Główny partner portalu

Fot. FB Valtteri Bottas.
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Era hybrydowa w Formule 1 rozpoczęła się w 2014 roku. W tym okresie czasu bezapelacyjnym dominatorem jest zespół Mercedesa. Kolejne zwycięstwa i tytuły mistrza świata wywalczone przez Lewisa Hamiltona sprawiły, że zarówno zespół, jak i kibice królowej motosportu przyzwyczaili się do dominacji jednego zespołu. Sezon 2021 przyniósł jednak nieoczekiwane rozwiązania. Mercedes nie jest już tak skuteczny, a liderem klasyfikacji konstruktorów jest obecnie Red Bull Racing. 

 

Mercedes boryka się z niemałymi problemami, a są one widoczne najbardziej od momentu pechowego Grand Prix Monako. Słaba postawa Lewisa Hamiltona oraz przedwcześnie zakończony wyścig w przypadku Valtterego Bottasa sprawiły, że w zespole zapaliła się przysłowiowa czerwona lampka. W Baku w Azerbejdżanie miało być tylko lepiej, a wyszła totalna katastrofa.

Zacznijmy od Valtterego Bottasa. Fin od początku weekendu nie miał dobrego tempa, do tego stopnia, że trudno było mu załapać się choćby w najlepszej dziesiątce. Słaby występ w kwalifikacjach zwiastował kolejny nieudany wyścig, choć sam kierowca wierzył, że będzie w stanie odrobić straty na przestrzeni 51 okrążeń. Po raz kolejny plany fińskiego kierowcy spełzły na niczym. Jego bolid był wolny, tempo okazało się wręcz wstydliwe. Momentami zbliżał się do niego George Russell, reprezentujący zdecydowanie mniej konkurencyjny bolid Williamsa. Finalnie Bottas zakończył niedzielę bez zdobyczy punktowej, podobnie zresztą jak nieco wcześniej podczas Grand Prix Monako.

Lewis Hamilton na brak tempa w swoim bolidzie narzekał od samego początku weekendu w Baku. Otwarcie przyznał, że wywalczona druga lokata w kwalifikacjach to prawdziwy cud biorąc pod uwagę osiągi bolidu Mercedesa. Brytyjczyk na starcie do niedzielnego wyścigu miał za swoimi plecami Maxa Verstappena z Red Bulla. Przez kilkanaście pierwszych okrążeń mistrzowi świata udało się utrzymać Holendra za sobą, ale wszystko zmienił kolejny już w tym sezonie fatalny pit stop w wykonaniu Mercedesa. 4,6 sekundy to beznadziejny czas postoju. Max Verstappen, który zjechał do boksu chwilę później popisał się czasem 1,9 sekundy, co jest nie lada wyczynem. W konsekwencji Holender po powrocie na tor znalazł się przed Brytyjczykiem. Beznadziejny czas wymiany opon sprawił, że Hamilton stracił pozycję również na korzyść Sergio Pereza, zespołowego partnera Verstappena. Hamilton próbował gonić, ale nie był w stanie choćby zbliżyć się do szybkiego w niedzielę Meksykanina. Dopiero olbrzymi pech Maxa Verstappena, któremu wybuchła opona sprawił, że Hamilton mógł uwierzyć w korzystny dla siebie rezultat i odzyskanie pozycji lidera klasyfikacji generalnej.

Po wypadku kierowcy Red Bulla ogłoszono restart wyścigu z pól startowych. Lewis Hamilton miał tylko jedno zadanie na ten moment – wygrać start i wyprzedzić Sergio Pereza. Taki manewr dałby mu zwycięstwo w Azerbejdżanie. Brytyjczyk popisał się świetnym refleksem, ale popełnił koszmarny błąd. Źle ustawił swoje hamulce i na pierwszym zakręcie wylądował poza torem. To wydarzenie przekreśliło szanse mistrza świata nie tylko na zwycięstwo, ale i na jakiekolwiek punkty do klasyfikacji generalnej.

Po dwóch fatalnych weekendach w wykonaniu Mercedesa nadszedł czas na wyciągnięcie wniosków. Red Bull Racing odjeżdża w klasyfikacji konstruktorów, liderem mistrzostw wciąż pozostaje Max Verstappen.

– Musimy poprawić wiele rzeczy. Wiele elementów nie działa u nas tak płynnie jak w latach ubiegłych. Musimy zająć się poprawą poszczególnych elementów, aby móc w ogóle myśleć o walce o tytuł w sezonie 2021. W Baku w praktycznie wszystkich sesjach nasz bolid był bez tempa. Wprawdzie Lewis utrzymywał dość wysoką, trzecią pozycję w trakcie niedzielnego wyścigu, ale niedopuszczalnym jest fakt, że mamy tak duże problemy po starcie czy podczas – mówił po wyścigu w Baku Toto Wolff, szef ekipy Mercedesa.

Szansę na rekompensatę i zniwelowanie strat do rywali Mercedes będzie miał już podczas kolejnego weekendu we Francji. W piątek 18 czerwca odbędą się tradycyjnie dwie sesje treningowe, w sobotę trzecia sesja oraz kwalifikacje, a w niedzielę wyścig. We Francji szczególnie liczyć będzie się tempo wyścigowe, z którym to Mercedes ma spore kłopoty w ostatnich tygodniach.

SEBASTIAN SIREK