jack Holder. Jack z pewnością zrobił duży krok naprzód, a świetną okazją do sprawdzenia się było otrzymanie dzikiej karty na turnieje Grand Prix w Toruniu. Na tej podstawie Jack może ocenić, w którym miejscu się znajduje i co jest w stanie zdziałać, co poprawić, w którą stronę iść dalej.
Również Jaimon świetnie wystrzelił w PGE Ekstralidze w tym sezonie, zdobył również tytuł indywidualnego mistrza świata juniorów, więc jeśli miałbym typować, to właśnie ci dwaj faceci prezentują obecnie najwyższy poziom. Oczywiście w tym miejscu niczego nie umniejszam takim rajderom jak Jason Doyle czy Max Fricke, którzy w Grand Prix ścigają się już długo. Doyle prezentuje teraz znakomity poziom, miał problemy na początku sezonu i jestem pewien, że gdyby zaczął tak, jak jedzie teraz to również walczyłby o najwyższe laury.

Jesteś prawdziwą legendą tego sportu. Jakiej rady udzieliłbyś młodym chłopcom, którzy marzą o wielkiej karierze?

Kochajcie to, co robicie.

Jaki był Twój najtrudniejszy, najgorszy moment w karierze?

Chyba przegrana walka o tytuł mistrza świata w 2003 roku.

Czy miałeś kiedyś zwyczajnie dosyć tego, co robisz? Jak radziłeś sobie z kryzysami?

Gdy czułem się zmęczony i miałem dosyć, wówczas właśnie zakończyłem karierę. Wcześniej takich momentów nie było.



Twoim zdaniem, co we współczesnym żużlu jest ważniejsze? Dobry i szybki sprzęt z najwyższej półki czy umiejętności zawodnika

To trudne pytanie, moim zdaniem wszystko musi współgrać. Najgorszy zawodnik na świecie nie wygra nawet na sprzęcie z kosmosu, natomiast najlepszy zawodnik na świecie nie wygra na beznadziejnym sprzęcie.

Gdybyś mógł cofnąć się w czasie, czy zdecydowałbyś się ponownie zostać żużlowcem?

Oczywiście, że tak. W mojej karierze nie wydarzyło się nic złego i jestem z niej zadowolony w 95%. W międzyczasie wielu zawodników kończyło swoje kariery, a zauważcie, że zazwyczaj są to zawodnicy, którzy nie są już w stanie utrzymać się na wysokim poziomie, wypadają z cyklu Grand Prix, ponieważ nie mieszczą się w najlepszej ósemce. Dla wielu jest to sygnał, że należy odejść. U mnie było inaczej, w momencie, gdy podjąłem decyzję, że kończę z tym, byłem nadal stałym uczestnikiem cyklu Grand Prix, nie pamiętam które miejsce wówczas zajmowałem, ale chyba piąte lub szóste. Oddałem swoje miejsce, zajął je wtedy Andreas Jonsson.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali ŁUKASZ MALAKA I SEBASTIAN SIREK

3 komentarze on Jason Crump: Cieszę się, że nie muszę się ścigać ze Zmarzlikiem (wywiad)
    Kuluarom i wrocławskim kombinatorom śmierć
    8 Oct 2020
    7:29pm

    Fajny wywiad. Bardzo lubię i szanuję Crumpa. Cieszę się że wrócił. Nie zgadzam się tylko z jego zdaniem na temat duetu Rusko/Kloc.

    Slawek
    8 Oct 2020
    8:52pm

    Wywiad „rzeka” jednak widać, że Jason to fajny gość, pamiętam go doskonale, wiele emocji i światowa klasa przez wiele lat. Gość ma szacunek zarówno dla „starych i młodych ” mistrzów i za to szacun. Ogólnie Crump, Adams i Sullivan to team spirit.
    Bardzo fajny i treściwy wywiad, życzę Jasonowi dobrej i bezpiecznej zabawy w speedway, dopóki będzie sprawiało Mu to radość.
    Powodzenia.

    było inaczej
    9 Oct 2020
    5:44am

    …ale ściemnia fałszywiec, pokazał kibicom cztery litery i to szokująco długo, robiąc rundki wypinając się na Olimpijskim i to nie dlatego, że niby od początku zawodów, po każdym biegu weń rzucano (niby za co miano to robić ? bez sensu), tylko dlatego, że w decydującym o wygraniu DPŚ momencie wypierdzielił Krzyżaniaka i nie został wykluczony, a wykluczono Krzyżaniaka (wówczas zawodnika WTS) i w ten sposób Australia wygrała wtedy DPŚ, publika się wkurzyła i wyładowała na Crumpie, a Crump zaczął swój żenujący spektakl, długo pokazując publice, gdzie ją ma… kibice WTS-u nie mają jednak zupełnie pamięci, bo jakiś czas później Crump, jak gdyby nigdy nic stał się ich ulubieńcem… za to dzisiaj wypominają Worynie, porównując do tego co zrobił Crump – jakąś śmieszną błahostkę… kibice WTS-u od zawsze byli i są niepoczytalni i niedorzeczni…

Skomentuj

3 komentarze on Jason Crump: Cieszę się, że nie muszę się ścigać ze Zmarzlikiem (wywiad)
    Kuluarom i wrocławskim kombinatorom śmierć
    8 Oct 2020
    7:29pm

    Fajny wywiad. Bardzo lubię i szanuję Crumpa. Cieszę się że wrócił. Nie zgadzam się tylko z jego zdaniem na temat duetu Rusko/Kloc.

    Slawek
    8 Oct 2020
    8:52pm

    Wywiad „rzeka” jednak widać, że Jason to fajny gość, pamiętam go doskonale, wiele emocji i światowa klasa przez wiele lat. Gość ma szacunek zarówno dla „starych i młodych ” mistrzów i za to szacun. Ogólnie Crump, Adams i Sullivan to team spirit.
    Bardzo fajny i treściwy wywiad, życzę Jasonowi dobrej i bezpiecznej zabawy w speedway, dopóki będzie sprawiało Mu to radość.
    Powodzenia.

    było inaczej
    9 Oct 2020
    5:44am

    …ale ściemnia fałszywiec, pokazał kibicom cztery litery i to szokująco długo, robiąc rundki wypinając się na Olimpijskim i to nie dlatego, że niby od początku zawodów, po każdym biegu weń rzucano (niby za co miano to robić ? bez sensu), tylko dlatego, że w decydującym o wygraniu DPŚ momencie wypierdzielił Krzyżaniaka i nie został wykluczony, a wykluczono Krzyżaniaka (wówczas zawodnika WTS) i w ten sposób Australia wygrała wtedy DPŚ, publika się wkurzyła i wyładowała na Crumpie, a Crump zaczął swój żenujący spektakl, długo pokazując publice, gdzie ją ma… kibice WTS-u nie mają jednak zupełnie pamięci, bo jakiś czas później Crump, jak gdyby nigdy nic stał się ich ulubieńcem… za to dzisiaj wypominają Worynie, porównując do tego co zrobił Crump – jakąś śmieszną błahostkę… kibice WTS-u od zawsze byli i są niepoczytalni i niedorzeczni…

Skomentuj