lotto partner główny serwisu
nie. Lis 17, 2019
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz

Ireneusz Zmora: Czy Stal mi dobrze płaci? Nie szukam nowej pracy

Stery prezesury w Stali Gorzów przejął po charyzmatycznym Władysławie Komarnickim. Tym samym poprzeczka została zawieszona wysoko. O  prowadzeniu gorzowskiego klubu oraz aspiracjach sportowych na sezon 2019 rozmawiamy z Ireneuszem Zmorą.

O czym Pan myśli, zmierzając codziennie do pracy w gorzowskim klubie?

Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć, o czym się myśli. Tak naprawdę w mojej pracy każdy dzień przynosi coś nowego i tym samym, jeśli miałbym odpowiedzieć na to pytanie, to powiedziałbym, że codziennie do pracy zmierzam z ciekawością.

Który to już będzie sezon Pana prezesury w Gorzowie?

Jako wiceprezes prowadziłem już klub w 2012 roku, kiedy to nie był obsadzony fotel prezesa. Tak więc wychodzi na to, że sezon 2019 będzie ósmym rokiem, w którym prowadzę gorzowski klub jako jego prezes.

Skąd Ireneusz Zmora wziął się w żużlu? Dla wielu kibiców jest Pan tajemniczą postacią…

Tak naprawdę jestem osobą wychowaną na piłce nożnej. Żadnego swojego dnia, de facto, nie spędziłem poza sportem. Nie można jednak ukrywać, że moją wielką pasją jest i była właśnie piłka nożna. Kiedyś ówczesny zarząd Stali Gorzów poszukiwał kandydata na stanowisko gorzowskiego klubu poprzez jedną z firm, jak to się dziś ładnie mówi, headhunterskich. Ja wtedy pracowałem na stanowisku menedżerskim w innej zupełnie firmie i jakoś nasze rozmowy potoczyły się tak, a nie inaczej, że rozpocząłem pracę w Stali Gorzów. Przed jej rozpoczęciem nie miałem absolutnie nic wspólnego z tym sportem. To warte zaznaczenia.

Przypomina Pan sobie, co było zaskoczeniem, gdy zaczynał Pan swoją  pracę w żużlu?

Na pewno mocno mnie zaskoczyło to, że już wtedy mówiło się, iż żużel lada dzień padnie. Kolokwialnie mówiąc, przekonywano, że „zwija” się z rynku, tymczasem rok po roku ten sport trwa i ma się całkiem dobrze. Żużel jednak z sezonu na sezon się rozwija – budowane są stadiony, doczekaliśmy choćby Grand Prix na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Kiedy działacze Stali Gorzów zaczynają myśleć o budowaniu budżetu na kolejny sezon?

Najpóźniej zabieramy się do pierwszych przymiarek budżetowych na kolejny sezon gdzieś tak na przełomie każdego roku. Wtedy się odbywają pierwsze spotkania oraz ustalenia, co i jak mamy zamiar robić.

A kiedy zaczynacie myśleć o składzie na kolejny sezon? Niektóre kluby ponoć już w maju czy w czerwcu?

Dzisiaj mamy taką sytuację w żużlu, że nie robi się rewolucji kadrowych, a raczej myśli jeśli już o wymianie poszczególnych elementów układanki, którą nazywamy składem. To nie jest polowanie na kogoś. Zawsze przyglądamy się szerokiej grupie zawodników. Nie bez znaczenia są ich cechy charakterologiczne. Chcemy, aby jak najbardziej zawodnik pasował do naszego zespołu. Tak naprawdę dopiero po sezonie przystępujemy do konkretnych rozmów, ale już z zawodnikami, których sobie wcześniej wyselekcjonowaliśmy.

Z roku na rok jest łatwiej dopiąć budżet w Gorzowie czy coraz trudniej?

To jest kwestia zmiennego szczęścia. Jeśli chodzi o zainteresowanie sportem w gorzowskim regionie, to powiem, że jest ono na wysokim poziomie. Są, owszem, jakieś wahania, ale linia trzyma się średniej od lat. Budżet naszego klubu zawsze powinien być na jak najwyższym poziomie i jakoś sobie z jego zabezpieczeniem radzimy. Raz jest lepiej, raz gorzej. Jak w życiu.

Teraz żartobliwie. Zielona Góra i Gorzów to jedno województwo. Wy, jako kluby, macie jakoś podzielone terytorium walki o sponsorów?

Tak, naszą granicą jest autostrada A2. To oczywiście też żartobliwie. A na poważnie – tak, tą naszą autostradą są jakoś podzielone sympatie kibiców i sponsorów. Są firmy z Gorzowa, które wspierają Falubaz i na odwrót. Tu często są takie przypadki, proszę sobie wyobrazić, że przy jednym stole w rodzinie siedzą kibice Falubazu i Stali. Przyznam szczerze, cieszy mnie to, że z roku na rok jest mniej napięć między kibicami obu klubów, a więcej fajnego kibicowania. Derby Ziemi Lubuskiej dla mnie osobiście nie były nigdy świętą wojną, a wielkim świętem lubuskiego żużla. W tym kierunku powinniśmy zmierzać.

Zdradzi nam Pan, jaki budżet ma gorzowska Stal na sezon 2019?

Inni pana koledzy o ten budżet też pytali, więc go panu zdradzę. W sezonie 2019 nasz budżet oscyluje w granicach 9-9,5 miliona złotych.

Po sezonie 2019 rozstaliście się z Martinem Vaculikiem. Pokusi się Pan o komentarz w tej sprawie?

Nie. W tej kwestii umówiliśmy się Martinem, że nie będziemy już nic komentowali i tego się trzymajmy.

Nie ma Pan ostatnio wrażenia, że jest za dużo szukania sensacji pod różnymi postaciami w mediach zajmujących się sportem żużlowym?

Nie chciałbym już się wypowiadać na ten temat. Jeśli jednak muszę, to moim zdaniem ogólnie media, w szczególności internetowe, doszły do momentu, w którym najważniejsza jest dla nich klikalność, a nie zawartość merytoryczna publikowanych materiałów. Dla mnie jest to po prostu słabe. Dziś ważniejszy jest lead, a nie treść.

Zgadza się Pan z tezą, że obecnie jest za dużo regulaminu w regulaminie żużlowym?

Nie wiem jak to najlepiej ująć. Zgadzam się że zawsze w postępującym świecie potrzebne są nowe regulacje. Z częścią wpisów w regulaminie się zgadzam, a z częścią absolutnie nie. Na pewno jednak to, co ogólnie czyni Wojtek Stępniewski, jeśli chodzi o polski żużel, to jest dobry kierunek rozwoju. Tak uważam.

Przejął Pan stery klubu po Władysławie Komarnickim. Honorowy prezes, gdy się spotykacie, chwali, gani czy może doradza?

Na pewno, jeśli mamy tylko taką potrzebę, to prezes Komarnicki zawsze służy nam swoją radą i wszelaką pomocą. Zawsze możemy na niego liczyć. To chciałbym podkreślić.

Mieliście w planach, jako klub, spektakularny transfer na sezon 2019, który mógłby Pan teraz Czytelnikom zdradzić?

Rozczaruję może, ale nie mieliśmy w planach żadnego spektakularnego, jak pan to określa, transferu. Nie szukaliśmy żadnego transferu, który mocno by obciążył budżet klubu. Szukaliśmy raczej zawodników z potencjałem, który z różnych powodów nie został odpowiednio wydobyty.  Anders Thomsen, uważamy, ma bardzo duży potencjał i wierzę, że uda nam się go wydobyć na światło dzienne. Podobnie jest z Peterem Kildemandem, który jeździł przecież bardzo dobrze, a później gdzieś się pogubił. Nie wspomnę o Szymku Woźniaku, który ma olbrzymi potencjał i pasuje mu bardzo nasz tor. Mamy nadzieję, że z Szymkiem będziemy współpracowali przez kolejne lata.

Czego Stali Gorzów brakuje do perfekcji? W jakim kierunku rozwoju chcecie w kolejnych latach zmierzać?

Na pewno chcemy dokończyć modernizację obiektu gorzowskiej Stali. Była ona planowana w trzech etapach, został do wykonania ostatni, trzeci. Jeśli chodzi o aspekt biznesowy, to chcemy rozwijać w dalszym ciągu projekt Business Stal Club i tworzyć przedsiębiorcom jak najlepsze warunki do wzajemnego wspierania się. Pragniemy też, aby coraz więcej kibiców tworzyło silną społeczność, która bardziej będzie utożsamiała się z zespołem i naszymi barwami aniżeli bieżącym wynikiem drużyny. Jeśli chodzi o aspekt sportowy drużyny, to  na pewno będziemy walczyli o najlepsze wyniki. Tak naprawdę zawsze trzeba się rozwijać i będziemy starali się czynić to na wszystkich polach działalności klubu.

Co uznacie w sezonie 2019 za sukces, a co za porażkę? Słychać głosy, że Gorzów może być mistrzem, ale i takie, że może spaść…

Bo tak jest w rzeczywistości. To jest sport i wszystko jest możliwe. My za cel stawiamy sobie awans do fazy play off. Później wszystko zaczyna się od nowa. Pokazało to Leszno bodajże w sezonie 2017, kiedy z czwartego miejsca wywalczyło mistrza Polski.

Po kilku latach pracy w nowej dyscyplinie sportu jaki jest obecnie Pana stosunek do żużla?

Cieszę się bardzo, że sport jest codziennie obecny w moim życiu. Zawsze chciałem robić to, co lubię i aby mi jeszcze za to płacili (śmiech – dop. red.), a to się dzieje właśnie w chwili obecnej. Powiem tak – żużel stał się moją pasję i wchłonął mnie w stu procentach. Mamy jeszcze sekcję piłki nożnej i ręcznej, więc swój czas muszę dzielić, ale to żużel jest numerem jeden.

No właśnie, dobrze Stal Panu płaci?

Absolutnie nie szukam nowej pracy (śmiech – dop. red.).

Co Ireneusz Zmora robi najchętniej w wolnym czasie?

Ja, tak naprawdę, jestem całą dobę w pracy. Nie ukrywam, że często śledzę internet, a jeśli czas mi na to pozwala, to chętnie czytam.

Co ostatnio czytał Pan ciekawego?

Ostatnio, z tego, co czytałem, mogę wszystkim polecić Czerwoną Jaskółkę.

Rozmawiał ŁUKASZ MALAKA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.