Główny partner portalu

fot. Facebook Mateusza Rudyka
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Jedną z naszych największych kolarskich nadziei na medal w Tokio bez dwóch zdań jest Mateusz Rudyk. Nasz wspaniały torowiec jest bohaterem „Gościa olimpijskiego”. To piąty odcinek cyklu Macieja Mikołajczyka, redaktora Pobandzie. We wcześniejszych częściach zaprezentowaliśmy windsurfingowca Piotra Myszkę, łuczniczkę Sylwię Zyzańską, wioślarkę Monikę Chaber oraz startującą w jeździectwie Joannę Pawlak.

 

Jakie są pierwsze wrażenia z Tokio reprezentanta Polski? – Niestety za dużo nie zobaczyłem, gdyż z lotniska przewieziono nas prosto do tzw. kolarskiej wioski olimpijskiej, która znajduje się w Izu. Mogę jednak powiedzieć, że tutejsi ludzie są niezmiernie mili i pomocni. Słyszałem, że w Izu jest szybki tor, ale on nie będzie taki tylko dla mnie, a dla wszystkich startujących. 

Rudyk specjalizuje się w sprincie indywidualnym. W tej konkurencji jest m.in. zdobywcą Pucharu Świata i brązowym medalistą mistrzostw globu z Pruszkowa. – Do Japonii przyleciałem z nastawieniem i z myślą walki o medal. Poświęciłem temu ostatnie lata swojego życia i wszystko było ustawione pod start na igrzyskach olimpijskich. Wszystkie ważne zawody kończyłem albo na podium albo w pierwszej „piątce”, dlatego chciałbym, aby zawody w Tokio przyniosły podobną historię i żebym mógł spełnić swoje marzenie.

Zdolny 26-latek z Oławy nie czuje zbyt mocno olimpijskiej atmosfery. – Szczerze? Jeszcze nie. Może to przez to że, we wiosce, w której się znajdujemy, są tylko kolarze i nie ma tych innych sportowców, więc widzę te same osoby co na mistrzostwach świata czy Pucharach Świata. Na każdym kroku jest za to logo igrzysk, dlatego czuć, że nie są to jakieś zwykłe zawody. 

Mateusz Rudyk wystąpi w Tokio także w zmaganiach zespołowych. – Każdy start na igrzyskach traktuję tak samo poważnie, w tym sprint drużynowy. Chcę wspólnie z kolegami pobić rekord Polski, bo nas na to stać, a co ten wynik nam da, to się już okaże podczas zawodów.

Co w Kraju Kwitnącej Wiśni je nasz znakomity torowiec? – Całkiem dobrze już się tutaj zaaklimatyzowałem. Zasypiam i wstaję bez problemów o normalnych godzinach, poziomy cukrów też już coraz bardziej są w odpowiednich normach, więc jestem zadowolony. Co do jedzenia, staram się jeść sprawdzone rzeczy i nie eksperymentować. Dlatego głównie jem makarony, ryż, kurczaka i do tego jakiś sos, ale nie ukrywam, że spróbowałem japońskiej zupy Miso i bardzo mi zasmakowała.

Z Mateusz Rudykiem, olimpijczykiem rozmawiał Maciej Mikołajczyk.