Liczba tygodnia

Kliknij→

Zaledwie tyle punktów zdobył w siedmiu startach dla Betard Sparty Wrocław w ostatnim meczu Tai Woffinden

LICZBA TYGODNIA LOTTO

Zaledwie tyle punktów zdobył w siedmiu startach dla Betard Sparty Wrocław w ostatnim meczu Tai Woffinden

Antoni Woryna. Elegancki, nienaganny, skuteczny. Nasz pierwszy medalista IMŚ

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Antoni Woryna, jeden z najbardziej utytułowanych żużlowców w historii rodzimej szlaki. Był pierwszym medalistą IMŚ pośród Polaków, po dwakroć brązowym, takoż podwójnie złotym w drużynie i do tego aż 9-krotnym drużynowym mistrzem kraju. Imponujące osiągnięcia. Urodzony 15 lutego 1941 w Rybniku, zmarł 14 grudnia 2001, w efekcie powikłań po operacji usunięcia guza mózgu. Już za życia stał się legendą.

Jeszcze kilka lat temu, wdowa po panu Antonim, pani Halina, tak opowiadała o poznaniu się i życiu z dziadkiem Kacpra: – W 1962 roku w Gdańsku-Oliwie. Antoni był na zgrupowaniu kadry, a ja tam studiowałam wychowanie fizyczne. Przy uczelni był Ośrodek Przygotowań Olimpijskich, w jednej części mieszkali kadrowicze, w drugiej studenci. I pewnego razu do pokoju, w którym mieszkałam, przyszedł Antoni z kolegą. Zaprosili moją koleżankę na kawę. Wyszli we trójkę, po chwili kolega Antoniego wrócił po mnie. Wylądowaliśmy na kawie w Sopocie. Kiedy poznałam Antoniego, w ogóle nie wiedziałam, jak wygląda żużel. Interesowałam się lekkoatletyką, dorabiałam sobie nawet jako sędzia. Pierwszy raz widziałam żużel i Antoniego na torze w Gdańsku, na ligowym meczu. Ten sport nie za bardzo mi się podobał. Wydawał mi się bardzo niebezpieczny. Zawodnicy jadą blisko siebie, kładą się na wirażach. To nigdy nie była moja ulubiona dziedzina, ale kibicowałam mężowi. Kiedy jeszcze nie mieliśmy dziecka i były wakacje, jeździłam z Antonim na zawody. Po niespełna dwóch latach znajomości zdecydowaliśmy się na ślub, ponieważ dzieliła nas duża odległość i nasze spotkania były zbyt rzadkie. Antoni miał plany, żeby zostać w Gdańsku. Tamtejsi działacze, kiedy dowiedzieli się, że ma tam na miejscu dziewczynę, chcieli go zatrzymać. Był nawet już zameldowany w Gdańsku. Okazało się to jednak niemożliwe, bo na dwa lata zostałby zawieszony. A on dopiero zaczynał karierę… I wtedy padło pytanie, czy przyjadę do Rybnika. I tak jestem tutaj już ponad 50 lat. Jak dojeżdżałam pociągiem do Katowic i zobaczyłam ten ogień i dym, byłam przerażona. Natomiast Rybnik mnie zachwycił. Zresztą Antoni pokazał mi to miasto od najlepszej strony: piękną ulicę Kościuszki, kościół św. Antoniego, teatr. Zapraszał mnie do teatru, w naszym mieście często gościła np. Operetka Poznańska. W ogóle nie odczuwałam, że to górnicze miasto. Kiedy Kacper był dzieckiem, dość bezmyślnie kupiłam mu mały motorek. Nie sądziłam, że to będzie początek prawdziwego sportu. Kacperek był żywym dzieckiem, wszystkim się interesował. Zaczął pływać, dobrze mu szło, ale po kilku treningach stwierdził: za nudne. Potem było karate, z którego też zrezygnował. Zaczął grać w piłkę, ale chciał stać w bramce, jak Dudek. Tyle, że był trochę za mały… Myślałam, że z żużlem będzie tak samo. A Kacper sprawił nam taką niespodziankę!

A co z rodzicami Kacpra. Czy jego tato nie chciał zostać żużlowcem, czy okoliczności nie pozwoliły? Mirosław Woryna nawet zamierzał spróbować sił w speedwayu, ale… ojciec mu nie pozwolił. Odradzał, zniechęcał, a jak już się zgodził, to było za późno na rozpoczynanie kariery. Do tego okoliczności nie były zbyt sprzyjające, szara polska rzeczywistość lat 80., która na tle kolorowych kewlarów i błyszczących busów Erika Gundersena i innych zagranicznych żużlowych gwiazd, nie zachęcała do wyrzeczeń. Antoniemu Worynie tylko raz dane było odczuć ojcowską satysfakcję z triumfu syna w sportach motorowych. Gdy całą rodziną jechali na wakacje do Włoch, zatrzymali się w Wiedniu, a tam 11-letni wówczas Mirosław po raz pierwszy spróbował sił w jeździe gokartem i… ku zaskoczeniu wszystkich okazał się najlepszy. Po powrocie do kraju Antoni Woryna miał plan, żeby zapisać syna do szkółki gokartowej w Kędzierzynie-Koźlu, ale wszystko zniweczył stan wojenny.

A jak syn wspominał dokonania ojca i jego stosunek do trofeów, które zdobywał? – Najcenniejszymi były chyba dla niego te z indywidualnych mistrzostw świata. Tego z Wrocławia w ogóle się nie spodziewał, bo był świeżo po kontuzji obojczyka. Po zawodach w Szwecji zaś czuł pewien niedosyt. Cieszył się z brązu, ale mówił, że mógł mieć złoto. Był tego dnia najszybszy, miał najlepsze czasy, ale jeden bieg zdecydował, że tak się nie stało. Zabrakło mu doświadczenia. Wówczas można było najeżdżać na taśmę, za jej zerwanie groziła tylko kara pieniężna, a nie wykluczenie. Gdy ojciec akurat cofał koło, to sędzia puścił start i Barry Briggs ze Sverrem Harrfeldtem mu uciekli, a razem z nimi marzenia o krążku ze szlachetniejszego kruszcu – wspominał Mirosław Woryna.

– Teść zawsze chciał, by ktoś kontynuował jego dzieło, więc gdy urodził się Kacper, to razem z mężem, podczas oglądania jakiegoś meczu żużlowego, wymyślili sobie, że założą Woryna Team. Teść miał być trenerem, mąż menedżerem, a Kacper zawodnikiem – zdradziła Celina Woryna, żona Mirosława i mama Kacpra. Jej to ściganie syna nigdy się nie uśmiechało. – Kacper był niezwykle zdolnym uczniem, więc widziałam go w zawodzie lekarza czy prawnika. Potem łudziłam się, że skoro już sport, to wybierze piłkę nożną, ale to jednak w żużlu się zakochał. Babcia kupiła mu pierwszą motorynkę i to wszystko miało być na zasadzie zabawy – dodawała.

A Kacper?  – Pamiętam, że gdy tylko dostałem tę motorynkę, to pojechałem z ojcem na wielkie boisko. Krótko mi wytłumaczył gdzie gaz i hamulce, a ja wsiadłem i ruszyłem. Ojciec zrobił wielkie oczy z wrażenia, bo jechałem tak, jakbym jeździł od zawsze, jakby to było moje przeznaczenie. Tylko raz się wywaliłem, gdy pomyliłem hamulec przedni z tylnym – opowiada lider Rekinów, który najtrudniej miał z przekonaniem mamy, by wyraziła zgodę na regularne treningi w szkółce miniżużlowej, a potem w dorosłym żużlu. – Zawsze razem z małżonkiem mi tłumaczyli, że jak coś złego ma się stać, to nawet w drewnianym kościele człowiekowi cegła na głowę spadnie, a jak już żadne argumenty nie pomagały, to Kacper brał mnie na litość. „Mamusiu, proszę. Nie odbieraj mi moich marzeń”. Wtedy odpuszczałam i podpisywałam zgodę – wspominała pani Celina, która nigdy nie widziała na żywo występu syna na torze w dorosłym żużlu.

– Jeden mecz na rok oglądałam z trybun, gdy jeździł jeszcze na miniżużlu, ale byłam kłębkiem nerwów. Jak Kacper wsiada na motor, to jestem taka roztrzęsiona, takie emocje mnie ogarniają, że nie daję rady. Nawet w telewizji zdarzyło mi się dotychczas zobaczyć chyba tylko jeden jego mecz w całości – powiadała mama żużlowca.

Kacper startował na Wyspach w barwach Poole Pirates, klubu z którym związany był też dziadek. Kontrakt z Piratami na sezon 2018 dogadał w zaledwie pół minuty! Wszystko dlatego, że bardzo chciał jeździć w zespole, który w latach 1973-74 reprezentował Antoni Woryna. Jego dziadek w 1973 roku miał KSM na poziomie 6,49, a rok później 5,27. Był jednym z najbardziej lubianych obcokrajowców w historii ekipy Pirates.

– Fanem Piratów byłem od najmłodszych lat. Pewnie z powodu dziadka uwielbiałem zespół z Poole, a potem sam chciałem w nim jeździć. Teraz marzenia stały się rzeczywistością. Dziękuję Mattowi Fordowi za to, że znalazłem się w zespole. Czuję się tu jak w domu. Zrobię co w mojej mocy, by osiągnąć jak najlepszy wynik. Dam z siebie 110 procent – zapewniał po sygnowaniu umowy Polak.

Medalowe żniwo rozpoczął Antoni od niemieckiego Kempten w sezonie 1965, gdzie Polska okazała się niepokonana w finale drużynowym. W roku 1966 Antoni Woryna był już na ustach żużlowego świata. W każdej eliminacji IMŚ, od wiosny poczynając, stawał na podium, nawet na Wembley, w finale europejskim poprzedzającym światowy szczyt w Göteborgu. W Londynie błyskotliwy rybniczanin był lepszy od samego wielokrotnego championa Barry’ego Briggsa, w Szwecji zaś w pokonanym polu pozostawił Ivana Maugera i Björna Knutssona, aktualnego jeszcze wówczas mistrza świata, startującego przed własną publicznością. Podobnego wyczynu tj. zwycięstwa nad Knutssonem – ówczesnym mistrzem globu, Woryna dokonał również dwa tygodnie wcześniej, kiedy to podczas zwycięskiego dla Polaków finału DMŚ we Wrocławiu, jako jedyny w tym dniu, po przepięknej walce, zdołał wygrać ze szwedzką „Torpedą”. Oto jak ten pojedynek tuż po zawodach opisywał red. Władysław Wiecierzyński: – Największe brawa należą się bezsprzecznie Worynie… Szwed doskonale wyszedł ze startu, zaś Woryna został w tyle i na pierwszym wirażu zajmował ostatnią lokatę. Polak ruszył w pogoń i na przestrzeni zaledwie 100 m wysunął się przed Trofimowa oraz Briggsa, a następnie zaczął się systematycznie zbliżać do Szweda. Przed końcem drugiego okrążenia rybniczanin ostro zaatakował i przy olbrzymim aplauzie publiczności wysunął się na czoło, nie oddając już prowadzenia do mety. Mistrz świata musiał się zadowolić drugą pozycją, doznając jedynej we wrocławskim turnieju porażki.

Dziadkowi Antoniemu  nie było dane ujrzeć wnuka na motorze, nawet tym najmniejszym. Zmarł, w wyniku powikłań po operacji usunięcia nowotworu w grudniu 2001 roku. Słynną motorynkę żona legendarnego żużlowca, pani Halina, kupiła dopiero kilka miesięcy później, na wiosnę.  Antoni Woryna był niesamowitym technikiem, na torze wyróżniał się elegancką sylwetką.

– Kacper podobno bardzo go przypomina pod tym względem. Ktoś nawet zrobił porównanie ich sylwetek na podstawie zdjęć i praktycznie można było je na siebie nałożyć – mówił Mirosław Woryna, a mama dodawała: – Kacper przypomina też dziadka w sposobie bycia. Podobnie jak dziadek lubi się elegancko nosić i jest kawalarzem. Teść był nim aż do przesady. Mieszkaliśmy na górze, a teściowe na dole. Pewnego razu wszedł do nas na piętro. Byłam sama, nie usłyszałam, że wchodzi i gdy się odezwał, to… aż podskoczyłam ze strachu. Potem tę moją słabość wykorzystywał i za każdym razem się podkradał – wspominała Celina Woryna.

Henryk Grzonka, doskonały dziennikarz sportowy związany przez wiele lat z Polskim Radiem, napisał o Antonim: – Był moim idolem, kiedy jako młody chłopak chodziłem na żużlowe mecze, a potem wspaniałym starszym kolegą, z którym łączyły mnie niezwykłe relacje. Dziś pozostają dobra pamięć o Antku i archiwalne zdjęcia. Jak pisałem encyklopedię żużla, Antoni napisał mi słowo wstępne, ale także otworzył serce i szufladę ze zdjęciami. Nie mam zdjęcia z małym Kacprem, ale mam z jego starszą siostrą, zrobione w domu wśród żużlowych trofeów. Pamiętam jak kiedyś rozmawialiśmy o malutkim wówczas Kacprze. Powiedział mi wtedy Antoni… „wiesz, chciałbym, by jeździł i osiągnął to, czego mnie zabrakło.”

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI

Źródła – Przegląd Sportowy, Stefan Smołka: Antoni Woryna miałby 75 lat, www.polskizuzel.pl, www.speedwayw.pl