Fot. Stadiony.net
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

W miniony weekend zainaugurowała zmagania Nice 1. Liga Żużlowa. Zdaje się, że bez wyraźnego faworyta tak do awansu jak i do opuszczenia jej szeregów. Ci, którzy uzyskują promocję do PGE Ekstraligi, nierzadko miewają problemy z utrzymaniem się wśród najlepszych. Jeszcze ciekawiej bywało w przypadku zespołów relegowanych do najniższej klasy rozgrywkowej.

Z wypiekami na twarzach będziemy śledzili zmagania całej siódemki, bo po przedsezonowych sparingach nie wiemy tak naprawdę nic. A przecież nie zawsze tak bywało. O ile sprawa awansu do elity otwarta była czasem i do ostatniego biegu sezonu, już mniej więcej w jego połowie można było śmiało obstawiać, kto z Nice 1. LŻ wyleci. I najczęściej typy te były trafne. Ciekawe i dosyć pogmatwane były losy drużyn, które spotkał ten przykry fakt. Jedne popadały w totalną degrengoladę i jedynym uzasadnieniem dla ich istnienia był fakt, że niżej już spaść się nie dało, a dla miasta i pomniejszych sponsorów posiadanie klubu żużlowego było kwestią honoru. Inne odbijały się natychmiast, traktując banicję jako okazję do oczyszczenia swych szeregów i zreperowania budżetu. Jeszcze inne grzęzły w jej czeluściach, pozbawione środków bądź ambicji na powolny marsz w górę.

Przyjrzyjmy się zatem losom spadkowiczów z pierwszej ligi w ostatnich trzech sezonach:

2016: ‘Oni tu wpadli tylko na chwilę’

To był TEN sezon. Ten, w którym na zapleczu ekstraligi zapanował straszliwy ścisk wskutek połączenia obu niższych klas rozgrywkowych. W efekcie dało to aż 11 zespołów walczących o elitę. Walczących niestety tylko w teorii, bo dwa od samego początku skazały się na degradację. Kolejarze, ten z Rawicza i ten z Opola, niejako siłą zostały wepchnięte do 1. ligi, ale nie wykazywały chęci, aby skorzystać z okazji i w niej pozostać. Mecze rozgrywały wyłącznie u siebie i pod koniec rozgrywek kwestią otwartą było wyłącznie to, kto będzie czerwoną latarnią, a kto skończy przedostatni.

Po spadku obie ekipy jakby się umówiły na kontynuację swego zeszłorocznego „dzieła” i w drugoligowych okolicznościach przyrody również zajęły dwa ostatnie miejsca. Tego było trochę zbyt wiele, bo pustki na trybunach i brak perspektyw na awans poważnie zagroziły bytności ośrodków „kolejarskim”. W konsekwencji oba zespoły sezon 2018 rozpoczęły z mocnym postanowieniem poprawy i odmiennymi koncepcjami rozwoju. O ile w Opolu postawiono na rozwój młodzieży, szeroki skład i Piotra Żyto w roli trenera zespołu, w Rawiczu zrobili pionierski eksperyment. Tamtejsi działacze podjęli bardzo ścisłą współpracę z leszczyńską Unią. W jej konsekwencji do Rawicza na mecze drugoligowe zjeżdżali młodzieżowcy drużyny mistrza Polski, występując w charakterze gościa. Bartosz Smektała i Dominik Kubera to były nazwiska, które przyciągnęły niespotykaną oo dawna publikę na trybuny, a klubowi pozwoliły zająć czwarte, premiowane awansem do play-off miejsce. Opolanie ligę zakończyli z zaledwie jednym punktem mniej. W obecnym sezonie wymieniani są w gronie kandydatów do awansu na zaplecze Ekstraligi.

Do kolejarskich spadkowiczów dołączył w sezonie 2016 również zespół KSM-u Krosno. Tym razem w pełni legalnie, bo odjechał swoich 18 spotkań i zgromadził tyle samo punktów, co bydgoska Polonia. Spadli krośnianie, bo mieli od klubu Gollobów gorszą różnicę punktową. Od tego momentu rozpoczął się sukcesywny zjazd. W sezonie 2017 miejsce czwarte, a w poprzednim nikt już w Polsce gorszy od krośnian nie był. Do nowego sezonu przystępują z nowym zarządem, całą watahą zawodników i stosowną nazwą – Wilki.

2017: ‘Zasłużony spadek zasłużonych klubów’

Sezon później doigrała się wreszcie Polonia Bydgoszcz. Z dorobkiem ośmiu punktów spadła na najniższy szczebel rozgrywek. Ustawiczne problemy natury finansowej, organizacyjnej oraz infrastrukturalnej nie pozwalały myśleć o rychłym powrocie na zaplecze elity. A dla bardzo wielu kibiców już sam fakt przebywania wśród najsłabszych wielokrotnego mistrza Polski ze stadionem, na którym w Grand Prix królował Tomasz Gollob, był trudną do wyobrażenia aberracją. Prezes Władysław Gollob ewidentnie nie radził sobie z zarządzaniem, drużyny nie zbawił również jego syn Jacek w roli trenera. Sezon później wcale nie było lepiej. Polonia nawet nie podjęła próby powrotu do Nice 1. LŻ. Przeciwnie, zajęła przedostatnie miejsce, gromadząc 8 punktów w 12 startach. To – podobnie jak w przypadku Kolejarzy z Rawicza i Opola oraz zespołu z Krosna – przelało czarę goryczy. Misji ratowania Polonii podjęło się czworo dżentelmenów – Tomasz Gollob, Zbigniew Boniek, Jerzy Kanclerz i Zbigniew Leszczyński. Od tego momentu Polonia jest wymieniana jako jeden z głównych kandydatów do awansu.

Przed dwoma laty szeregi pierwszoligowców opuściła również Stal Rzeszów, uzyskując siedem punktów na przestrzeni sezonu. Tutaj za cel obrano sobie nawet nie natychmiastowy powrót na zaplecze PGE Ekstraligi, co awans do niej już na sezon 2019. Pomóc w tym miały pieniądze Ireneusza Nawrockiego oraz Greg Hancock, zatrudniony na niebotycznym jak na ten poziom rozgrywek kontrakcie. Rzeczywiście, drużyna prowadzona przez Mirosława Kowalika, a potem Lecha Kędziorę przeszła przez rozgrywki jak burza, zbierając łącznie 29 punktów w 12 startach. W finale pewnie pokonała Ostrovię i zameldowała się wśród pretendentów do awansu do Ekstraligi. Niestety, okazało się że prezes Nawrocki nie miał wystarczającej ilości środków na przystąpienie zespołu do rozgrywek. Nie spłacił długów wobec zawodników oraz innych podmiotów, a komisja licencyjna zmuszona była podjąć decyzję o nieprzyznaniu zgody na start w lidze. Tym samym Stal Rzeszów na przynajmniej jeden sezon znika z żużlowej mapy Polski.

2018: ‘Samą ambicją się nie utrzymasz’

W ubiegłym sezonie z ligi spadły Wanda Kraków oraz Polonia Piła. Klub z Nowej Huty prosił się o degradację już od dłuższego czasu, będąc mocniejszym jedynie od tych ewidentnie najsłabszych. W ubiegłym sezonie Wanda była dostarczycielem punktów i musiała sobie radzić również z problemami organizacyjnymi. Dość powiedzieć, że domowy mecz z ROW-em Rybnik musiał zostać przełożony, ponieważ klubowi wygasła licencja na użytkowanie miejskiego stadionu.

Do krakowian dołączyła kolejna z Polonii, tym razem ta pilska. Żużlowcy z Wielkopolski uzbierali łącznie 7 punktów w tabeli i targani problemami finansowymi musieli pożegnać się z Nice 1. LŻ. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że co bardziej doświadczeni żużlowcy postanowili walczyć do końca o swój zespół. Zarówno Rafał Okoniewski jak i Tomas H. Jonasson ligę kończyli za znacznie niższe niż pierwotnie ustalone stawki. Nie wystarczyło to jednak do ocalenia skóry. Pilanie ulegli Ostrovii w barażu i w sezonie 2019 pojadą w najniższej dywizji.

Tak po Wandzie jak i po Polonii nie należy się spodziewać spektakularnego sezonu. Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że podzielą los swoich poprzedników i skończy się na przewegetowaniu ligi. Oby nie, choć może właśnie osiągnięcie takiej formy dna zmusi zarządców tych ośrodków do mobilizacji i próby powrotu choćby o jeden szczebelek wyżej.

MATEUSZ ŚLĘCZKA

Spadkowicze z Nice 1. Ligi Żużlowej

2016: KSM Krosno, Kolejarz Rawicz, Kolejarz Opole – wszystkie wciąż w 2. Lidze Żużlowej.

2017: Polonia Bydgoszcz, Stal Rzeszów – Polonia wciąż w 2. Lidze, Stal bez licencji na starty.

2018: Wanda Kraków, Polonia Piła – oba zespoły wystartują w 2. Lidze Żużlowej.