eWinner 1. Liga: eWinner Apator Toruń – Arged Malesa TŻ Ostrovia Ostrów Wlkp. 63:27

2020-08-06 20:15:00

Zakończona

Przejdź

eWinner 1. Liga: Unia Tarnów – Lokomotiv Daugavpils 49:41

2020-08-06 18:00:00

Zakończona

Przejdź

Finał Mistrzostw Polski Par Klubowych

2020-08-05 18:45:00

eWinner 1. Liga: Abramczyk Polonia Bydgoszcz – Car Gwarant Kapi Meble Budex Start Gniezno 39:51

2020-08-04 20:30:00

Zakończona

Przejdź

eWinner 1. Liga: Zdunek Wybrzeże Gdańsk – Orzeł Łódź 51:39

2020-08-04 18:00:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Motor Lublin – Betard Sparta Wrocław 51:39

2020-08-02 19:15:00

Zakończona

Przejdź

Damian Klos: A może nie powtarzać, tylko dokończyć w innym terminie

FOT. RADOSŁAW KALINA/PGE EKSTRALIGA

Czy włodarze gorzowian powinni uderzyć się w pierś szepcząc mea culpa i wziąć odpowiedzialność za zaistniałą sytuację na siebie? Regulamin jest regulaminem, a mecz odjechano – o ile dobrze sobie przypominam – w Gorzowie, nie Krośnie. Może zatem pogrążymy Stalówkę i damy 40 punktów Włókniarzowi? Potoki lamentu spłyną z dawnego Landsbergu nad Wartą, ale nikt w gruncie rzeczy nie będzie mógł się przyczepić. Tworząc bardzo precyzyjny protokół meczowy, działacze Ekstraligi wyjdą na głupców, jeśli sami go nie będą przestrzegać.

The roof, the roof, the roof is on fire
The roof, the roof, the roof is on fire
The roof, the roof, the roof is on fire
We don’t need no water let the motherfucker burn
Burn motherfucker burn

To słowa refrenu piosenki “Fire water burn” z repertuaru nieco zapomnianej, acz modnej na początku milenium, mocno ześwirowanej kapeli Bloodhound Gang. W Gorzowie doszło do sytuacji bez precedensu. Zapłonął nie dach wprawdzie, a rozdzielnia prądu. I nikt z kibiców na pewno nie nucił pod nosem “płoń, sk**wysynu, płoń”. Mieliśmy już palone szaliki, świetliste, kopcące race, spalony doszczętnie motur, pod startem regularnie śmierdzi nadpalone sprzęgło, ale pożar życiodajnej stacji energii, to w Ekstralidze novum.

Za dnia, dyskutując kilkukrotnie w pracy i na fejsie o gorzowskiej ekspedycji częstochowskich Lwów, cierpliwie znosiłem podśmiechujki, złowróżebne pociski spojrzeń oraz insynuacje graniczące z pewnością, jakobym miał być nie do końca zdrowy na umyśle. Powodem owych reakcyj było moje typerskie stanowisko. Mówiąc wprost – obstawiałem, że Stal najzwyczajniej w świecie nie pozwoli sobie przegrać kolejnego meczu by coraz dokładniej podążać szlakiem wytyczonym w 2017 roku przez ówczesny Get Well Toruń. Przypomnę, że wtedy też słabszy w tabeli był tylko Rybnik, a to głównie dlatego, że nabroił Grisza. Włókniarz natomiast, choć bardzo silny i wyrównany, to ani leszczyński walec, ani londyńscy The Invincibles z sezonu 03/04, ani Liverpool pod wodzą Jurgena Kloppa. W pandemicznym sezonie jaj i niespodzianek każdy może zaliczyć potknięcie. Zwłaszcza że gorzowianie z Bartkiem Zmarzlikiem w pierwszej linii nie są byle kelnerami, a zespoły gospodarzy mają obecnie dużo większy handicap. Po trzech kolejkach pomieszały się także silniki. Część z nich wróciła z serwisu spełniając nadzieje ich właścicieli, część nie ma już rakietowej szybkości. Jedne wyciągnięto z szafy, inne odłożono w kąt.

W meczu było, jak było. Do komentowania rzucą się wszyscy wiodący dziennikarze i opiniotwórcy. Zapewne i ci, którym prztyczka w ucho dał w swym bezkompromisowym, przedmeczowym wywiadzie trener Stanisław Chomski. Rozumiem go, trudno jest normalnie funkcjonować, gdy internet zalewa fala wiadomości o rychłym zwolnieniu, duńskiej odsieczy (tu przyznam, że choć Gundersen porusza się na wózku elektrycznym, potrafi świetnie poprowadzić drużynę i dodać jej ducha walki), czy też ostatniej, najostatniejszej szansie, by niczym patryjota Rejtan, próbować obronić trenerski stołek.

Stal zasłużenie prowadziła, Włókniarz pasował się i coraz zacieklej gonił. I nagle beng, i nagle bum. Zgasły jupitery, utracono połączenie z Marceliną Rutkowską, na ekranie nastąpił blackout, a z band – jak i zapewne z kibiców – uchodziło stopniowo powietrze. Niektórym zapachniało Ostrowem, choć byłoby to całkowicie sprzeczne z logiką. Znudzony reklamami, korzystając z okazji ruszyłem w miasto, by odebrać moje świeżo przybyłe z Anglii Old Trafford w akrylu na płótnie, a po chwili doniesiono mi, że pożar, że prądu nie będzie, że walkower. Pół godziny czekania, mecz przerwany, koniec. Nawet studia konkretnego, jakiegoś pożegnania z widzami – ponoć – nie było. Null. Decyzja Eleven, brak niezbędnego do prowadzenia transmisji prądu, czy nacisk Ekstraligi, by nie prowokować dyskusji i nie podburzać rozczarowanych widzów? Zapewne jest to informacja, która poza decyzyjne kręgi nie wyjdzie.

I co dalej? Jak rozwiązać cały ten ambaras? Do momentu, w którym piszę ten tekst, Ekstraliga opublikowała ledwie komunikat, że sprawą zajmie się Komisja Orzekająca Ligi. Zapewne w Warszawie i nie tylko trwa obecnie potężne konsylium, a telefony goreją, jak sprawca całego zamieszania – płomień iskrzący w niskim, pękatym budyneczku. Skromny reprezentant niszczycielskiej siły natury, której homo sapiens nigdy nie założy całkowicie uprzęży.

Jakie są możliwości? Wedle regulaminu, jeśli wystąpi ekstraordynaryjne wydarzenie, które zakłóci porządek meczu, gospodarz ma trzydzieści minut na uporanie się z problemem. W przeciwnym wypadku walkower. Idąc za literą prawa, powinniśmy tutaj właśnie zakończyć temat i obwieścić, nieco tenisowe, 40:0 dla Włókniarza. Przykre to dla Stali i nie do końca z duchem sportu, lecz jak mówi rzymskie powiedzonko – dura lex sed lex.

Powtórzyć mecz? Przepraszam bardzo, z jakiej racji? Zajście, fakt, było niecodzienne, ale odjechaliśmy 3/4 spotkania, zawodnicy przyjechali, zużyli sprzęt, opony, walczyli na torze o punkty. Ktoś im za to zapłaci? Mamy koronakryzys, to raz, a dwa – nie byłaby to zbyt normalna decyzja. Powtórka meczu nie jest w żadnym, ale to żadnym stopniu fair wobec zainteresowanych klubów, ich zawodników, prezesów i kibiców. Rozumiem, że mamy mało żużla, ale nie warto dziesięciu biegów po prostu wycierać gumką z programu.

Zaliczyć zwycięstwo Stali, idąc za radami jej prezesa Grzyba. To byłaby sportowa kpina, dająca na dodatek pożywkę wszystkim żużlowym malkontentom, by jeszcze bardziej dopiec Ekstralidze i wręcz surfować po falach jadu i krytyki. Tym razem chyba zasłużenie. Biorąc w takim wypadku za wzór Na Zachodzie bez zmian Ericha Marii Remarque’a, można by zaraportować: “Włókniarz przegrywał, odrabiał, był w gazie. Na stadionie gospodarzy nastąpił pożar rozdzielni prądu. Mecz przerwano i zaliczono zwycięstwo Stali. Kluczowe pięć biegów nie odbyło się”. Cui bono? Teoretycznie oczywiste – gorzowska Stal. Ligi z takimi werdyktami nie chcemy i nie miałaby ona nic wspólnego z najlepszą i najbardziej profesjonalną na świecie. To raz. A dwa, Stal może dostałaby dwa punkty, lecz straciła przy tym mocno na pijarze. Już krąży po necie mem z siwym majsterkiem grzebiącym w elektrycznej skrzynce podpisany: “Madsen Sradsen”. Choć niewątpliwie śmieszne, nie wierzę w to. Każdy pożar, to również straty finansowe, niezależnie od tego ile sprzętu w warsztaciku dziś spłonęło i nikt nie zaprószył ognia specjalnie. Odpowiedź na zadane przeze mnie pytanie nie jest więc taka jednorodna.

Co więc? Czy włodarze gorzowian powinni uderzyć się w pierś szepcząc mea culpa i wziąć odpowiedzialność za zaistniałą sytuację na siebie? Regulamin jest regulaminem, a mecz odjechano – o ile dobrze sobie przypominam – w Gorzowie, nie Krośnie. Może zatem pogrążymy Stalówkę i damy 40 punktów Włókniarzowi? Potoki lamentu spłyną z dawnego Landsbergu nad Wartą, ale nikt w gruncie rzeczy nie będzie mógł się przyczepić. Tworząc bardzo precyzyjny protokół meczowy, działacze Ekstraligi wyjdą na głupców, jeśli sami go nie będą przestrzegać.

A może nie powtarzać, tylko dokończyć mecz w innym terminie? Mechanicy umyją motory, elektrycy zdążą zabezpieczyć nową instalację. Kibice z ważnymi biletami przyjdą na finałowe pięć biegów. Wydaje się to proste. Tak, ale co z fanami gości? Co z kosztami? Czy Ekstraliga dysponuje jakąś komunalną cysterną paliwa, metanolu i wspólnotowych funduszy na takie okazje? Teoretycznie nie, ale niech oliwa będzie sprawiedliwa. Róbmy żużel w duchu sportu. Zaliczymy wynik? Działacze częstochowscy podniosą słuszne larum, a na Ekstraligę spadnie lawina zasłużonej krytyki.

Rozwiązań nie ma wiele, a czas się kończy. Nie dalej niż po południu cały nasz żużlowy folwark oczekiwał będzie jasnego i precyzyjnego werdyktu. Jeśli chodzi o mój typ – cholera wie. Pewne są trzy rzeczy. Uno – decyzja ta nie jest łatwa do podjęcia. Duo – któraś ze stron uzna się zapewne za pokrzywdzoną. Wiele zależy też, jak do incydentu podejdą kluby, ale – wnioskując z wypowiedzi prezesa Stali – nic nie wskazuje na to, by zajmowały podobne stanowisko. Chyba, że to tylko zasłona dymna. I wreszcie tres – precedens. Choć regulaminy sportowe, to nie amerykańskie prawo, często w sporcie działamy na zasadzie precedensu. Sytuacja, która miała wczoraj miejsce, to dla Ekstraligi dziewicze wody. Decyzja, którą podejmą władzę z pewnością stanowić będzie wzór, gdyby jakaś awaria prądu/pożar/kataklizm na innym stadionie powtórzyły się. Chyba, że dopisany zostanie do regulaminu odpowiedni paragraf, lecz to nie wcześniej niż w zimę.

Jak będzie? Pozostaje nam spokojnie czekać i bez marudzenia przyjąć każdą decyzję. Personalnie, dla mnie najmniejszym złem byłoby dokończenie meczu – dajmy na to – w poniedziałek. Koszta kosztami, ale żużlowy produkt premium i współtworzące go podmioty powinno na taką ewentualność stać, nawet mimo koronawirusa. 

DAMIAN KLOS

CASH BROKER

  1. Panie Redaktorze,

    nie jestem związany ani z drużyną z Gorzowa ani z Częstochowy. Dokończenie meczu na torze w Gorzowie jest jednak faworyzowaniem gospodarzy, bo to goście znowu będą musieli się dopasować do toru i zwyczajnie mogą nie zdążyć. Może więc dokończyć mecz, ale na torze w Częstochowie ?

  2. Co to za pomysł , dokończyć mecz żużlowy??? W dzisiejszych czasach poziom piszących woła o pomstę do nieba….
    Pierwsza rzecz. Rozdzielna. Czy był zrobiony aktualny przegląd? Są na to papiery? Jak nie, to dzieciaki moje kochane kończymy dalsze pisanie o niczym….

  3. dura lex sed lex. Nie duch sportu , nie interes partyjny , nie sprawiedliwosc spoleczna . Przestrzeganie prawa i przepisow inaczej to sie nazywa “zielony stolik ,walek “itp.

  4. Ja oczami wyobraźni widzę już tabliczkę z napisem “Warning!” umieszczoną przez prezesa przed drzwiami rozdzielni. 😉
    W sumie to mogłoby nawet mieć dobry skutek, skoro wcześniej owa rozdzielnia ponoć służyła jako przechowalnia motocykli. 😉

  5. Napisze jeszcze raz

    Na zachodzie bez zmian to książka Remarqua o miłości w realiach okopow 1 Wojny Światowej.
    Krótko mówiąc nawet zaczerpniecie samego tytułu do artykulu jest słabe.
    Dla jednych Gorzow jest na zachodzie dla innych na wschodzie …
    Niby znam sie na literaturze i geografii jednoczesnie tak maja pomyśleć o autorze czytelnicy???

  6. Dokończyć w czasie meczu rewanżowego. Trudno gratka dla kibiców Częstochowy. 20 wyścigów. Liczą się koszty plus logistyka tak najlepiej będzie 5 biegów a potem mecz.

  7. Niech się cieszą stalowy z Gorzowa, że włókniarze chcą powtórki a nie walkowera. Po wywiadzie z prezesem 🍄 śmiać mi się chce, mamy agregat ale gdzie mieliśmy go podłączyć jak rozdzielnia się paliła. Agregaty są też na ropę, heh

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.