czw. Mar 21, 2019

Bartłomiej Skrzyński z Emilem Sajfutdinowem w parku maszyn na torze w Cardiff. Fot. Małgorzata Lisowska/www.skrzynski.info.pl

Skrzyński: Gdyby były perfumy o żużlowym zapachu, to bym je kupił

Bartłomiej Skrzyński jest definicją człowieka orkiestry. To z pewnością jedna z najbardziej zapracowanych osób w środowisku żużlowym. Mimo poruszania się na wózku, ma na swoim koncie lot na paralotni, skok na bungee czy nurkowanie. Rozmawiamy o wzruszających historiach z dzieciństwa, szeregu działań, które nasz rozmówca prowadzi na rzecz osób z niepełnosprawnościami, a także o jego ukochanej Sparcie Wrocław.

Jest Pan społecznikiem, dziennikarzem i inicjatorem działań na rzecz niepełnosprawnych, jako dyrektor Biura Wrocław Bez Barier i rzecznik Prezydenta Wrocławia ds. Osób z niepełnosprawnością. Obowiązków związanych z tymi funkcjami musi być w Pana życiu bardzo wiele. Udaje się znaleźć w tym wszystkim chociaż trochę czasu wolnego?

Jak pan mógł zauważyć, nawet kwestia dodzwonienia się do mnie nie jest prostą sprawą. Nie dzieje się tak przez to, że mam celowo wyłączony telefon. Obie komórki cały czas się grzeją, a ja staram się na wszystko jak najszybciej odpowiedzieć. Żyję bardzo intensywnie i mój kalendarz jest wypełniony po brzegi. Pracę rozpoczynam o godz. 6, a kończę nierzadko po 23. Jeśli więc pyta pan o czas wolny, to ja chyba za bardzo nie wiem, co to znaczy mieć czas wolny. Nawet chodzenie na mecze mojej ukochanej Betard Sparty Wrocław wiąże się z obowiązkami zawodowymi. Często podczas spotkań odbywam rozmowy powiązane z moimi szerokimi aktywnościami.

Jedną z najważniejszych aktywności prowadzonych przez Pana jest inicjatywa „W-skersów”, która w tym roku kończy 16 lat. Jak doszło do powstania programu pod tą samą nazwą?

Mówiąc wprost, nie liczę tego tak skrupulatnie. Myślę, że z tą inicjatywą łączy się długa, osobista historia.

Jaka historia?

Ja, za sprawą swoich najbliższych, czyli rodziców, siostry Magdaleny i przyjaciół, mogłem tak naprawdę po prostu pożyć. Mimo choroby postępującego zaniku mięśni, przez którą poruszam się na wózku, i mimo, że lekarze powiedzieli mi, iż w wieku kilkunastu lat przejdę na drugą stronę mocy, to w tym roku mam nadzieję skończyć 40 lat. Rodzice pozwolili mi być dzieckiem. Mogłem jeździć na rowerze, zakochiwać się tak jak inni chłopcy w moim wieku. Uciekałem również na wagary. Gdy byłem młodszy, to miałem także marzenie, by zostać żużlowcem. Zapach, który wydziela się na żużlu, zawsze mnie przyciągał i gdyby ktoś wyprodukował perfumy o żużlowym zapachu, to bym je sobie kupił. Udało mi się nawet kiedyś usiąść na motocyklu żużlowym. Podczas jednego z meczów w 1993 roku Dariusz Śledź pozwolił mi to zrobić. Z kolei, gdy w ósmej klasie zorganizowałem przyjazd do mojej szkoły podstawowej nr 44 na Zakrzowie Bartka Bardeckiego, nieżyjącego trenera młodzieży Marka Ziarnika, kierownika Jurka Lipińskiego i obecnego menedżera Grega Hancocka, Rafała Haja, ten ostatni – na bieżni boiska szkolnego – przewiózł mnie na „żużlówce”. Gdy zatem okazało się, że ze względów zdrowotnych bycie żużlowcem nie będzie możliwe, to pomyślałem, że i tak chcę poznać ten sport od środka i zostanę dziennikarzem. Tutaj z kolei przełomowym momentem był półfinał indywidualnych mistrzostw świata na żużlu w Pradze. Po turnieju, na przejściu granicznym, u taty na plecach, podbiegliśmy do busa Tomasza Golloba. Tomek wyszedł, porozmawiał i zrobił sobie z nami zdjęcia. Całe zdarzenie opisałem i wysłałem do „Tygodnika Żużlowego”. Potem, po którymś z ligowych meczów, podszedł do mnie Adam Zając, czyli redaktor naczelny „Tygodnika” i zaproponował, bym dla niego pisał. Tak zaczęła się moja przygoda z dziennikarstwem. Następnie publikowałem m.in. w „Gazecie Wrocławskiej”, „Gazecie Wyborczej” czy nieistniejącym już „Słowie Polskim”. To właśnie w tym ostatnim tytule zacząłem pisać więcej o sprawach społecznych i większej dostępności dla osób niepełnosprawnych. Dopiero po rozpoczęciu całej mojej dziennikarskiej historii, zacząłem to dziennikarstwo studiować. Wtedy pomyślałem sobie, że ten ogrom wydarzeń, które już mnie spotkały, fajnie byłoby przenieść na innych. Zacząłem więc pokazywać dobre przykłady, rozwiązania i wydarzenia, w których uczestniczą osoby z niepełnosprawnościami. Zdecydowałem również, że dobrze byłoby to robić pod jakąś nazwą. Stąd W-skersi. Z dumą i zaszczytem przyjąłem laudację profesora Jana Miodka, kiedy w 2013 roku otrzymywałem nagrodę im. Pawła Włodkowica od Rzecznika Praw Obywatelskich. Językoznawca stwierdził wtedy, że ta nazwa zagościła w języku polskim, a ponadto daleka jest od cech pejoratywnych.

Laudacja prof. Jana Miodka dla Bartłomieja Skrzyńskiego. Fot. Piotr Kosior/skrzynski.info.pl

Przyszedł także czas na program w telewizji…

Tak, spisałem scenariusz programu i zastanawiałem się nad tym, jak ma on wyglądać. Pamiętam, że wtedy rozmawiałem również z Jerzym Owsiakiem. Jurek rekomendował: „wyślij swój pomysł do telewizji”. Niedługo później zadzwoniła do mnie Anna Mentlewicz, która była w redakcji programowej TVP. Okazało się, że mój pomysł jej się spodobał i jest wart realizacji. Spotkaliśmy się i porozmawialiśmy o tym, kogo bym widział w redakcji „W-skersów”. Program prowadziłem początkowo z Mariuszem Lewandowskim, którego brat Martin, ze wspólnikiem, tak świetnie rozwinął KSW. Pokazywaliśmy osoby aktywne w różnych miejscach w Polsce. Dostawałem mnóstwo listów z podziękowaniami za to, że to, co robimy daje pozytywną energię. W trakcie emitowania programu udało mi się zagrać w hokeja z Mariuszem Czerkawskim czy zaśpiewać z Katarzyną Nosowską, ale też nie mogło zabraknąć w nim Tomasza Golloba. Zaproszenie przyjął z dużą otwartością, jak zawsze team Gollobów w relacjach ze mną. Pamiętam też, proszę mi pozwolić na smutną dygresję. Wchodziliśmy wtedy na stadion w Bydgoszczy, a spiker anonsował „minutę ciszy” dla Roberta Dadosa. Byliśmy blisko z „Dadim”, jadł rosół u mnie, a jego żona podwoziła na basen. Umawialiśmy się, że po… dobrym sezonie w Lublinie wróci na top i zostanę jego menedżerem. Niestety to nigdy nie nastąpi. Przeżyłem też mocno lipiec 2018, bo supergość, mój rówieśnik, z Ostrowa przeszedł do innej galaktyki. A to właśnie Tomek Jędrzejak odwiózł mnie do domu, po podpisaniu kontraktu i pierwszej wrocławskiej konferencji prasowej. To „Ogór” zrobił dla mnie „wheelie”, podczas pierwszego treningu na wyremontowanym i dostępnym Stadionie Olimpijskim. Byłem sam w sektorze, który przygotowaliśmy – Tomek skierował wzrok w moją stronę, podniósł kciuk do góry i potem przednie koło. Kilka okrążeń, które jak ostatnie selfie na 25-leciu WTS-u, rozmowy o tenisie córki, grze w-skersów – na zawsze we mnie zostaną. Wilgotne oczy, gdy to mówię i olbrzymie wzruszenie wynika z tego, że… „Masz Chłopaku mieszkanie w moim sercu!”. Tomkowi należy się godny szacunek, a najbliższym – Karoli, córkom, bratu Darkowi – wsparcie. Tak zrobimy we Wrocławiu, dlatego ukłony dla Andrzeja Rusko, Krystyny Kloc, ale i zawodników z Maciejem Janowskim i Tajem Woffindenem na czele. Wracam do pana pytania o moich „W-skersów”. Gdy program przestał być emitowany, nie obraziłem się na cały świat. Angażowałem się w inne sprawy i dzięki temu z dumą mogę patrzeć na to, jak port lotniczy Wrocław, Szpilkostrada, Teatr Muzyczny Capitol czy Narodowe Forum Muzyki są przystosowane dla osób z niepełnosprawnościami.

Bartłomiej Skrzyński w rozmowie z Krzysztofem Kasprzakiem. Fot. Małgorzata Lisowska/www.skrzynski.info.pl

Z dumą może Pan patrzeć także na to, jak wygląda Stadion Olimpijski. Był Pan mocno zaangażowany w budowę specjalnego sektora dla osób niepełnosprawnych.

Do sprawy budowy tego sektora podchodziłem z bardzo dużym poczuciem odpowiedzialności. Jestem mocno związany ze środowiskiem żużlowym i środowiskiem osób z niepełnosprawnościami. Jeśli przy budowie nowego stadionu taki sektor by nie powstał, to bym to środowisko zwyczajnie zawiódł. Stadion Olimpijski przed przebudową nie był przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Wydawało się, że podobnie będzie ze stadionem w trakcie przebudowy, ale po emocjonalnych i wzruszających rozmowach z panią Krystyną Kloc udało się stworzyć podjazd, dzięki któremu w-skersi mogli oglądać mecze na Olimpijskim. To wszystko było wstępem do pracy przy nowym obiekcie. Pamiętam jak dziś, że już podczas rozmów z projektantem, ówczesnym dyrektorem Departamentu Spraw Społecznych, właśnie Jacek Sutryk powiedział mi, że muszę pilnować tego stadionu. Nie obyło się bez problemów. Podczas jednych z oględzin, gdy część tej naszej trybuny była już gotowa, zauważyłem, że, jak mawiał Marek Cieślak, będę widział tylko kaski. Poziom podwyższenia został podniesiony o 35 cm i teraz ten widok jest komfortowy. Udało się również stworzyć wygodny przejazd do sali konferencyjnej, a także toalety przystosowane dla osób z niepełnosprawnościami. Do stanowiska komentatorskiego prowadzą z kolei dwie windy. Krzysiek Cegielski powiedział mi, że nigdzie tak godnie nie dostaje się do miejsca pracy jak u nas. Pięknym feedbackiem było także to, jak w trakcie The World Games przyjechał do nas dziennikarz z Danii. Gdy go oprowadzałem po stadionie, to powiedział mi, że nigdzie na świecie nie widział tak świetnie i subtelnie dostosowanego stadionu. Ważne jest to, aby konsultować obiekty i przy modernizacjach robić to tak, aby były one dostępne i funkcjonalne dla osób z niepełnosprawnościami. Już nie wspomnę o dobrej recenzji wulkanu optymizmu, mistrza Igrzysk Paraolimpijskich Rafała Wilka, który na tor, podczas Wrocław PKO Maratonu, wjechał na handbike’u.

Pracował Pan również ze studentami na Uniwersytecie Wrocławskim. Zauważa Pan wśród młodych ludzi coraz większą świadomość na temat problemów osób niepełnosprawnych?

Zajęcia ze studentami dawały mi niezwykłą frajdę. Nie prowadziłem swoich zajęć w taki sposób, że półtorej godziny wykładałem, ale robiłem to w formie warsztatowej. Na uczelnię przyprowadzałem np. medalistów Igrzysk Paraolimpijskich, a także zabierałem studentów na różne zawody, w których biorą udział osoby z niepełnosprawnościami. Na przykład podczas treningu tenisa ziemnego na wózkach, siadali na nie i odbijali piłkę. Wiele osób, dla których prowadziłem zajęcia, weszło później do świata dziennikarskiego. Widać, że w tym, co robią mają świadomość problemów, które dotyczą osób z niepełnosprawnościami. Ostatnio na przykład, gdy wraz z prezydentem Jackiem Sutrykiem, rozmawialiśmy o wprowadzeniu standardów dostępności przestrzeni miejskiej, to mikrofon podstawiał mi mój były student.

Spotkanie z gwiazdami tenisa na wózkach. Fot. Małgorzata Bartczak, Adam Hawałej i Zbigniew Skrzyński/skrzynski.info.pl

Porozmawiajmy o Pana ukochanej Sparcie Wrocław. W drużynie nie przeprowadzono zbyt wielu zmian podczas okresu transferowego. Do WTS-u przyszedł jedynie Jakub Jamróg. Jak zapatruje się Pan na jazdę tego zawodnika we wrocławskim zespole?

Muszę powiedzieć, że mi podoba się taka polityka transferowa. Zarząd Sparty pokazuje, że niekoniecznie trzeba budować dream-teamy z wielkimi nazwiskami. Do bardzo dobrej jazdy można doprowadzić zawodników, którzy dopiero się rozwijają, a nie są gwiazdami. Ta polityka transferowa trwa we wrocławskim klubie już od dłuższego czasu. Pamiętam, że kiedyś do zespołu, po kontuzji, dołączył Piotrek Protasiewicz i jeździł naprawdę świetnie. Tak samo było z daniem szansy Tomkowi Jędrzejakowi czy Taiowi Woffindenowi. Oni nie byli mistrzami świata, gdy przychodzili do Sparty Wrocław. Myślę więc, że Jakub Jamróg też da sobie radę w Sparcie. To wciąż młody, utalentowany zawodnik i inwestycja w niego powinna być trafiona. Jamróg we Wrocławiu na pewno dostanie odpowiednie wsparcie i będzie się rozwijał.

Maksym Drabik w tym roku kończy wiek juniorski. Czy podziela Pan opinię, że jeśli Sparta ma zdobyć złoto, to właśnie teraz?

Rzeczywiście znalezienie klasowego juniora, który potrafi utrzymać formę przez dłuższy czas nie jest łatwe. Maksym Drabik bardzo szybko wszedł na wysoki poziom. Drabik jest z pewnością jednym z filarów naszej drużyny. Znalezienie drugiego takiego zawodnika będzie bardzo trudne. W dużej mierze zgadzam się więc z tymi opiniami, że jak nie teraz, to kiedy?

Bartłomiej Skrzyński z zawodnikami Sparty Wrocław. Od lewej Tomasz Jędrzejak, Tai Woffinden, Max Fricke. Fot. Facebook Bartłomieja Skrzyńskiego

A kogo widzi Pan jako głównych kandydatów do walki o te najwyższe cele?

Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że mieszkający aktualnie chwilę za tabliczką Wrocław, Piotrek Baron, ma sporą szansę na dokonanie niemożliwego, czyli po trzech tytułach z rzędu jako zawodnik zdobyć trzy tytuły z rzędu jako trener. Pewnie także Falubaz Zielona Góra, po swoich wzmocnieniach w okresie transferowym, będzie stanowić bardzo dużą siłę. Jestem jednak przekonany, że speedway znów nas niejednokrotnie zaskoczy i Sparta będzie miała szansę na bardzo wysokie miejsce. Byłoby wspaniale, gdyby marzenie wrocławianek i wrocławian się spełniło i na nowym obiekcie świętowalibyśmy złoty medal.

Zapytam jeszcze o cele na ten rok. Co chciałby Pan dołożyć do swoich osiągnięć?

Chciałbym, żeby Wrocław utrzymał trend działania na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Mam nadzieję, że te wydarzenia i inwestycje, które będziemy realizować w przestrzeniach miejskich, uwzględnią problemy tych właśnie osób. Od rana do wieczora nad tym pracujemy. Jeśli chodzi natomiast o moją pracę dziennikarską, to chciałbym zwrócić uwagę na byłych żużlowców, którzy może nie radzą sobie tak dobrze jak Krzysztof Cegielski czy Rafał Wilk, a potrzebują wsparcia. A dla siebie? Szczęścia siostry, zdrowia rodziców i może dwóch podróży dających „reset”.

Rozmawiał BARTOSZ RABENDA

1 thought on “Skrzyński: Gdyby były perfumy o żużlowym zapachu, to bym je kupił

  1. Panie Bartłomieju Skrzyński zawsze Pana ceniłam, jako matka dziecka z niepełnosprawnością uczeszczajacej do SOSW nr 1 we Wrocławiu, do którego likwidacji niestety przyłożył Pan swoje obie ręce. Przykro że do sesji która odbyła się 21.02.19r nie miał Pan ochoty z nami (społecznością szkolną SOSW nr 1) się spotkać, zaś na samej sesji i przy spotkaniu z Panem prezydentem został Pan wyłącznie rzecznikiem Miasta a nie dzieci niepełnosprawnych, których Miasto chce się pozbyć i przekazać pod organ zarządzający Fundację. Czy pan wie że często jest tak że dzieci z tzw. trudniejszymi zachowaniami często są wydawane ze szkoły? Że miasto wtedy nie musi pomóc, bo ten ptoblem nie lezy juz w gesti miasta a organu który prowafzi placówkę. Polecam zapoznać się szerzej z naszym problemem a przykład że tak się dzieje kiedy organem prowadzącym jest fundacja ma Pan przy sprawie szkoły we Wrocławiu (problem obecnie do rozwiazania) http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2019-02-27/kurator-wnioskuje-o-likwidacje-szkoly-we-wroclawiu-powodem-rozwiazanie-klasy/
    A głębiej zapoznać się Pan moze:
    https://www.facebook.com/332675944055774/posts/332725097384192/
    I proszę podjechać do szkoły ale do budynku B w którym znajduje się SOSW nr 1 a nie do budynków obok i pięknej sali, która jest uzyczsna ż okazji większych uroczystości. Proszę zgłosić się do nauczycieli o o prowadzeniu po szkole, a gwarantuje Panu że nie będzie Pan z tych warunków zachwycony
    https://www.facebook.com/332675944055774/posts/332711350718900/
    Jako Rzecznik Osób Niepełnosprawnych powinien Pan choćby trochę pochylić się nad losem dzieci uczęszczających do SOSW nt1 we Wroclaeiu, a która ma zostac zlikwidowana od 01.09.2019r.
    Niestety w tej sprawie okazał Pan się wyłącznie rzecznikiem Miasta …. przykre i bardzo smutne dla 191 dzieci uczących się w niej i ich rodziców

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.