Główny partner portalu

Marek Cieślak, fot. Jędrzej Zawierucha
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Jason Doyle zdecydował się na kontrakt z Eltrox Włókniarzem nie dlatego, że kocha Częstochowę. I nie dlatego, że Michał Świącik jako jedyny gwarantował mu milionowy kontrakt. Stawiam, że decydujący wpływ na decyzję Australijczyka miała obecność w klubie Marka Cieślaka. To przy nim Doyle, jeszcze w barwach Stelmet Falubazu Zielona Góra, wypłynął na szerokie wody i zdobył indywidualne mistrzostwo świata. Australijczyk znowu chce wdrapać się na szczyt. Szuka dawnej formy i natchnienia. Wpadł na pomysł, że współpraca z Cieślakiem pomoże mu ponownie świętować złoto.  

Przypadek Doyle’a może być natchnieniem dla wszystkich początkujących żużlowców. Australijczyk nie od razu zawitał do Grand Prix, nie od razu zaatakował naszą ekstraligę i długo czekał na bogate kontrakty. Do trzydziestego roku życia ścigał się na żużlowych peryferiach. Jednak nie tylko śnił i marzył o wielkiej karierze. Przede wszystkim stworzył plan podboju świata i realizował go punkt po punkcie. Do tego okazał się „nieśmiertelny”. Po kilku wypadkach wracał z zaświatów. I akurat on wracał silniejszy. Zdobył mistrzostwo świata, po czym z hukiem spadł z podium, lądując na miejscach średniaków. Chcąc wrócić na szczyt żużlowej hierarchii szuka analogii. Docenia umiejętności trenerskie Marka Cieślaka i w powrocie do współpracy widzi szansę na swój sukces.

Zresztą podobnie myśli Fredrik Lindgren. Szwed chwali trenera polskiej reprezentacji. Mówi, że jest świetnym mentorem. Lubi z nim spędzać czas. Jeździć na rowerze. Ich relacje wyglądają na przyjacielskie. A Leon Madsen? To przecież zawodnik wynaleziony i wręcz stworzony przez Marka Cieślaka. Duńczyk najlepsze wyniki osiąga, gdy gdzieś w pobliżu kręci się właśnie nasz „Narodowy”.

Greg Hancock chciał zatrudnić Cieślaka do roli osobistego coacha na turnieje Grand Prix. Widział i wiedział, że obecny trener Eltrox Włókniarza potrafi czytać żużel. Skutecznie podpowiada. Szybko łapie kontakt. Nie ceregieli się z gwiazdami, tylko mówi, jak sprawy się mają. Jeśli pracę Cieślaka doceniają Doyle, Lindgren, Madsen i Hancock, to już naprawdę nie wypada dywagować, czy z naszego „Narodowego” fachowiec, czy raczej żużlowy Dyzma. Fachura jak nic. Oczywiście, nie zawsze wszystko idzie z jego planem. Zdarzają się spektakularne porażki. Ale, kto ich nie ponosi? Tylko ci, co nic nie robią.

Obcokrajowcy widzą w Cieślaku wielki potencjał. Najchętniej zatrudniliby go w swoim teamie, wzięli na wyłączność i w żadnym wypadku nie dzielili się jego wiedzą. Co na to Polacy? Raczej dziękują za współpracę. Czasami poproszą o radę i dalej robią swoje. Część z nich zamyka się wśród własnego towarzystwa i wraz z nim odkrywa Amerykę. Inni skłócili się z „Narodowym”. Nie będą też dzwonić, ani przepraszać. Szkoda, bo kariery pędzą w tempie ekspresowym. Młodość ulatuje. Błędy trzeba naprawiać szybko. Potem brakuje czasu. Pozostaną wspomnienia zmarnowanych szans.

Team Bartosza Zmarzlika pracuje wzorowo. Układ rodzinno-przyjacielski sprawdza się tam doskonale. Trudno więc porzucać coś, co działa. Ale nie wszędzie jest tak idealnie. Patryk Dudek gwałtownie obsunął się w klasyfikacji Grand Prix. Problemy sprzętowe mocno dały się we znaki, a team zielonogórzanina nie opanował sytuacji. Maciej Janowski jeszcze nie zdobył medalu indywidualnych mistrzostw świata, a jego potencjał sięga złota. Piotr Pawlicki wypadł z cyklu i nie może do niego wrócić. Spala swój nieprzeciętny talent na wojenkach, z których nie ma żadnego pożytku. Nie będę Dudka, Janowskiego i młodszego z braci Pawlickich namawiał na współpracę z Cieślakiem. To nie moja sprawa. Jedynie spoglądam na rzeczywistość i widzę, że wielu polskich zawodników nie osiąga sukcesów na miarę talentu otrzymanego od Bozi. Wpadają w sprzętowe tarapaty. Popełniają błędy w wyborze klubów. Źle dobierają priorytety. Gubią strategiczne momenty swoich karier. Ktoś oblatany, kto objechał żużlowy świat wszerz i wzdłuż mógłby im pomóc.

Maciej Janowski w nowym sezonie skorzysta z porad Rafała Haja. Nie mogę uciec od stwierdzenia, że ten romans ma potencjał. Nic tylko przyklasnąć. Haj, z racji na swoje doświadczenie, pewnie już nie będzie u nowego pracodawcy majstrem umorusanym w smarach, lecz kimś na wzór mentora w zakresie rozwiązań sprzętowych. Tai Woffinden korzysta ze wsparcia Petera Adamsa. Matej Zagar zatrudnił w drugiej części ubiegłego sezonu Sebastiana Ułamka, a David Bellego w cyklu SEC korzystał z rad Tomasza Bajerskiego. To mądre mieć w boksie wartościowych doradców.

Zauważam, że rywale Polaków mocno kombinują, gdzie szukać przewag. Do kogo zwrócić się o dobre rady. W jaki sposób uciec przeciwnikom. Czasami w grę wchodzi postęp technologiczny, lepszy sprzęt i nowinki. Innym razem przewagę robi siła mentalna, pewność siebie, sensowni ludzie za plecami. Wszyscy zgodnie powtarzają, że liczą się niuanse, ale nie każdy potrafi je dostrzec. A taki Marek Cieślak potrafi czytać żużel szybciej niż pozostała część żużlowego parkingu.

DAWID LEWANDOWSKI