Główny partner portalu

Czarnecki o “czarnym sporcie” i siatkówce: Biało-czerwone to barwy niezwyciężone… W GP we Wrocławiu też?

fot. Jarosław Pabijan
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Po pięciu dniach XXXII IO w Tokio cały czas odmieniamy przez wszystkie przypadki słowa “wiara”, “nadzieja”, “przyszłość”. I gratulujemy ambitnych występów tym naszym młodym zawodnikom, którzy wypadli powyżej oczekiwań – jak kajakarka górska Klaudia Zwolińska czy specjalistka taekwondo Aleksandra Kowalczuk. Niestety, nasi faworyci do medali przegrywają i to w kilku dyscyplinach. Prawdę mówiąc, dziękując im za walkę, wolę zmienić temat.

 

Siatkarze rozbili Włochów 3:0 i na pewno będą walczyć o pierwsze miejsce w swojej grupie, co jednak nie jest formalnością po niespodziewanej porażce z Iranem. Dobrze spisują się też siatkarze plażowi. Za nami już 1/3 igrzysk i możemy tylko trzymać kciuki, aby pozostałe 2/3 było czasem morza medali – bo na razie jest, niestety, posucha. W takich chwilach trzeba sobie powtarzać – ja to robię – że i tak zawsze: “biało-czerwone to barwy niezwyciężone”. Zdecydowanie wolę to zawołanie niż niezmiennie mnie irytujące i często, o zgrozo, słyszane słynne: “Polacy, nic się nie stało!”.

W siatkówce duże się dzieje, bo pojutrze o 10 rano w Gdańsku zaczyna się letnie Grand Prix na plaży – ale z udziałem zespołów ligowych w składach czteroosobowych. Wystartują zespoły z Tauron Ligi oraz niektóre kluby I ligi. Gdy chodzi o mężczyzn, to 14 zespołów z Plus Ligi, uzupełnione dwoma zespołami Tauron I Ligi zagra za tydzień, też w czteroosobowych składach, ale już w Krakowie. Dodajmy do tego, że na Śląsku trwają rozgrywki Olimpiady Młodzieży, a w piątek we Wrocławiu rozpoczną się trzydniowe mistrzostwa Polski juniorów w “plażówce”.

Oczywiście każdy kibic żużla wie, że w tym samym czasie, bo w piątek i w sobotę w stolicy Dolnego Śląska, na naszym poczciwym Stadionie Olimpijskim odbędzie się Grand Prix. Liderem jest zawodnik miejscowej Sparty, Polak Maciek Janowski, wiceliderem też Spartanin (od tego sezonu) – Artiom Łaguta. Czy to oznacza, że w weekend będzie podwójne święto wrocławskiego żużla? Tego nie wiem. Najważniejsze dla mnie jest, aby Polak był na czele cyklu GP. Skądinąd liczę tu na poprawę pozycji Bartka Zmarzlika, który na razie kończył zawody dwa razy na półfinałach. Wierzę, że Olimpijski będzie znów biało-czerwony… I że usłyszymy najpiękniejszą melodię świata – Mazurka Dąbrowskiego…

RYSZARD CZARNECKI