Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

O Craigu Cook pisaliśmy kilka miesięcy temu. Zawodnik przyznał, że w skutecznej jeździe i rywalizacji przeszkadza mu nerwica natręctw. Jego ciągłe dążenie do doskonałości zaczęło przynosić odwrotne skutki od zamierzonych. Ostatnio z bardzo dobrej strony pokazał się jednak Cook w eliminacjach do Grand Prix Challenge w Glasgow, które wygrał z kompletem punktów. Zawodnik nie ukrywa, że ten wynik to też efekt jego zmian w podejściu do życia i samego siebie.

– Wydaje mi się że moja praca nad sobą przynosi powoli efekty. Znalazłem właściwy balans życia. Nie staram się już sam siebie zadręczać i za daleko wychodzić w przyszłość. Skupiam się na tym, co tu i teraz. Stałem się normalnym człowiekiem, który potrafi się cieszyć z najzwyklejszych rzeczy.  Mam swoją partnerkę Charlotte, córkę, no i ostatnio papugę Ruby, która wnosi radość do naszego domu. Wszystko zmierza ku dobremu – mówi na łamach Speedway Star zawodnik.

Cook nie ukrywa, że jego problemy były pochodną tego, iż chciał w życiu za dużo jednocześnie.

– Zawsze kochałem ścigać się na żużlu, ale bardziej od tego kochałem wygrywać i ta presja wywierana na samym sobie po prostu mnie zgubiła. Za dużo presji to za dużo stresu i to powodowało moje problemy. Zapomniałem w tym wszystkim, że muszę docenić, iż wykonuję pracę, którą kocham, a wygrywanie biegów to jej element, ale nie stały punkt programu. Po prostu się w tym wszystkim pogubiłem. Teraz wiem, gdzie były błędy. Inaczej podchodzę do życia i muszę przyznać, że żyje i startuje się łatwiej. Jestem innym człowiekiem aniżeli rok temu. Rok temu żużel był czymś, co stwarzało mi presję oraz ciężar psychiczny przez tę chęć ciągłego wygrywania. Aż doszło do tego, że miałem dosyć sam siebie. Teraz pracuję od podstaw i znów zaczynam kochać ściganie. Już mnie to nie męczy – kontynuuje Anglik.

24 sierpnia Cook wystartuje w Grand Prix Challenge (Gorican). Z szansami na powrót do cyklu Grand Prix.

– Do sierpnia jeszcze daleko i wiele może się wydarzyć. Awansowałem i bardzo mnie to cieszy. W Gorican jednak będzie piętnastu innych zawodników i wszyscy powalczymy o awans. Postaram się uzbierać te dwanaście punktów, które mogą dać awans, ale jak nie wyjdzie, to mój świat absolutnie nie legnie w gruzach. Dla mnie najważniejsze jest
obecnie, abym żył w zgodzie z sobą samym oraz moja rodzina i papuga. Najważniejsze, że po roku odnalazłem samego siebie – kończy Craig Cook.