Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Buczkowski: W IMP 2012 śp. Tomek Jędrzejak był poza konkurencją

FOT. JĘDRZEJ ZAWIERUCHA

Krzysztof Buczkowski był gościem poprzedniego odcinka programu „Wieczorne Magnata Rozmowy”. Przemysław Sierakowski rozmawiał z grudziądzaninem nie tylko o tematach bieżących, ale również o latach, gdy jego domem nie był stadion przy Hallera 4.  Panowie poświęcili sporo czasu wspomnieniom o jeździe 34-latka w Polonii Bydgoszcz.

– Jeżeli chodzi o Polonię Bydgoszcz, nie był to przypadkowy transfer, tylko przemyślana decyzja i długoterminowy plan. Jeździłem tam pięć lat z chęcią rozwoju i występów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ta decyzja była dla mnie trafiona, nie żałuję tego. Następnie wróciłem do rodzimego miasta. Podpisałem kontrakt na dwa lata z myślą, żeby awansować z ówczesnym GTŻ-em do Ekstraligi. Niestety to się nie udało i wróciłem do Bydgoszczy na kolejne dwa lata. W 2013 spadek dotknął Polonię i troszkę się tam to wszystko popsuło. To był czas wielu roszad u góry, u prezesów. Wtedy zdecydowałem się na Tarnów. Myślę, że gdyby GKM nie dostał dzikiej karty na starty w Ekstralidze, to w Tarnowie jeździłbym dłużej – opowiadał Buczkowski.

Jazda popularnego „Buczka” w Polonii obfitowała w wiele sukcesów. Żużlowiec zdobył w bydgoskiej ekipie m.in. srebrny i brązowy medal Drużynowych Mistrzostw Polski. Jako junior reprezentował też Polskę na najważniejszych imprezach.

– Z Marcinem Jędrzejewskim zdobywaliśmy medale w parach. Za czasów jazdy w Polonii były też medale Drużynowych Mistrzostw Polski czy Drużynowych Mistrzostw Świata Juniorów. Myślę, że ten okres był owocny. Mogło być znacznie lepiej, ale pojawiły się też różne kontuzje. Jestem zadowolony z tego, co wtedy osiągnąłem – ocenił zawodnik.

Nie zabrakło miejsca na wspomnienie jednego z najważniejszych turniejów dla Buczkowskiego, a więc zawodów o indywidualne mistrzostwo Polski z 2012 roku. Grudziądzanin zajął wtedy trzecie miejsce i okazał się gorszy tylko od Tomasza Jędrzejaka i Rafała Okoniewskiego.

– Była duża szansa na złoto. Do dziś to pamiętam. Szkoda tego mojego trzeciego startu, w którym przywiozłem 0. Była to ciężka rywalizacja, ale poza konkurencją był wtedy, teraz już śp., Tomek Jędrzejak i to on zdobył złoty medal. Ja z Rafałem Okoniewskim walczyliśmy o srebro. Myślę, że tamte zawody mogę zaliczyć od bardzo udanych – powiedział żużlowiec.

Jako że zarówno prowadzący, jak i gość pochodzą z Grudziądza, w rozmowie pojawiły się wątki historyczne dla drużyny Gołębi. Redaktor Sierakowski zapytał m.in. o wspomnienia dotyczące duetu Robert Kempiński – Jarosław Skarżyński, a także o stworzenie świetnej pary z Rafałem Okoniewskim.

– Załapałem się na końcówkę pary Kempiński-Skarżyński. Super się to oglądało. Tam jazda parą była praktycznie w każdym wyścigu. Teraz są trochę inne czasy i ta jazda parą nie zawsze wygląda dobrze. Myślę jednak, że z Rafałem stworzyliśmy bardzo dobrą parę. Nieraz Rafał ciągnął mnie za uszy, byśmy dojeżdżali na 5:1. Tych biegów wygranych było bardzo sporo i naprawdę dobrze nam się jeździło. Rozumieliśmy się świetnie na torze. Wiedzieliśmy co zrobić z przełożeniami, robiliśmy podobne zmiany. Uzupełnialiśmy się pod każdym względem. Spędziliśmy wiele lat w jednej drużynie, bo w Polonii Bydgoszcz też jeździliśmy razem – tłumaczył drużynowy mistrz świata juniorów z lat 2006-2007.

34-latek w bardzo ciepłych słowach wypowiadał się też o Jerzym Bałtrukowiczu, czyli byłym żużlowcu i świetnym toromistrzu z Grudziądza. Kapitan MRGARDEN GKM-u wspominał, że legenda grudziądzkiego klubu miała spory wpływ na jego karierę.

– Jurek walczył z ciężką chorobą i niestety tę walkę przegrał. Pożegnaliśmy go na koniec roku. To nieodżałowany człowiek, który zawsze pomagał. Nie tylko angażował się w przygotowanie toru, ale także pytał się nas jak się czujemy. Ja wyszedłem spod jego ręki. Wiązała nas specjalna więź. Po każdym meczu Jurek podchodził do mnie i, bez owijania bawełnę, potrafił pochwalić, poklepać po plecach. Mówił też wprost, że pojechałem słaby mecz. Pocieszał i mówił, że będzie lepiej. Nie kazał się poprawić, bo wiedział, że daję z siebie wszystko. Jak zaczynałem, to on mnie uczył pierwszych ślizgów na torze. Jestem mu za to bardzo wdzięczny. Nauczył mnie walki, determinacji i tego, by być coraz lepszym – mówił Buczkowski.

BARTOSZ RABENDA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.