Główny partner portalu

fot. Facebook Piotra Myszki
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Igrzyska olimpijskie zbliżają się wielkimi krokami. Jedną z naszych największych medalowych nadziei w Tokio jest Piotr Myszka. Nasz znakomity windsurfingowiec opowiedział Maciejowi Mikołajczykowi m.in. o swoim pobycie w Kraju Kwitnącej Wiśni.

 

Nasz zdolny żeglarz ma za sobą bardzo długą podróż. – Jesteśmy w Japonii w sumie już od prawie tygodnia. Generalnie początek nie był zbyt udany. Sam lot trwał aż 11 godzin, a później z powodów covidowych spędziliśmy na lotnisku jeszcze 7 godzin. Trochę nam się podróż więc wydłużyła, a na końcu jechaliśmy jeszcze autobusem 2,5 godziny. Na początku byliśmy w hotelu, w którym nie mogliśmy korzystać z wind. Mimo tego, że mieszkaliśmy na siódmym piętrze, to musieliśmy śmigać po schodach. Z powodu reżimu sanitarnego zakazali nam naciskania guzików, bo moglibyśmy kogoś zarazić. W ciągu ostatnich ośmiu dni miałem robione już dziewięć testów wykonanych na koronawirusa. Trzeba było się z tym oswoić i do tego przyzwyczaić, ale jakoś daliśmy radę. 

Z powodu pandemii sportowcom w Tokio nie jest łatwo. – Minusem jest to, że nie możemy wychodzić poza hotel i port olimpijski, przez co nie czuć atmosfery igrzysk. Nie można nic pozwiedzać. Obecnie mieszkamy w pięciogwiazdkowym hotelu we wiosce olimpijskiej dla żeglarzy. Jesteśmy zawieszeni w takiej bańce. Maski są obowiązkowe praktycznie wszędzie. 

39-latek z Mrągowa nie może się doczekać olimpijskiego wyścigu. – W końcu dzisiaj zeszliśmy na wodę. Nareszcie można było popływać. Na razie jest bardzo mało wiatru. Generalnie nic więcej ciekawego się nie dzieje. Start w zawodach zaczynamy 25 lipca. Mamy jeszcze zatem kilka dni by zaadoptować się do warunków.

Z olimpijczykiem, Piotrem Myszką rozmawiał Maciej Mikołajczyk, redaktor Pobandzie.