Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Brytyjska wersja Fryzjera – Simmo jechał po… nazwiskach

„Wjechałem do żużla z niczym i z niczym z niego wychodzę” – rzekł kiedyś w wywiadzie. Oto historia Malcolma Simmonsa, żużlowca bez wątpienia wielkiego, lecz z biografią znaczoną momentami dramatycznymi…

Trzykrotny medalista indywidualnych mistrzostw Wielkiej Brytanii: złoty (Coventry 1976) oraz dwukrotnie brązowy (Coventry 1975 i 1978). Wielokrotny reprezentant Wielkiej Brytanii w zawodach o DMŚ oraz MŚP. W zawodach o DMŚ czterokrotnie złoty (1973, 1974, 1975, 1977) oraz srebrny (1978) medalista, a w zawodach o MŚP podobnie – trzykrotnie złoty (1976, 1977, 1978) oraz srebrny (1979). Trzykrotnie awansował także do finałów IMŚ, największy sukces odnosząc w 1976 roku, kiedy w Chorzowie zdobył srebrny medal za Peterem Collinsem. Oprócz tego, w 1975 roku zajął VII m., a w 1978 r. – VI m. (oba turnieje odbyły się na Stadionie Wembley w Londynie). Simmo, czyli Malcolm Simmons urodził się 20 marca 1946 roku w Tonbridge, zmarł 25 maja 2014 roku. Zaszokował żużlowy świat nie tylko umiejętnościami i wynikami, ale też szczerością do bólu po zakończeniu długiej i bogatej kariery.

Swoją przygodę ze ściganiem rozpoczął w New Cross, by w wieku 17 lat po raz pierwszy wystąpić w Lidze dla Hackney Hawks (1963). Nie udało mu się zdobyć stałego miejsca w zespole, więc w następnym roku przeniósł się do West Ham.

West Ham Hammers (Młoty) na nowy sezon 1964 były w stanie zaoferować Malcolmowi miejsce w drużynie. Jego umiejętności i wyniki poprawiły się, a West Ham przeszli szaloną drogę, od reaktywacji i nowego startu w 1964 roku, do zostania mistrzami ligi brytyjskiej i zdobycia Knockout Cup w 1965 roku. Malcolm pozostał z Hammers do końca sezonu 1967, by przenieść się do King’s Lynn Stars i osiedlić się tam na następne 7 lat, żegnając się w sezonie 1973 średnią punktową na poziomie 10,26, ale pozostawiając Stars pod koniec następnego roku.

W 1975 roku Malcolm Simmons przemierzył cały kraj, poszukując klubu, by ostatecznie pojechać dla Poole Pirates, kwalifikując się w tym samym sezonie do swojego pierwszego finału IMŚ. Został z Poole do roku 1980 i w ich barwach wystąpił jeszcze dwa razy w finale IMŚ. W 1976 roku, kiedy to zajął drugie miejsce i zdobył srebro indywidualne oraz wygrał Mistrzostwa Świata Par w duecie z Johnem Louisem, osiągnął swój szczyt. Z pewnością trafił idealnie, przenosząc się do Poole, gdzie uzyskiwał średnią meczową (max. 12), ponad 10,00 w ciągu czterech z sześciu lat, w których był z nimi. To tam zyskał sławę „Super Simmo”, ale stamtąd także odszedł. Przeprowadził się do Wimbledon Dons w 1981 roku i jeździł w zespole przez cztery sezony, aż dołączył do Swindon Robins tylko na jeden sezon. Kontrakt podpisał na sezon 1986. Potem trochę zwiedzał Wyspy, poszukując przystani, a to leczył ciężką kontuzję, aż w 1989 roku zaliczył 16 spotkań dla Arena Essex. W sezonie 1993 dwa razy pojechał dla King’s Lynn i wszyscy, podejrzewam, że nawet Malcolm, myśleli, że przeszedł na emeryturę.

Ale nie, a może tak? Podobno w 2001 roku, mając 57 lat, odbył jeszcze kilka przejażdżek w Mildenhall w zespole Ligi Konferencyjnej. Trudno jednak o potwierdzenie tego faktu.

Czym Simmo zaszokował żużlowe podwórko? Otóż swoją książką. „The Wole Truth”. Tony McDonald spisał i zredagował rertrospekcje Malcolma. To była eksplozja. Wydane w 2006 roku wspomnienia nie wszystkim przypadły do gustu, a samemu autorowi zapewne nie przysporzyły przyjaciół. Kibice również mocno się podzielili w ocenie legendy Simmonsa. Dominowały skrajne opinie. Simmo jest orzeźwiająco świeży i, nomen omen, uczciwy w tym opisie życia na torze i poza nim. Relacjonuje co wiązało się ze startami na żużlu i co działo się obok toru, szczerze jak przy spowiedzi, a do tego nie oszczędza również… siebie. Mówi, że nie czuł i nie czuje się z tym dobrze. Że sumienie go męczy. Opowiada o odpuszczaniu biegów i zawodów, albo to w ramach „przyjacielskich przysług”, albo zwyczajnie – za pieniądze. Twierdzi, że w sporcie żużlowym była to powszechna praktyka. Barwnie sprzedaje sposób, jakiego się dopuścił, by ominąć Control Board, gdy groziła mu utrata prawa jazdy w zawodach. Przypomina w końcu, dlaczego wyrzucono go ze ścigania, za oszukanie partnera. Te wyznania, a jest ich bez liku, najzwyczajniej szokują.

Simmo wtrąca też wątek osobisty. Opisuje trudne dzieciństwo w patologicznej rodzinie. Wspomina rozstanie z rodzicami, rozpad małżeństwa, roztrwonienie wszystkiego, co kiedykolwiek zarobił na speedwayu oraz kłopoty z prawem, które doprowadziły go do półrocznej odsiadki. To nie jest optymistyczny wywiad-rzeka z happy endem. Malcolm podsumowuje swoje życie boleśnie, twardo i prawdziwie. – Wjechałem do żużla z niczym i z niczym z niego wychodzę – konkluduje na koniec były brytyjski multimedalista.

W innym miejscu jest już jednak nieco pogodniejszy: – Mogę wspominać swoje czasy jako jeźdźca i kapitana Anglii z dużą dumą i dużą satysfakcją. Kiedy jechałem dla mojego kraju, chodziło bardziej o dumę niż o pieniądze i możliwość powiedzenia, że byłeś jednym z najlepszych jeźdźców w kraju, ponieważ było wielu dobrych angielskich zawodników, którzy nie zdobyli wielu tytułów w latach 70. Zbliżaliśmy się do uzyskania nagrody dla najlepszej drużyny w plebiscycie Sportowej Osobowości Roku BBC przy więcej niż jednej okazji. Wspaniale było być częścią tych zespołów i wielkiej ery żużla, w której jeździłem. Mając cztery kolejne medale zdobywców Pucharu Świata, trzy zwycięstwa Mistrzostw Par (z różnymi partnerami) i 80 międzynarodowych triumfów indywidualnych, jestem bardzo szczęśliwy – podsumowywał nostalgicznie i filozoficznie nieco Super Simmo.

Po śmierci Malcolma wpisy w księdze kondolencyjnej, mimo skandalu jaki wywołał, złożyło wielu ludzi żużla, doceniając dokonania faceta po przejściach, jakim niewątpliwie był. Znalazły się tam pożegnania od m.in. Neila Middleditcha, Scotta Nichollsa, Joe Screena, Jana Staechmanna czy Aluna “Rosco” Rossitera. Żużlowy świat pożegnał wówczas barwnego ptaka, choć u wielu budzącego skrajne emocje, od uwielbienia po nienawiść.

Źródła: defunctspeedway.co.uk, speedwayplus, retro-speedway, speedwaymuseumonline, wikipedia.org.

CASH BROKER

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.