Główny partner portalu

fot. FB Moniki Chabel
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Już tylko kilka dni dzieli nas od ceremonii otwarcia najważniejszej sportowej imprezy. W cyklu „Gość olimpijski” Macieja Mikołajczyka tym razem Monika Chabel, ambitna i utytułowana polska wioślarka.

 

Brązowa medalistka igrzysk w Rio jest bojowo nastawiona do rywalizacji w Tokio. – Ostatni miesiąc przygotowań upłynął wariacko. Bardzo dużo ciężkiej pracy przeplatanej z procedurami związanymi z wylotem na igrzyska oraz sprawy związane z aktualną sytuacją epidemiczną na świecie. Moja osada przez ostatni miesiąc zrobiła ogromny krok na przód, co daje nam bardzo pozytywny obraz i nastawienie na zbliżające się starty. Atmosfera w osadzie jest bardzo dobra. Na końcówce przygotowań wskoczyłyśmy na falę wznosząca, jeśli chodzi o prędkość łodzi, humory i motywacje. Cel jest jeden – popłynąć najlepsze wyścigi w karierze. Przyleciałyśmy do Tokio walczyć o medal. Na dzień dzisiejszy łódka płynie szybko, a na ile szybko, to zweryfikują rywalki na torze. Obstawiam, że tor będzie wietrzny, tak jak było to w Brazylii.

Wicemistrzyni świata z Sarasoty jest zadowolona z warunków panujących w Kraju Kwitnącej Wiśni. – Byliśmy dziesięć dni na zgrupowaniu w Tome, na północy Japonii. Niestety nie mogliśmy zwiedzać okolicy i poznać mieszkańców, ale organizatorzy stanęli na wysokości zadania i zorganizowali nam doskonałe warunki pobytowe i treningowe. Mieszkańcy Tome zrobili wszystko, żebyśmy czuli się komfortowo. Windy, samochody, tłumacz. Nie mogliśmy iść do sklepu czy na spacer. Mieszkaliśmy w dwóch hotelach i na posiłek do pierwszego z nich musieliśmy jeździć samochodem. Warto podkreślić, że hotele były oddalone od siebie jakieś 150-200 metrów w linii prostej przez parking sklepowy. W naszej grupie nie ma osób, które z pretensją walą głową w ściankę z pleksi na stołówce – mówi Chabel.

W Tokio obecnie jest bardzo gorąco. Jak zawodniczka ze Ślesina radzi sobie z upałem? – Nie radzę. Jestem zimnolubna. Przez pierwsze dni pogoda była dla nas łaskawa. Było ciepło, ale pochmurnie, dopiero dwa dni temu Japonia pokazała swoją moc i uraczyła nas słońcem. Słońce i temperatura nie są takie złe, ale niestety wilgotność powietrza potęguje odczucia gorąca i do tego trzeba się przyzwyczaić. Przy pakowaniu sprzętu mieliśmy teoretycznie 32 stopnie przy 86 procentach wilgotności, co dało w odczuciach około 40 stopni. Człowiek stoi i od samego patrzenia na pracujących poci się. Nie narzekam jednak na warunki, bo każdy ma takie same i mam nadzieję, że do pierwszego startu mój organizm zdąży się do nich przyzwyczaić.

29-letnia wioślarka nie żałuje porzucenia czwórki podwójnej na rzecz innej konkurencji. – Patrząc z perspektywy czasu, decyzja o zmianie konkurencji była jedną z najlepszych w mojej karierze. Ktoś powie „zmieniłaś kurę znoszącą złote jajka”. To prawda. Na osadę, którą musiałyśmy zbudować od zera, ale było warto, bo sport to nie tylko pieniądze, które idą za sukcesami, ale także atmosfera, team i pozytywne emocje. Moja aktualna osada mimo różnych charakterów i temperamentów, wzlotów i upadków, potrafi szczerze się dogadać i iść w jednym kierunku. Lubimy się i na torze mamy do siebie pełne zaufanie. Jestem osobą, która lubi wszystko planować i mieć poukładane, choć czasem bywam spontaniczna – tłumaczy olimpijka.

Z olimpijką, Moniką Chabel rozmawiał Maciej Mikołajczyk, redaktor Pobandzie.