Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Czy muszę wierzyć Drabikowi?

fot. Jarosław Pabijan

Dopóki Polada nie wyda wyroku w sprawie Maksyma Drabika, to zawodnik pozostaje niewinny. Sprawa jest delikatna, niejednoznaczna, ale też bardzo poważna. Dlatego pozwolę sobie na dystans wobec wszystkich informacji i oświadczeń pojawiających się w przestrzeni publicznej.  Tym bardziej, że nie traktuję żużlowców jak superbohaterów, którzy nie piją, nie palą, nie robią innych rzeczy na „p”, a już na pewno nie stosują dopingu. Spokojnie, żużlowcy to zwykli śmiertelnicy. Też zdarza się im kombinować. Dlatego dopuszczam do siebie myśl, że bohaterowie czarnego sportu mogą oszukiwać i stosować doping.

Na szczęście Polada wyda wyrok w oparciu o przepisy i twarde dowody. A już na pewno nie będzie opierać się o jakąkolwiek wiarę. I czyjeś widzimisię. Przy ostatecznej decyzji nikt nie będzie brał pod uwagę komu Drabik podpadł, kto go nie lubi i kogo sam zawodnik ma w głębokim poszanowaniu. To wszystko będzie nieważne. Bo w profesjonalnym sporcie liczą się antydopingowe przepisy, które są jasno sprecyzowane. Niestety istnieje prawdopodobieństwo, że zawodnik Betard Sparty Wrocław złamał regulamin. Nie będę ferował wyroków. Biorę jednak pod uwagę, że sprawa nie rozejdzie się po kościach. Maksym Drabik może mieć spore nieprzyjemności. Warto przygotować się na kilka opcji. Za wcześnie, aby zawodnikowi wytykać winę. I nie czas, żeby go usprawiedliwiać.

Zauważam, że środowisko żużlowe ma tendencje do sporej wyrozumiałości względem zawodników. Niektórym trudno uwierzyć, że ich idole mogą okazać się dopingowymi oszustami. Pewnie dlatego Patryk Dudek „nakoksował” się przypadek, a może winny był też trener z siłowni, który podrzucił zawodnikowi trefny towar. Darcy Ward strzelił parę drinków, bo miał problemy rodzinne. Cóż, kto z nas nie sięga po alkohol, a szczególnie w obliczu problemów? My, Polacy, powinniśmy być wyrozumiali. W końcu pod względem spożycia jesteśmy w europejskiej czołówce. Aleksander Łoktajew palił trawkę, ale pewnie się nie zaciągał jak prezydent Bill Clinton. A Grigorij Łaguta? To nie było uczciwe, że przez doping jednego zawodnika toruński Apator utrzymał ekstraligę, a spadł biedny PGG ROW Rybnik. Zawsze w środowisku znajdzie się wytłumaczenie. Jakbyśmy nie zdawali sobie sprawy, że doping to oszustwo.

Co innego Lance Armstrong, Marion Jones, czy też całe zastępy rosyjskich sportowców. To przecież przedstawiciele przemysłu dopingowego. Złoczyńcy i oszuści. Nasi żużlowcy wpadają tylko przez przypadek. Przypomnę więc, że niemal wszyscy dopingowicze mówią, że ich forma sportowa jest efektem niepospolitego talentu, popartego ciężką pracą. Do dopingu nikt się nie przyznaje. Dopiero po wpadce jest płacz. Opowieści o przypadkowym pojawieniu się dopingu w organizmie. Niektórzy nawet racjonalizują swoje decyzje o stosowaniu niedozwolonych środków. Inni do końca idą w zaparte i nie przyznają się do grzechu. Słuchając dopingowiczów można odnieść wrażenie, że sprawa dotyczy samych świętych i niewinnych. Dlatego będę spokojnie czekał na wyrok Polady w sprawie Drabika. I jeśli żużlowiec zostanie uznany za winnego, to nie będę biadolił nad jego losem. Jest wina, musi być kara. Gdy zostanie uniewinniony, przyjmę to z ulgą.

Zwróćmy też uwagę, że wokół żużla regularnie ciągnie się dopingowy smrodek. Jakoś trudno wierzyć w tym momencie w przypadek. Za to szokuje mnie skala nonszalancji wśród zawodników. Postawię nawet tezę, że wymagany profesjonalizm zaczyna przerastać żużlowe środowisko. Zawodnicy są hołubieni z każdej możliwej strony. Najlepsi i najbardziej utalentowani zostają milionerami już za młodu. Wokół nich kręcą się pochlebcy, przytakujący i popierający. W dobrze sobie znanym towarzystwie wszyscy czują się komfortowo. Tylko czy o to chodzi? Czasami w teamie potrzeba kogoś, kto twardo stąpa po ziemi, potrafi pójść pod prąd i dostrzeże niewidoczne. I bierze pieniądze nie za dobre słowo, ale za profesjonalną robotę.

W zamieszaniu dotyczącym Maksyma Drabika trochę mnie dziwi, a trochę śmieszy, że wątpliwości dotyczą zawodnika Betard Sparty. Przecież wrocławianie przyznali sobie pozycję lidera w kwestiach dbania o organizm żużlowca, jego dietę, suplementację, przygotowanie do sezonu. Betard Sparta chciała uchodzić za wzór do naśladowania. Teraz okazuje się, że te wszystkie piękne słowa są niczym wydmuszka, puste w środku. Szybko z fotela lidera wrocławianie skierowali się w stronę pozycji outsidera. Było światowo, pięknie i kolorowo. Może być szaro-buro i niewesoło. Bez Maksyma Drabika straty finansowe Betard Sparty mogą sięgać kwot większych niż milion złotych.

DAWID LEWANDOWSKI

CASH BROKER

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.