5. runda FIM Speedway Grand Prix w Pradze

2020-09-18 19:00:00

PGE Ekstraliga: PGG ROW Rybnik – Betard Sparta Wrocław 39:51

2020-09-14 20:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Motor Lublin – RM Solar Falubaz Zielona Góra 52:38

2020-09-13 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Fogo Unia Leszno – Eltrox Włókniarz Częstochowa 54:36

2020-09-13 16:30:00

Zakończona

Przejdź

4. runda FIM Speedway Grand Prix w Gorzowie

2020-09-12 19:00:00

Zakończona

Przejdź

3. runda FIM Speedway Grand Prix w Gorzowie

2020-09-11 19:00:00

Zakończona

Przejdź

Janusz Michaelis: To chyba końcówka stadionu w Pile. Już wydano pozwolenie na postawienie bloku

fot. Sebastian Daukszewicz

Janusz Michaelis to człowiek instytucja pilskiego speedwaya. Z Polonią związany na dobre i złe od momentu reaktywacji żużla w mieście. Zrazu w grupie inicjatywnej, z czasem trener zespołu, z którym święcił triumfy i przełykał gorzkie porażki. Zawsze oddany i pełen pasji, choć dziś nieco sceptyczny w ocenie aktualnych wydarzeń wokół jego ukochanego klubu. Trener był gościem Przemysława Sierakowskiego w programie Wieczorne Magnata Rozmowy.

Początki pilskiej Polonii po reaktywacji, to mnóstwo entuzjazmu, wiele zacnych osób zaangażowanych w przedsięwzięcie i masa dobrej energii. Nie było rzeczy niemożliwych…

Trzeba powiedzieć, że od samego pomysłu Marka Wieczorka byłem w grupie inicjatywnej. Uczciwie powiem, że gdyby porównać tamte czasy ze współczesnymi, to zupełnie dwa różne światy. Wtedy wszyscy pomagali zupełnie bezinteresownie. Mogę powiedzieć, żeby oddać klimat, że aby pozyskać tłuczeń, kolejarze rozebrali… bocznicę. Lasy Państwowe przekazały bezpłatnie drewno, tartak pana Marciniaka przetarł je w prezencie dla klubu. Grupa Świadków Jehowy, w zamian za to, że mogła korzystać z naszej sali, przychodziła całymi rodzinami i montowała ławki. To był zryw w jednym celu – pomóc klubowi. Prawdziwe pospolite ruszenie i dużo entuzjazmu. Gdy poszły prace przy korytowaniu toru włączyła się firma pana Fiszera, wykonali krawężnik, porobili i przekazali profile, naturalnie również bezinteresownie. Niby nie minęło wiele lat od tamtej pory, ale w tej chwili nie byłoby to możliwe. Nawet gdyby grupa zapaleńców próbowała dziś tego samego, to od razu biją głową w mur, bo za dużo teraz komercji. To były zupełnie inne czasy.

Tamte wydarzenia to mnóstwo entuzjazmu, radości, ale potrzebna była też wiedza merytoryczna…

No tak. Takim głównym motorem i inicjatorem byli Lechu Kędziora i Jurek Budzeń. To dwie główne postaci. Kędziora powiedział prosto: – Nie ma ligi, nie ma żużla. Pewnie w Pile i tak ten sport by powstał, bo wielu ludzi było temu przychylnych, ale chcieliśmy wolniej, stopniowo. Na początek jakieś okazjonalne turnieje, zawody niższej rangi. Ale Leszek stwierdził od razu, że jak nie ma drużyny, nie ma patriotyzmu lokalnego. I trzeba przyznać z perspektywy czasu, że miał rację. Złożyliśmy zespół i ruszyło. Po każdym meczu, czy treningu, kiedy szliśmy na przykład na kolację, kibice podchodzili, pytali o nowinki, o ostatnie wydarzenia, o plany. Czuło się wsparcie i zainteresowanie na każdym kroku.

Łatwo było?

Żużel to bardzo skomplikowana dyscyplina sportu, chyba jak żadna inna. Tu nie tylko decyduje czynnik ludzki. Już jako trener, kilka lat później, mówiłem, że 70% wyniku to jest motocykl, a 30% człowiek. Z tych 30% czynnika ludzkiego, większość to głowa – myślenie, koncentracja, a siła fizyczna to tylko dodatek. Liczyła się i liczy technika, a nie mocowanie się z motocyklem. Hans Nielsen powiedział mi kiedyś, że sztuka nie polega na tym, żeby jechać i obsypywać ludzi czarną nawierzchnią z toru. Kunszt, to umiejętność doklejenia się do toru. Oczywiście koło, żeby w prowadzić motocykl w ślizg musiało trochę przekręcić, ale delikatnie, a potem powinno łapać idealną przyczepność. Motocykl powinien jechać płynnie do przodu. On potrafił idealnie dokleić się do toru. Pamiętajmy też, że wtedy były jeszcze manetki długoskokowe. To była większa sztuka niż współcześnie. To jednak zupełnie inna historia. Wracając do wątku, to człowiek stanowi najwyżej 30% sukcesu, muszą więc współgrać – motocykl i zawodnik. Żeby zaś motocykl jechał musi pracować sztab ludzi. Jeden mechanik na drużynę, to już w tej chwili nie da rady. Musi być tuner, musi być sprawny mechanik w teamie, który błyskawicznie uwinie się w trakcie meczu ze zmianami, to jest dzisiejszy żużel.

Wróćmy jeszcze na chwilę do początków. Pierwszy nabór…

No tak. Lechu zrobił autorską selekcję (śmiech). Ale były też próby na motocyklu trakcyjnym. Niektórzy zapisali się do szkółki, a pierwszy raz siedzieli na motocyklu. Tu chłopcy z pobliskich wiosek mieli przewagę, oni od dawna ujeżdżali WFM-ki i WSK-i po leśnych duktach i polach. Był nawet taki przypadek, że chłopak z miasta wsiadł, otworzył gaz i wjechał w blaszany garaż, bo nie rozumiał co się dzieje. Różnie z tą selekcją było, ale to tak właśnie bywa. Późniejsze nabory, to już była rozmowa z rodzicami, wstępna ocena predyspozycji fizycznych. Wzrokowo jak widziałeś wysokich ludzi, to jasne było, że chłopak wystrzeli, a tu potrzebny był raczej, powiedzmy, bardziej dostosowany do motocykla. W tej chwili byłoby to trudniejsze, bo komputery, bezruch fizyczny, ale wtedy można było dobierać pod żużel. Jak to był taki chłopak, który tam troszeczkę w szkołę kamieniami rzucał, zawsze musiał komuś jakąś psotę zrobić, to wiadomo było, że będzie się nadawał. Chodziło o charakter. Taki bardzo dobrze ułożony, prędzej czy później, ten strach, obawa, z niego wychodziły. Nauczyć adepta jeździć to nie jest wielka sztuka. Trzy, cztery treningi i będzie kręcił kółka. Nauczyć chłopaka się ścigać, to już jest wyższa szkoła jazdy. Do tego trzeba charakteru. Start spod sznurków, rozegranie pierwszego łuku, różne, trudne sytuacje na torze, umiejętność ukształtowania odpowiednich odruchów – to jest prawdziwa sztuka. Kiedyś motocykle i silniki też były inne. Miały zupełnie inny moment obrotowy. Z dołów można było wyciągnąć na góry. To był bardziej elastyczny sprzęt. W tej chwili to są sieczkarnie. Jak zawodnik wkręci na starcie, to zamyka na mecie. Jeżeli w trakcie wyścigu zdarzy się, że zawodnik nie ma wyjścia i musi ująć gazu, to już jest po nim. Tory też nie pomagają ściganiu. Ustawią się po pierwszym łuku gęsiego i tak jadą, bo na jednej ścieżce nie ma szans żeby się pościgać.

Klub z Piły bardzo szybko awansował w sportowej hierarchii. Co takiego się stało, że dziś nie ma tu klubu?

Powiem tak. Rzeczywiście progresja była, do tytułu mistrza Polski w krótkim czasie. Pracowałem ze znakomitymi fachowcami. Leszkiem Kędziorą, Andrzejem Koselskim, dojeżdżałem do Bydgoszczy gdy jeszcze żył dr Nieścieruk, Staszek Chomski, Marek Cieślak – było od kogo się uczyć. Miałem szczęście. No i druga rzecz. Myśmy bardzo mocno pracowali nad silnikami. Jurek Budzeń był w klubie od początku, w Philipsie robiliśmy chyba najlepsze wtedy krzywki w Polsce, to była znakomita współpraca. Silniki zbierały się niesamowicie na tych krzywkach. Jeździłem też do Finna Rune Jensena, gdzie polecił nas Hans Nielsen. Wtedy sprzęt nie był tak dostępny, a zachodni tunerzy niechętnie wypożyczali silniki do Polski, bojąc się kopiowania rozwiązań. Trzeba było specjalne oświadczenia podpisywać i przyjeżdżać z polecenia zaufanej dla tunera gwiazdy. Za nas gwarantował wówczas Hans. Przekonał Jensena, że nie będziemy niczego rozbierać, zaglądać i zwrócimy sprzęt po użyciu nienaruszony. I faktycznie, jechałem do Finna, on pytał tylko od kogo i na jaki tor. I nie było pomyłki. Silniki fruwały. To są takie niuanse. Jeśli początkowo był mechanik klubowy i tylko on, to z czasem trzeba było się rozwijać. Jurek Budzeń świetnie przygotowywał naszą rodzimą młodzież. Był Rafał Kowalski, Mariusz Franków, Krzysiek Pecyna, czy Tomek Gapiński. W składzie było dosyć ciasno. Mieliśmy mocną legię cudzoziemską z Dobruckim, Walczakiem, Okoniewskim, Hampelem. Nasi nie mogli się przebić, więc rozpierzchli się po świecie, szukając szczęścia i tak jakoś to się rozjechało. Szkoda, bo po mistrzostwie chciałem nieco odpuścić i zmontować ekipę wychowanków, wspartą zawodnikiem zagranicznym. Hans miał wtedy turniej pożegnalny i kończył karierę. To bardzo podobało się Tony’emu Rickardssonowi. Sam przyszedł i powiedział, że chciałby u nas startować. Niestety były jakieś niuanse kontraktowe i ostatecznie prezesi się z Tonym nie dogadali. A moja koncepcja była taka, żeby wziąć Rickardssona na lokomotywę i ściągnąć z powrotem naszych wychowanków. Może dwa, trzy sezony trzeba by odczekać, obniżyć poziom, ale docelowo dałoby to efekt. Postąpiono inaczej, a tytułu drugi raz z rzędu i tak nie udało się zdobyć. Myślę, że potencjał naszych chłopaków był tak duży, że gdybyśmy po czasie weszli na pudło, to długo byśmy z niego nie zeszli. Swojakami. A co się stało potem? Według mnie żeby jakaś dyscyplina mogła się utrzymać na dobrym poziomie, trzeba kilku sponsorów. Równorzędnych. Wtedy nawet gdy jeden się wysypie, pozostali pociągną wózek dalej. Nam nie ma co ukrywać, bardzo dużo pomagał Marek Borowski, czołowy wówczas polityk SLD, który sprowadzał sponsorów z tego, nazwijmy, politycznego ujęcia. Natomiast kiedy nastąpiła zmiana warty w Warszawie, natychmiast to odczuliśmy w klubie. W końcówce klubu już mnie tam nie było. Przyszedł Leszek Tillinger z Bydgoszczy. Dobry organizator. Ale w środowisku pilskim trochę się zagubił. Nie umiał pozyskać pieniędzy dla drużyny. Był raczej typowym dyrektorem. Jeżeli finanse były, to potrafił sprawiedliwie nimi zarządzić, ale zdobyć, to już niekoniecznie. Myślę, że zabrakło wtedy menedżera. Wiadomo, Wiesław Wilczyński, któremu wiele Piła zawdzięcza, już kierunkował się na Warszawę i tych wszystkich bardzo dobrych dokonań nie miał kto pociągnąć. Wiesiek potrafił rozmawiać z ludźmi, zachęcać i zdarł zelówki znajdując sponsorów w Warszawie. Nie miał kto tego ogarnąć. Na naszym terenie ciężko było o kandydatów na sponsorów strategicznych, wszystko opierało się na pasji miejscowych drobnych i średnich biznesmenów. Nie wiem też, czy nie za późno rozmawiano z senatorem Stokłosą.

No dobrze. Dziś żużla nie ma ale jest klub, tylko tor zarasta – będzie szansa na powstanie z kolan?

Zaczynają się targi. Kto ważniejszy, kto mądrzejszy, a efekt jest taki, że tor zarasta zielsko. Znak czasów. Współcześnie narobiło się tyle frakcji, nie tylko politycznych, że takie swoiste pospolite ruszenie, wszyscy w jednym celu, nie ma szans powodzenia. To nawet nie jest niechęć pewnych ludzi do siebie. To jest otwarta wojna. Na każdym szczeblu jesteśmy my i wy. Jeżeli my poprzemy, to wy jesteście przeciw dla zasady, bez względu na to czego projekt dotyczy. To jest chore. I wyciąga się na forum wszystkie możliwe brudy. Byle tylko podstawić nogę. Żeby osiągnąć cel to z kłótnią się nie da. U nas też mamy to piekiełko. Starosta jest z PiS, prezydent z PO i czego jeden nie zrobi to już ma grono przeciwników. Wnioskuję, że to końcówka stadionu przy Bydgoskiej, bo już wydano pozwolenie na postawienie w tym miejscu bloku mieszkalnego. Wiadomo czym to pachnie. Jeśli teraz nawet prezydent w akcie dobrej woli udostępnił by tor żużlowcom, to przy pierwszym treningu mamy na karku Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Moja refleksja jest taka, że powinniśmy pójść drogą toruńską. Ale do tego też potrzebna jest zgoda. W Toruniu stary stadion sprzedano Carrefourowi, ale z tych pieniędzy pobudowano Motoarenę, jeden z najpiękniejszych obiektów na świecie. I tutaj u nas można tak samo. Wiadomo, że w Śródmieściu teren jest drogi. Podobno jego wartość to najmniej 30 milionów. Dla deweloperów to łakomy kąsek. Gdyby więc dokonano sprzedaży, ale jednocześnie wyznaczono teren na, strzelam, byłym lotnisku wojskowym, to angażując choćby część pozyskanych środków, powstałaby perełka. I nikomu by nie przeszkadzało i treningi do woli. Czego więcej trzeba? A te dwa kilometry więcej ludzie dojadą. Ale musi być chęć i dobra wola. Reszta to teatr a nie rozmowa merytoryczna.

Żeby nie kończyć tak sceptycznie. Opowiedz jak to było, gdy jechaliście do Włoch na IMŚJ przez spowite wojną Bałkany?

W tej chwili młodzi działacze nie mają zielonego pojęcia jakie to było wyzwanie. Z jakimi kłopotami się jeździło, czym się jeździło, ile było przepraw żeby zdobyć wizy. Trasy przejazdu, bez GPS. W Austrii tylko czekali na Polaków. U nas nikt wtedy nie miał pojęcia co to winiety. A tam policja tylko czatowała. Zatrzymywali, pytali o winietę, my duże oczy i już kara w markach. Potężna z naszej perspektywy. Przejazd przez Chorwację to też był horror. Przecież oni nas uznali za kapitalistów. Wy kapitalisty, wy nie pojedziecie. Chcieli po 2.500 marek kaucji za każdy motocykl. Teoretycznie w drodze powrotnej mieli to oddać, ale wiadomo, to nie ta zmiana, to brak pieczątki, trzeba było sobie radzić. Na szczęście wcześniej gdzieś przeczytałem, przecież, że nie w internecie, bo go jeszcze nie było, że za rowery nie ma kaucji. Wpisałem więc w deklaracji bicykl. Celnik patrzy, co to za bicykl? No bicykl z silnikiem. Nie, nie nic z tego, nie pojedziecie upierał się dalej. Rozglądam się, patrzę a tu automat z Colą. I mówię: – Przecież to wy kapitaliści, bo tylko kapitaliści piją colę. My pijemy wodę mineralną. Tak czy siak trzeba było zapłacić jakieś tam pieniądze, naturalnie bez paragonu i dopiero nas przepuścili. Mało tego od jednej granicy do drugiej asystowała nam eskorta, żeby przypadkiem po drodze nie było żadnego handlu. Wtedy ta cała skomplikowana papierologia to była dopiero połowa sukcesu. W drodze też trzeba było sobie radzić, powiedzmy, niekonwencjonalnie. Dziś tylko wsiadasz w auto i jedziesz, co to za atrakcja? Paszporty, wizy, pozwolenia na przekroczenie granicy, na przewóz motocykli – mnóstwo tego wówczas było. Z językami też bywało różnie. W Słowenii na przykład, pytamy kobiety która coś tam kumała o stadion. Tłumaczyła nam, że mamy jechać prosto i jak miniemy cyrk, skręcamy w lewo. No to mówię: – Chłopaki, patrzcie na prawą stronę. Jak będzie kopuła cyrkowa, skręcamy w lewo. Miasto się kończy a cyrku nie ma. Zawracamy dopytujemy jeszcze raz, a tu się okazało, że ten cyrk to Cerkiew, a Cerkiew tam stała. Radziliśmy sobie bez GPS, języka i trafialiśmy we właściwe miejsca. W drodze do Pocking zatrzymujemy się w trasie, no bo skoro Bawaria, to trzeba spróbować golonki. Przychodzi kelnerka i rozmowa w rodzaju „patrz mi na usta, przecież wyraźnie mówię”. wreszcie zreflektował się Jurek Budzeń i palnął: “schweine”, poklepując się po czterech literach. I golonka była. Były więc też akcenty humorystyczne. Niestety żaden z tych wyjazdów nie pozwalał niczego pozwiedzać. Zawsze gonitwa, zawody i szybki powrót. Szkoda, bo odwiedziłem wiele miejsc, a znam tylko stadiony żużlowe.

Rozmawiał PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI

CASH BROKER

  1. Cóż powiedzieć,byłam i widziałam. Smutny widok😢. Choć jestem wrocławianka to Piłę lubię jako miasto i klub. No i gdzie będę chodzić na meczyki w wakacje?😤

  2. Ależ się martwicie i przejmujecie. Ile stadionów tak w UK skończyło? Nie raz pisałem że tak będzie. Kwestia czasu. Kolejne kłody w innych miastach będą w rodzaju… “Za glośno.” “Its Evolution baby” więc spokojnie, pewnych rzeczy nie przeskoczymy.

  3. Wszystko fajnie,ale co jeszcze w tej Pile zostało.Żużel kaput,siatkówka kiedyś potęga a dzisiaj?Bida panie dziejku,bida😕

  4. To byly zlote czasy pilskiego zuzla i sportu 🙂 Ludwik Polonia Pila i PTPS Nafta Gaz Pila. Zima siatka kobiet a latem zuzelek z Rafim, Hampelkiem, Hansem, wczesniej “wielki” Okupski czy Owizyc (piwko sie w Iskierce wspolnie zrobilo za czasow liceum). To sie juz niestety nigdy nie powtorzy…

  5. Szanowny Panie Redaktorze być może trener Michaelis zbyt zero jedynkowo postrzega świat
    Tzn albo PiS albo PO

    Ale ja absolutnie nie jestem członkiem PIS, nigdy tez nie startowałem z list PiS.

    Jestem starostą wybranym z list lokalnego bezpartyjnego pilskiego stowarzyszenia „porozumienie samorządowe”

    „Stadion Polonii”- stanowi własność gminy Piła, gdzie uprawnienia właścicielskie wykonuje prezydent miasta Piotr Glowski.

    Pozdrawiam

    PS. Ja z moimi współpracownikami w ciągu 4 lat odbudowaliśmy nieczynny praktycznie od 20 lat stadion przy Okrzei – ma funkcje piłkarsko- lekkoatletyczną

    1. I co komu po tym stadionie ,co tam będzie organizowane?Już lepiej trzeba było się dogadać z gminą i rozwijać żużel.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.