lotto partner główny serwisu
Bartosz Smektała kolekcja
betard
sob. Sty 18, 2020
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz
Polcopper

Bogdan Bardzik ze Scottem Nicholsem, fot. facebook

Ciszy nad torem w Rzeszowie nie będzie

Rozmowa z Bogdanem Bardzikiem, prezesem sekcji żużlowej ZKS „Stal” Rzeszów.

Sekcja żużlowa, której Pan prezesuje istnieje i działa. To znaczy, że sport żużlowy jeszcze całkiem w Rzeszowie nie umarł?

Formalnie speedway nie zniknął ze sportowej mapy naszego miasta i mam nadzieję, że nigdy całkiem nie zniknie. Wierzę, że turbulencje związane z brakiem licencji na występy naszej drużyny w rozgrywkach ligowych potrwają nie dłużej niż jeden sezon. Rozwijając ten temat, z naciskiem pragnę rozgraniczyć, że czym innym jest nasza sekcja żużlowa działająca w strukturach ZKS „Stal” Rzeszów, a czym innym Speedway Stal Rzeszów S.A., czyli podmiot, który prowadził pierwszą drużynę startującą w lidze. Przyznaję, nie wszyscy to rozróżniają i często zdarza się, że to do nas trafiają pretensje o to, że rozłożyliśmy na łopatki żużel na poziomie ligowym w Rzeszowie.

Jaki jest zatem stan posiadania Waszej sekcji?

Zajmujemy się głównie szkoleniem młodych adeptów tego sportu. W tej chwili jest ich siedmiu. Zajęcia prowadzi z nimi trener przygotowania fizycznego Bartłomiej Hałas. Treningi odbywają się głównie na terenie siłowni Calypso.

Waszymi zawodnikami są również niezwykle utalentowani bracia Bartek i Michał Curzytkowie.

Pierwszy z nich zdał egzamin na licencję żużlową jesienią ubiegłego roku, a drugi, starszy, ma już za sobą obiecujące występy w meczach ligowych. Musiał na nie czekać prawie połowę minionego sezonu, aż skończy 16 lat, bo tego wymagał regulamin.

Jak widzi Pan ich przyszłość klubową w tegorocznym sezonie? Z tego, co wiem, nie podpisali jeszcze z żadnym klubem kontraktów.

Obaj są niepełnoletni, więc o ich zawodowej przyszłości w dużej mierze będą decydować rodzice. Na brak zainteresowania ze strony innych klubów na pewno nie będą narzekać, a że dotąd nie podpisali z nikim jeszcze umów może wynikać z tego, że prezes Nawrocki ciągle jeszcze daje nadzieję, że uda mu się uzyskać licencję na występy w I lidze. Wtedy nie byłoby sens,u by wyruszać poza Rzeszów.

A Pan jeszcze wierzy w możliwość uzyskania przez Speedway Stal Rzeszów licencji na ligowe występy w tym roku?

Jeśli mam być szczery, to nie. Taka szansa już dawno zniknęła.

Co by Pan w tej sytuacji doradzał Bartkowi i Michałowi?

Jestem pewny, że znajdzie się klub, który zechce skorzystać z ich usług jako zawodników i zapewni starty na ligowym poziomie. W ich przypadku tylko regularne występy na torze, w ostrej rywalizacji o punkty, gwarantują dalszy sportowy rozwój.

Z powyższego wnioskuję, że nie planujecie zgłaszania zespołu do Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów?

Zwyczajnie nas na to nie stać. Nie mamy też dostatecznej liczby młodych zawodników z licencją.

Czy to oznacza, że w 2019 roku nad torem żużlowym przy ul. Hetmańskiej w Rzeszowie zalegnie głucha cisza?

To zbyt pesymistyczny scenariusz. Mam nadzieję, że uda nam się zorganizować jakieś młodzieżowe turnieje towarzyskie. Planujemy też turniej o Puchar Prezydenta Miasta Rzeszowa. Doszły mnie słuchy, że w Poniedziałek Wielkanocny na się odbyć w naszym mieście mecz w obsadzie międzynarodowej Polska – „Reszta Świata”. Będą się też odbywać treningi na torze naszej szkółki. O tym, na ile one będą systematyczne, zadecyduje stan finansów. Nie ukrywam, że głównym ich źródłem jest dotacja z Urzędu Miasta. W roku ubiegłym była ona na poziomie pięćdziesięciu tysięcy złotych i mam nadzieję, że w tym nie będzie mniejsza. Byłoby dobrze, gdyby była nawet większa, bo w roku ubiegłym właśnie spółka żużlowa pokrywała nam koszty wynajmu i przygotowania toru, a teraz nie bardzo możemy na to liczyć.

A jak Pan ocenia dotychczasową współpracę z miastem?

W przeciwieństwie do prezesa Ireneusza Nawrockiego, który często narzekał na niedostateczne wsparcie Ratusza, ja o tej współpracy mam dobre zdanie. Zawsze możemy liczyć na pomoc ze strony miasta. Doceniamy fakt ponoszenia przez nie kosztów utrzymania toru i całej jego infrastruktury.

Nie da się uciec w naszej rozmowie od perspektyw tego sportu w stolicy Podkarpacia na ligowym poziomie. Wiele oczu skierowanych jest w Waszą stronę. Widzi Pan jakieś światełko w tunelu?

Nie dopuszczam nawet myśli, że przerwa rzeszowskiej drużyny w rozgrywkach ligowych potrwa dłużej niż jeden sezon. Wiem, że odbywają się już nieformalne na razie rozmowy w gronie potencjalnych sponsorów, ale o kandydacie na tego głównego – tytularnego jeszcze nie słyszałem, a jest on konieczny. Docelowo marzy mi się, by wokół tego sportu zebrała się grupa kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu mniejszych sponsorów, tak jak to jest w przypadku Asseco Resovii w siatkówce. Wtedy nie będzie strachu, że jeśli odejdzie sponsor główny, to jest katastrofa całego klubu.

W jaki sposób zachęciłby Pan potencjalnych darczyńców do wsparcia rzeszowskiego żużla?

Sam jestem przedsiębiorcą z branży budowlanej i wiem, że nie ma skuteczniejszej formy promocji niż poprzez sponsoring sportowy. Mogłaby znacznie więcej na ten temat powiedzieć prezes Marmy Polskie Folie, pani Marta Półtorak. W momencie, gdy zostawała sponsorem tytularnym drużyny żużlowej z Rzeszowa, wielu speców od marketingu nawet z Podkarpacia nie wiedziało o istnieniu takiej firmy. A dziś jest to marka rozpoznawalna w całej Polsce i daleko poza jej granicami. Dodam jeszcze, że sport żużlowy, oprócz wspominanej już siatkówki i piłki nożnej jest najbardziej popularną dyscypliną i wciąż przyciąga na stadion liczne rzesze kibiców, potencjalnych nabywców towarów i usług oferowanych przez sponsorujące ten sport firmy. Nie jest tajemnicą, że wśród zagorzałych kibiców speedwaya nie brak właścicieli i menedżerów firm, które mogą być potencjalnymi kontrahentami wchodzących na orbitę tego sportu.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiał TADEUSZ SZYLAR