Bartosz Zmarzlik pojechał w niedzielę świetne zawody na Stadionie Olimpijskim. Zawodnik truly.work Stali Gorzów zdobył 17 punktów w sześciu biegach i właściwie w pojedynkę walczył o honor gorzowskiego zespołu. Mimo świetnego wyniku indywidualnego, 24-latek nie był zbytnio zadowolony z przebiegu spotkania.
Mecz Betard Sparty Wrocław z truly.work Stalą Gorzów był kolejnym starciem, w którym kapitan zespołu z północy województwa lubuskiego był jedyną wyróżniającą się postacią w drużynie. Po zawodach Zmarzlik wyraźnie stwierdził, że jego koledzy z zespołu nie mogli znaleźć odpowiednich ustawień na wrocławski tor. – Chłopakom dzisiaj ewidentnie nic nie pasowało. Moi koledzy bardzo się męczyli. Były próby zmieniania naprawdę wszystkich możliwych ustawień, ale jak nie pasuje, to nie pasuje i już – komentował zrezygnowany żużlowiec truly.work Stali.
Zmarzlik przez całe spotkanie starał się pomóc kolegom z drużyny. Jego wskazówki na niewiele się jednak zdały, bo jedynym zawodnikiem gorzowian, który poprawiał się z biegu na bieg był Anders Thomsen. – Koledzy zadawali mi pytania, a ja im szczerze odpowiadałem. Jednak każdy na motocyklu wszystko robi inaczej i każdemu zawodnikowi co innego pasuje. Kiedyś zrobiłem z drugim żużlowcem pewien eksperyment. Zarówno on, jak i ja mieliśmy doregulowane motory. Gdy się tymi motorami zamieniliśmy, kompletnie nam to nie pasowało na torze. Ten zawodnik ważył tyle, co ja. Powiedzcie mi teraz, o co w tym wszystkim chodzi? Każdy inaczej ten motocykl prowadzi, inaczej go czuje, więc musi być on dostosowany pod konkretnego zawodnika – wyjaśniał trzeci najskuteczniejszy zawodnik w PGE Ekstralidze.
Wicemistrz świata na samym początku meczu również miał problem z dopasowaniem się do toru na Stadionie Olimpijskim. W czwartym wyścigu, mimo wygranego startu, Zmarzlik bardzo szybko dał się wyprzedzić Maciejowi Janowskiemu. – Te pierwsze biegi zdecydowanie nie były dla mnie najlepsze, więc tych zmian również u mnie było sporo. Tak naprawdę to dopiero w trzecim wyścigu czułem się komfortowo – wyjawił zwycięzca pięciu biegów niedzielnego spotkania.

Poza trudnościami związanymi z dobraniem odpowiednich ustawień, żużlowcy musieli zmagać się również z tropikalną pogodą. W niektórych momentach, termometry we Wrocławiu wskazywały aż 39 stopni Celsjusza. – Co tu dużo mówić, dzisiaj był ogień z nieba przez cały mecz. Najważniejsze, że cało i zdrowo odjechaliśmy te zawody. Z mojej strony ten wynik był dobry, ale reszcie drużyny już tak dobrze nie poszło. Drużynie poszło słabo, więc nie mam się z czego cieszyć – mówił Zmarzlik.
Przed spotkaniem dużo mówiło się o tym, że tor we Wrocławiu nie jest taki, jaki powinien być. W szeregach truly.work Stali narzekał na niego szczególnie Peter Kildemand. – Czy widzieliśmy jakieś kontrowersyjne sytuacje na torze? Nie, nie było ich. Wszystko z torem było w porządku. Nie jestem żużlowcem, który by się tłumaczył torem. Warunki są, jakie są i trzeba się do nich dostosować – podkreślał lider gorzowian.
Niedzielny mecz był dla Zmarzlika idealnym testem przed sierpniowym Grand Prix Polski. Żużlowiec miał okazję do sprawdzenia optymalnych ścieżek na Stadionie Olimpijskim, ale stwierdził, że o samym turnieju jeszcze za dużo nie myślał – Ja jestem zawodnikiem, który jedzie z meczu na mecz. Staram się dać z siebie zawsze 120 procent drużynie. Nie ma znaczenia czy jadę tutaj, w Szwecji, w Grand Prix, czy dla naszej reprezentacji – zakończył wicelider Indywidualnych Mistrzostw Świata.
BARTOSZ RABENDA












Żużel. Piorunujące rozpoczęcia sezonów! Oni od początku byli świetnie spasowani! (RANKING)
Żużel. Piękne Świętochłowice! „Skałka” praktycznie gotowa!
Żużel. Oto najmłodsza oraz najstarsza drużyna Ekstraligi! (RANKING)
Żużel. Zaniedbane Lwy. Czy Włókniarz potrzebuje modernizacji stadionu?
Żużel. To dopiero był bieg! Pojechali o… żywego prosiaka!
Żużel. Szok w Rybniku! Rafał Szombierski na treningu ROW!