Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Unoszący się nad torem Tai Woffinden ojcem zwycięstwa wrocławian nad Stelmet Falubazem (49:41). Brytyjczyk imponował prędkością, irytował Nickiego Pedersena, wreszcie rozstawiał po zakamarkach toru Martina Vaculika, na czym korzystał partner, Maciej Janowski.

Kibice żużlowi, dziennikarze zresztą też, mają skłonność do zbyt pochopnego wyciągania wniosków. Po jednym domowym zwycięstwie potrafią przyznać tytuł mistrza Polski, a po jednej wyjazdowej porażce – zdegradować. Po pierwszej kolejce PGE Ekstraligi tak mniej więcej było – Stelmet Falubaz zebrał pochwały za pokazanie miejsca w szeregu torunianom, natomiast wrocławianie zebrali cięgi za marną postawę w Lesznie.

Tym razem to jednak wrocławianie wystąpili w roli gospodarza, a zielonogórzanie przyjechali w gości. I co? I początkowo żadna z ekip nie uznawała półśrodków. Betard Sparta wyprowadziła trzy podwójne ciosy, a Stelmet Falubaz – jeden. I w zasadzie było podręcznikowo. To znaczy Norbert Krakowiak wykręcił bączka i tylko cudem uniknął staranowania przez kolegę z pary – Mateusza Tondera, z kolei Maciej Janowski nie uznawał półśrodków w starciu z Nickim Pedersenem, pokazując Duńczykowi miejsce w szyku. I plecy.

Gości trzymała wtedy przy nadziei tylko pięciopunktowa zdobycz Martina Vaculika i Piotra Protasiewicza, którzy poradzili sobie ze świeżo skonstruowanym duetem Vaclav Milik – Max Fricke. Australijczyk uczepił się co prawda błotnika 44-latka, ale sposobu na wyprzedzenie go nie znalazł. 16:8 po czterech wyścigach. A propos wieku. Niech prof. Protasiewicz chwyta każdą chwilę na ekstraligowych torach, bo w styczniu przyszłego roku będzie obchodził 45. urodziny. Tymczasem Andrzej Witkowski, przewodniczący rady nadzorczej PGE Ekstraligi ma pomysł, by takich matuzalemów wyrzucić z elity. Według honorowego prezesa PZM robią źle dyscyplinie…  

Ozdobą drugiej serii startów był pościg z udziałem… sześciu tytułów mistrza świata (bieg nr 7). Pościg młodości za doświadczeniem. Nicki Pedersen, trzykrotny globalny champion z lat 2003, 2007 i 2008, uciekł spod taśmy (była, działała!) Taiowi Woffindemu, który swoje tytuły zbierał w latach 2013, 2015 i 2018, a więc dekadę później. Odejście miał Duńczyk niczym w swoich życiowych sezonach (2007/08), ale w polu trafił na wyjątkowo „upierdliwego” rywala. Gdy jeszcze dwa lata temu wszyscy udowadniali, że Orbita na Olimpijskim nie działa, jedyny Woffinden potrafił tezie zaprzeczyć. I tym razem też odnalazł swoją ścieżkę pod płotem. Atak przygotował misterny, napędził się na przedostatniej prostej i zameldował przed trybuną VIP wykonanie zadania. Porachunki Brytyjczyka z Duńczykiem nie są jednak tematem zamkniętym. Otóż Woffinden nie ukrywa, że bardzo chce zostać w tym roku mistrzem świata, bo jeszcze nie udało mu się tytułu obronić. W historii cyklu Grand Prix dokonała tego tylko dwójka: Tony Rickardsson (dwukrotnie) i właśnie Pedersen.

W ósmej odsłonie znalazł się kozak na Janowskiego. I nie okazał się nim Patryk Dudek, lecz Michael Jepsen Jensen, który na Olimpijskim imponował szybkością podczas zeszłorocznego Speedway of Nations. Wtedy był kluczową postacią Falubazu, a teraz… też walczy o taki status, tylko że w niebieskim (lub białym) czepku.

Tymczasem Pedersen doczekał się indywidualnego zwycięstwa w dziesiątym wyścigu. Musiał jednak wykonać dużą pracę, by odjechać Glebowi Czugunonowi (zastępował Vaclava Milika) i Maksowi Fricke. Nie wyglądał jednak na kogoś, kto miałby stać się konkurencyjny dla fruwającego Woffindena.  

Zielonogórzanie wrócili do stołu w 11. biegu. Vaculik i Jepsen Jensen przywieźli wtedy za plecami Janowskiego i Czugunowa. Choć „za plecami” to stwierdzenie nieco na wyrost. Wrocławianin wpadł na metę niemal równo z Duńczykiem, a sędzia Krzysztof Meyze musiał wykorzystać wszelkie techniczne możliwości, by dojść prawdy. Wykazał się jednak sporym doświadczeniem, nie spiesząc się z ogłoszeniem decyzji. Aż w końcu ogłosił 5:1 dla gości. 34:32.

Przed biegami nominowanymi gospodarze mieli cztery oczka na plusie (41:37). Głównie dzięki Woffindenowi, który po raz kolejny przemknął z prawej strony Pedersena.

Pieczątkę na zwycięstwie gospodarzy postawili w ostatniej gonitwie Woffinden i Janowski, którzy rozpracowali w polu Vaculika. 5:1 i 49:41. Czego zabrakło gościom? Woffindena… A nade wszystko jakiejkolwiek pomocy juniorów, którzy uchodzą w zawodach ligowych za języczek u wagi. Bez ich wsparcia nie da się sięgać po rzeczy wielkie. Przed juniorami Falubazu kilka miesięcy na rozwój. A wrocławianie? Po raz kolejny ujawnili swój ogromny potencjał, ale i słabsze strony do poprawki.

WOJCIECH KOERBER

Betard Sparta – Stelmet Falubaz 49:41

Sparta: Woffinden 15 (3,3,3,3,3), Jamróg 3+1 (2*,1,0,-), Milik (0,0,- Fricke 6+1 (1,2,1,1,1*), Janowski 11+1 (3,3,2,1,2*), Liszka 3+2 (2*,0,1*), Drabik 9+1 (3,2*,0,2,2), Czugunow (2,0).

Falubaz: Dudek 8 (1,3,1,3,0), Jepsen Jensen 6+1 (0,1,3,2*,0), Vaculik 10+1 (3,2,1*,3,1), Protasiewicz 5+2 (2*,1*,2,0), Pedersen 11 (1,2,3,2,3), Tonder 1 (1,0,0), Krakowiak 0 (w,0,d), Niedźwiedź ns.

Widzów 12 000. Sędziował Krzysztof Meyze.

BIEG PO BIEGU
1. Woffinden, Jamróg, Dudek, Jepsen Jensen 5:1
2. Drabik, Liszka, Tonder, Krakowiak (u/w) 5:1 (10:2)
3. Vaculik, Protasiewicz, Fricke, Milik 1:5 (11:7)
4. Janowski, Drabik, Pedersen, Krakowiak 5:1 (16:8)
5. Dudek, Fricke, Jepsen Jensen, Milik 2:4 (18:12)
6. Janowski, Vaculik, Protasiewicz, Liszka 3:3 (21:15)
7. Woffinden, Pedersen, Jamróg, Tonder 4:2 (25:17)
8. Jepsen Jensen, Janowski, Dudek, Drabik 2:4 (27:21)
9. Woffinden, Protasiewicz, Vaculik, Jamróg 3:3 (30:24)
10. Pedersen, Czugunow, Fricke, Krakowiak (d) 3:3 (33:27)
11. Vaculik, Jepsen Jensen, Janowski, Czugunow 1:5 (34:32)
12. Dudek, Drabik, Liszka, Tonder 3:3 (37:35)
13. Woffinden, Pedersen, Fricke, Protasiewicz 4:2 (41:37)
14. Pedersen, Drabik, Fricke, Jepsen Jensen 3:3 (44:40)
15. Woffinden, Janowski, Vaculik, Dudek 5:1 (49:41)