PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław – Moje Bermudy Stal Gorzów 46:44

2020-09-20 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: RM Solar Falubaz Zielona Góra – Fogo Unia Leszno 44:46

2020-09-20 16:30:00

Zakończona

Przejdź

6. runda FIM Speedway Grand Prix w Pradze

2020-09-19 19:00:00

Zakończona

Przejdź

5. runda FIM Speedway Grand Prix w Pradze

2020-09-18 19:00:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: PGG ROW Rybnik – Betard Sparta Wrocław 39:51

2020-09-14 20:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Motor Lublin – RM Solar Falubaz Zielona Góra 52:38

2020-09-13 19:15:00

Zakończona

Przejdź

16 lat Lokomotivu w polskich ligach. Czy Łotysze powinni mieć prawo startu w ekstralidze?

fot. Lokomotiv Daugavpils

W krajobraz polskich lig żużlowych chyba na stałe wpisała się łotewska drużyna z Daugavpils, która na przestrzeni lat wielokrotnie zaskakiwała swoją skutecznością. Tegoroczny skład Lokomotivu co prawda nie robi wielkiego wrażenia, ale podopieczni Nikolaja Kokina nadal potrafią pokazywać się z dobrej strony i być wymagającym przeciwnikiem. W tym sezonie przekonują się o tym praktycznie wszystkie drużyny, na czele z toruńskim faworytem rozgrywek i liderem tabeli. Nawet jeśli Łotysze nie wygrywają niektórych spotkań, to stawiają duży opór i zmuszają rywali do odpierania ich szaleńczych ataków. Chyba nikt nie spodziewał się, że Lokomotiv zacznie stawiać tak twarde warunki pozostałym zespołom i będzie miał tyle argumentów w bezpośredniej rywalizacji na torze.

Zagraniczne zespoły w polskiej lidze to żadna nowość. W ostatnich latach mogliśmy obserwować na przykład poczynania ekip z Miszkolca czy Równego, a teraz mamy Daugavpils i niemiecki Wittstock, który postanowił przystąpić w tym roku do zmagań w najniższej klasie rozgrywkowej i sprawił, że druga liga nie jest tak bardzo kadłubowa jak być mogła, bo liczy ostatecznie sześć, a nie pięć drużyn. – Takie ruchy na pewno mnie nie zaskakują. Ja nie jestem przeciwnikiem zagranicznych drużyn w polskich ligach. Dobrze, że istnieje taka opcja. Powinniśmy w dalszym ciągu podążać tą drogą, bo to jest właściwy kierunek – mówi Sławomir Kryjom, ekspert telewizyjny i były menadżer toruńskiej drużyny.

Dlaczego ośrodki zza granicy decydują się na starty w Polsce? Przeważnie chodzi o to, że we własnym kraju nie mają jakichkolwiek rozgrywek ligowych, a mimo tego zamierzają regularnie startować, wykorzystywać dostępne możliwości i podtrzymywać przy życiu żużel w swoim mieście. Czasami zdarza się też, że liga w danym kraju nie jest wystarczająco mocna i rozbudowana pod względem liczby drużyn, meczów oraz liczebności składów, co skłania do poszukiwania czegoś innego. Tak było chociażby z Wilkami z Wittstock, które miały większe oczekiwania od rozgrywek ligowych i chciały postawić wyraźny krok naprzód, dlatego przeniosły się z ligi niemieckiej do polskiej.

Polska wydaje się najlepszą opcją dla ambitnych i myślących o rozwoju zagranicznych klubów, ponieważ pozwala wskoczyć na wyższy poziom i przebijać się wśród najlepszych. – Polska jest w tej chwili mekką światowego żużla. Jazda w naszej lidze jest jak najbardziej wskazana, jeżeli jakieś narodowości chcą nas gonić lub się odradzać. Dzięki temu można uczestniczyć w profesjonalnych rozgrywkach oraz mieć kontakt ze znacznie lepszymi zawodnikami. Wydaje się, że to wszystko przynosi obopólne korzyści – ocenia Kryjom.

Lokomotiv trafił do polskiej ligi w 2005 roku po wcześniejszych wieloletnich startach w ligach radzieckiej, rosyjskiej i fińskiej. W ostatnich latach wiele zagranicznych klubów nagle pojawiało się i szybko znikało, ale z Łotyszami było inaczej. Drużyna z Daugavpils w tym roku zalicza swój szesnasty z rzędu sezon na polskich torach i na pewno ma ochotę na więcej. Niektóre zagraniczne kluby w dłuższej perspektywie czasowej nie były w stanie sprostać rywalizacji w polskiej lidze, utrzymać się na polskim rynku, przebijać się na czołowe lokaty i przyciągać uwagi środowiska, jednakże Lokomotiv pozytywnie wyróżnia się na ich tle.

Łotysze przez lata udowodnili, że mają stabilny oraz profesjonalny klub, który gwarantuje pewną jakość sportową i organizacyjną. Było widać, że nie zamierzają zmarnować swojej szansy. – Myślę, że właściciele klubu wykonali gigantyczną pracę, żeby podołać całemu przedsięwzięciu i zorganizować środki finansowe na funkcjonowanie drużyny. Kroki podejmowane przez Łotyszy wydają się słuszne. Można zadać sobie pytanie, gdzie dzisiaj byłby ośrodek w Daugavpils, gdyby nie starty w polskiej lidze? Mam przekonanie graniczące z pewnością, że podzieliłby losy kilku innych zagranicznych zespołów, które nie odgrywają znaczącej roli, albo całkowicie zniknęły z mapy światowego żużla. Dobrze, że tak się nie stało. Wytrwałość i zaangażowanie Łotyszy na pewno wzbudza podziw – twierdzi Kryjom.

Lokomotiv rozpoczął rywalizację w polskiej lidze od najniższej klasy rozgrywkowej, ale od samego początku był w górnej części tabeli i po trzech latach uzyskał awans do pierwszej ligi, gdzie startuje do dzisiaj. Drużyna z Daugavpils szybko pokazała, że nie zamierza być chłopcem do bicia i może namieszać w ligowym kotle. Łotysze stali się niewygodnym rywalem dla polskich drużyn, bo przeważnie budowali silne składy oparte na łotewskich i rosyjskich żużlowcach oraz pojedynczych wzmocnieniach z zewnątrz. Od razu stało się jasne, że Lokomotiv nie chce sobie jedynie pojeździć w polskiej lidze, tylko planuje walczyć o konkretne wyniki i zaznaczać swoją obecność.

Wystarczy wspomnieć, że ekipa z Daugavpils na przestrzeni dwunastu sezonów w pierwszej lidze ośmiokrotnie meldowała się w czołowej czwórce, a trzykrotnie wjeżdżała do wielkiego finału. Chyba nikt nie spodziewał się, że Łotysze staną się tak mocnym graczem na polskim podwórku. Warto dodać, że w latach 2015-2016 Lokomotiv wygrywał rozgrywki na pierwszoligowym froncie i teoretycznie uzyskiwał awans do elity, ale ostatecznie nie był dopuszczany do startu w najwyższej klasie rozgrywkowej. – Ja akurat byłem zwolennikiem tego, żeby pozwolić drużynie z Daugavpils pojechać w ekstralidze. Na pewno była ku temu okazja, ale niestety nie została wykorzystana – słyszymy od naszego rozmówcy.

Sporo mówiło się o tym, że Lokomotiv potrzebowałby stadionu na terenie Polski oraz młodzieżowców z kraju nad Wisłą, ale skoro w niższych ligach mógł podejmować rywali na Łotwie oraz wykorzystywać własnych łotewskich juniorów, to dlaczego w elicie nagle miałby podążać inną drogą? Niektórzy nie wyobrażali sobie również sytuacji, że drużyna zza granicy rywalizuje o medale w polskiej lidze i nie daj Boże sięga po jakiś krążek. – Dla mnie nie stanowiłoby to żadnego problemu. Jeśli na torze potrafiłaby udowodnić swoją wartość, to dlaczego nie? – zastanawia się żużlowy ekspert.

– Należy pamiętać, że Łotysze w przeszłości byli gospodarzami rund Grand Prix oraz wielu innych ważnych turniejów, podczas których udowodnili, że potrafią zorganizować zawody na najwyższym poziomie. Jestem pewien, że podołaliby wyzwaniom związanym ze startami w ekstralidze. Uważam, że Lokomotiv naprawdę powinien mieć prawo awansu, ponieważ dodałby trochę kolorytu najwyższej klasie rozgrywkowej. Przez lata mieliśmy okazję przekonać się, że to jest bardzo stabilny klub, który w przeciwieństwie do niektórych polskich zespołów nie pojawia się i nie znika w zależności od tego, kto akurat nim zarządza. Ekipa z Daugavpils na pewno zapracowała sobie na nagrodę, ale niestety musiała obejść się smakiem – przekonuje Kryjom.

Można odnieść wrażenie, że Lokomotiv ma być po prostu wdzięczny i zadowolony, że w ogóle może jeździć w polskiej lidze, ale jednocześnie nie ma prawa za wiele wymagać i marzyć o rywalizacji na takich samych zasadach, jak polskie kluby. Teoretycznie ekipa z Daugavpils wiedziała na co się pisze, ale pod wpływem bieżących wydarzeń można było chyba wyciągnąć pomocną dłoń w jej kierunku i podejść do tematu trochę inaczej od strony formalnej, żeby nie generować niepotrzebnych ograniczeń. Wydaje się, że włodarzom polskiej ligi zabrakło odwagi, konsekwencji i dobrej woli.

Jakiś czas temu pewnie wydawało się to nieprawdopodobne, ale przecież trzeba było brać pod uwagę, że kiedyś może nadejść taki moment, kiedy zagraniczny zespół spróbuje zawalczyć o najwyższą pozycję i okaże się numerem jeden. W takiej sytuacji trzeba wykorzystywać jego potencjał i tworzyć mu warunki do dalszego rozwoju, a nie przytrzymywać go w blogach startowych i zniechęcać do przebijania się coraz wyżej. Jeżeli dopuszcza się kogoś do zabawy, to powinno się traktować go dokładnie tak samo jak innych graczy, a nie tworzyć dla niego odmienne reguły.

Lokomotiv nie miał nawet szansy, żeby się wykazać i zaprezentować pełnię swoich możliwości, chociaż zasłużył na awans, bo wywalczył go sobie na torze własnymi rękoma. Zwycięstwo pierwszoligowych rozgrywek dwa razy z rzędu pokazało, że to nie był żaden przypadek czy łut szczęścia. W pewnym momencie Łotysze byli po prostu najlepsi na zapleczu, ale nie mogli z tym nic zrobić i przełożyć tego na oczekiwane profity. Nie można wykluczyć, że dzięki startom w ekstralidze Lokomotiv jeszcze bardziej umocniłby swoją pozycję w polskiej lidze i stałby się znacznie silniejszy. W rzeczywistości klub musiał jednak zaciągnąć hamulec ręczny, stanąć w miejscu i zapomnieć o fantazyjnych podbojach, na które bez wątpienia był przygotowany.

Lokomotiv dostał porządnego prztyczka w nos i został sprowadzony na ziemię. Włodarze rozgrywek pokazali ekipie z Daugavpils jej miejsce w szeregu, tak jakby kompletnie nic nie wnosiła do polskiej ligi i nie miała nic ciekawego do zaoferowania. Należy jednak pamiętać, że dzięki Łotyszom mamy w Polsce kolejną stabilną drużynę, której brak w niektórych momentach mógłby być odczuwalny. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że podejście do Lokomotivu i kwestii awansu tego zespołu do najwyższej klasy rozgrywkowej na pewno delikatnie podcięło Łotyszom skrzydła i zgasiło ich entuzjazm.

Gdzie szukać motywacji, skoro niektóre drzwi zawsze będą zamknięte? Jaki jest sens dalszych startów, skoro pewnego pułapu nie da się osiągnąć? Jak traktować swoją przygodę w polskiej lidze, skoro wiele atrakcyjnych perspektyw na przyszłość zostało utraconych? Po co były wszystkie wcześniejsze starania i wysiłki związane z budowaniem silnej pozycji oraz potwierdzaniem własnej wartości, skoro szczytem marzeń może być jedynie zwycięstwo pierwszoligowych rozgrywek, bo nic więcej nie da się wyciągnąć?

Włodarze łotewskiej drużyny na pewno musieli zmierzyć się z wieloma tego typu dylematami i odpowiedzieć sobie na pytanie co dalej? – Odnoszę wrażenie, że przy braku możliwości startu w ekstralidze przyszła jakaś refleksja i weryfikacja celów. Nie jestem pewien czy ta drużyna będzie jeszcze walczyć o najwyższe lokaty, skoro nie może zrobić nic sensownego z potencjalnym sukcesem – zdradza były menadżer.

Wydaje się, że najlepsze co Lokomotiv może teraz zrobić dzięki startom w polskiej lidze, to wychować sobie kolejne pokolenia łotewskich żużlowców, którzy będą stanowili o sile drużyny, staną się łakomymi kąskami na rynku transferowym dla ekstraligowych klubów, a także zdołają walczyć o sukcesy indywidualne i drużynowe na arenie międzynarodowej. Wszyscy potrzebują silnych Łotyszy w światowym żużlu i wiele wskazuje, że mogą się ich doczekać.

– Daugavpils na pewno stawia na szkolenie i prężnie działa w tym zakresie. Myślę, że w niedalekiej przyszłości ich starania mogą przynieść oczekiwane efekty. Należy pamiętać, że szkolenie na Łotwie odbywa się również w Rydze, więc zapewne regularnie będą pojawiać się kolejni młodzieżowcy. Życzyłbym sobie, żeby każdy polski klub podchodził do pracy z młodzieżą dokładnie tak samo, jak Lokomotiv, bo niektóre ośrodki skupiają się jedynie na transferowym polowaniu, samemu nie robiąc tak naprawdę nic w tym zakresie – opowiada Kryjom.

Jakie jeszcze zadania może spełniać Lokomotiv przy braku możliwości awansu do wyższej ligi? W klubie coraz częściej pojawiają się zawodnicy, którzy zamierzają odbudowywać się po trudniejszym okresie, mają problem ze znalezieniem pracodawcy lub chcą się wybić i zwrócić na siebie uwagę środowiska. Wydaje się, że w łotewskim zespole znajdzie się miejsce dla każdego, kto chciałby mieć coś do powiedzenia w żużlu.

Klub może pełnić rolę ostatniej deski ratunku, przystanku na drodze do poważniejszej kariery, a także kuźni łotewskich talentów. Jazda bez presji i wybujałych oczekiwań może okazywać się pomocna. To wszystko na pewno miało wyglądać zupełnie inaczej, ponieważ pierwszoplanową rolę powinny odgrywać aspekty sportowe i walka o jak najlepsze wyniki, ale znane powiedzenie głosi, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Najważniejsze, żeby odpowiednio do tego podejść i nie wywieszać białej flagi, co pewnie byłoby najprostszym, choć bardzo bolesnym i kosztownym rozwiązaniem.

Niektórzy na miejscu Lokomotivu zapewne mogliby się zniechęcić, ale Łotysze postanowili zaakceptować sytuację i robić swoje w takim stopniu, w jakim tylko będzie to możliwe. Na torze nie miało być odpuszczania, chociaż wszyscy tak naprawdę zdali sobie sprawę, że jadą o pietruszkę. Na początku nie było wyraźnego obniżenia poziomu sportowego. Dwa kolejne sezony po dwukrotnym zwycięstwie pierwszej ligi ekipa z Daugavpils kończyła w czołowej czwórce, jednakże już bez awansu do wielkiego finału. Przed rokiem Łotysze spuścili jednak trochę z tonu i uplasowali się dopiero na szóstym miejscu, notując tym samym najsłabszy sezon od 2014 roku.

W tym roku Lokomotiv również dysponuje niezbyt silnym składem na papierze. Być może Łotysze doszli do wniosku, że nie ma sensu tworzyć przesadnie mocnych zestawień kadrowych, skoro w rzeczywistości nie będzie można zrobić z nich prawdziwego użytku. Może lepiej trochę zaoszczędzić i przeznaczyć pieniądze na coś innego? Nie można wykluczyć, że to jest zapowiedź nowej polityki, która nie będzie polegała na tym, żeby za wszelką cenę walczyć o jak najwyższe pozycje.

Jeżeli tak jest, to w sumie nie ma się co dziwić. Decyzja o niedopuszczeniu do startów w najwyższej klasie rozgrywkowej nie mogła pozostać bez wpływu na podejście włodarzy klubu z Daugavpils do rywalizacji w polskiej lidze. W tym roku wiele osób zapowiadało, że Lokomotiv nie będzie w stanie nawiązać równorzędnej walki z rywalami, co wcześniej było raczej nie do pomyślenia. – Przyznaję, że osobiście upatrywałem w tej drużynie kandydata do spadku z pierwszej ligi – słyszymy od Kryjoma.

Żużlowcy z Daugavpils rzeczywiście zaliczyli nienajlepsze wejście w sezon. Po pierwszych dwóch meczach można było odnieść wrażenie, że Lokomotiv przeczołga się przez rozgrywki bez żadnych sukcesów. Potem jednak drużyna nieoczekiwanie zaczęła łapać wiatr w żagle i uprzykrzać życie rywalom. Widocznie potrzeba było czasu na rozjeżdżenie się w tym nietypowym sezonie zmodyfikowanym przez pandemię. Wygląda na to, że Łotysze nie zamierzają być czerwoną latarnią i dostarczycielem łatwych punktów, zwłaszcza na własnym torze.

Dowodzą temu przekonujące zwycięstwa u siebie z Abramczyk Polonią Bydgoszcz (60:30) i Car Gwarant Kapi Meble Budex Startem Gniezno (50:39) oraz niewysokie porażki w Ostrowie, Tarnowie (obie 41:49), czy Bydgoszczy (44:46). Należy wspomnieć również o konsekwentnym podgryzaniu i straszeniu faworyta z Torunia. Ekipa z Daugavpils miała również szansę na bardzo dobry wynik w Gnieźnie, ale jeden z zawodników startował na niezgłoszonym silniku i jego punkty zostały odjęte, dlatego skończyło się siedemnastopunktową porażką, a nie siedmiopunktową.

Takich wyników chyba nikt nie oczekiwał od podopiecznych Nikolaja Kokina. – Widać, że rozgrywki jak zwykle zweryfikowały niektóre typy i przewidywania – zauważa Kryjom. Okazuje się, że Lokomotivowi nie brakuje atutów, choć jakiś czas temu trudno było je znaleźć. Zakontraktowani zawodnicy ostatnio nie rozpieszczali swoimi wynikami lub byli niepewnymi ogniwami, które skłaniały raczej do stawiania wielu znaków zapytania, a nie do zachowania spokoju.

– Drużyna na pewno posiada bardzo dobrych młodzieżowców. Oleg Michaiłow i Francis Gusts tworzą jedną z najmocniejszych par juniorskich w pierwszej lidze. W formacji seniorskiej z całkiem niezłej strony pokazuje się Andriej Kudriaszow. Jest też dobrze jeżdżący Pontus Aspgren, na którego stawiało chyba niewielu. Do tego dochodzi startujący w roli gościa i punktujący na wysokim poziomie Wadim Tarasienko. Widać, że ci zawodnicy ciągną wyniki i napędzają zespół. Pozytywnie wygląda również jazda wychowanka Jewgienija Kostygowa. Ten skład na pewno mocno ewoluował w ostatnim czasie i teraz wydaje się trochę bardziej oszczędnościowy, ale radzi sobie naprawdę przyzwoicie – analizuje nasz rozmówca.

Trudno powiedzieć, czy włodarze łotewskiego klubu spodziewali się, że tegoroczny skład będzie pokazywał się z tak dobrej strony, czy to raczej miła niespodzianka, ale bez wątpienia Lokomotiv znowu wzbudza szacunek i uznanie środowiska, bo potrafi zaskakiwać, chociaż wygląda bardzo niepozornie. – Drużyna jest w stanie poradzić sobie z polskimi klubami, które zawsze miały problemy na Łotwie. Tor w Daugavpils jest bardzo specyficzny i trochę różni się od naszych torów, więc żaden zespół nie ma tam łatwo, kiedy musi jechać i walczyć o punkty – tłumaczy Kryjom.

Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że to już nie jest ten sam Lokomotiv co przed laty, ale drużyna na pewno nadal jest nadspodziewanie silna i zdolna do wszystkiego. Łotyszy zapewne ponownie nie zobaczymy w górnych rejonach tabeli, jednakże wiele wskazuje na to, że wbrew wcześniejszym obawom ten sezon nie będzie dla nich stracony i zakończony „spektakularną” porażką.

– Uważam, że cel, który założyli sobie przed sezonem, czyli bezpieczne utrzymanie w pierwszej lidze, zostanie zrealizowany. W tym momencie Lokomotiv jest już naprawdę bardzo blisko. Myślę, że w tym składzie to będzie duży sukces. Do końca sezonu nie spodziewam się wielkich fajerwerków ze strony tego zespołu, ale należy przyznać, że po raz kolejny udowodnił swoją sportową wartość – twierdzi żużlowy ekspert.

W tym momencie chyba trudno wyobrazić sobie polską ligę bez Lokomotivu Daugavpils. – Myślę, że nasza liga wiele by straciła, gdyby Łotysze wycofali się z tego projektu. Na razie chyba jednak nie mają takich planów, dlatego warto się z tego cieszyć. To jest bardzo dobrze zorganizowany i świetnie prowadzony klub z rozsądnym trenerem na pokładzie. Wielokrotnie miałem okazję gościć w Daugavpils i muszę przyznać, że to jest niesamowicie przyjazne miejsce. Atmosfera na trybunach okazuje się kapitalna. Widać, że w tym mieście żużel jest sportem numer jeden – zdradza Kryjom.

– Gdyby nie Lokomotiv, to być może nigdy nie zobaczylibyśmy braci Łagutów, Andrzeja Lebiediewa, Maksima Bogdanowa, Kjastasa Puodżuksa, czy młodych zawodników, takich jak Oleg Michaiłow oraz Francis Gusts. Sporo żużlowców z Daugavpils trafiało do polskich klubów, które posiadały znacznie więcej perspektyw na przyszłość, więc mieliśmy z tego wymierne korzyści. Można powiedzieć, że Łotysze wielokrotnie ubarwiali i poniekąd ratowali nasze rozgrywki. Jestem pewien, że wielu rzeczy moglibyśmy nauczyć się od Lokomotivu i brać z niego przykład – dodaje nasz rozmówca.

Nie pozostaje nic innego, tylko trzymać kciuki za włodarzy Lokomotivu, żeby nie zabrakło im determinacji do kontynuowania przygody w polskiej lidze i napędzania żużlowej koniunktury w swoim mieście. Nie należy jednak zapominać, że parę lat temu Łotysze mieli przestrzeń do pokazania się z jeszcze lepszej strony i uzyskania jeszcze lepszego wyniku, ale po dwukrotnym zwycięstwie pierwszej ligi osiągnęli absolutne maksimum i teraz nie mogą już pójść dalej, zrobić czegoś lepiej, ani wskoczyć na wyższy poziom.

Jazda ze świadomością, że w pewnym momencie dojdzie się do ściany, której żadna siła nie będzie w stanie przebić, na pewno nie jest wygodna, ale rywalizacja w polskiej lidze nadal może przynosić jakieś korzyści, choć niestety nie tak wielkie, jak wszyscy by oczekiwali. Niektórych marzeń nie da się spełnić, ale nikt nie ma wątpliwości, że ośrodek w Daugavpils jest potrzebny polskiej lidze i światowemu żużlowi, dlatego musi przetrwać mimo wielu przeciwności losu i kłód leżących pod nogami. Być może jako Polacy straciliśmy szansę na pozyskanie kolejnego silnego oraz stabilnego ekstraligowego klubu, jednakże Łotysze na pewno dostarczą jeszcze wielu pozytywnych wrażeń i będą o sobie przypominać. Nie można wykluczyć, że za jakiś czas znowu zagoszczą w czubie klasyfikacji generalnej.

Gdyby jednak ekipa z Daugavpils na stałe osiadła w dolnych rejonach tabeli albo zaczęła balansować między pierwszą i drugą ligą, to włodarze polskich rozgrywek będą mogli podziękować jedynie sobie, że stłumili czyjąś inicjatywę i odebrali wolę walki. Brak docenienia oraz zabijanie motywacji do angażowania się na sto procent to jedne z najgorszych rzeczy, z jakimi można zetknąć się w sporcie i życiu. Miejmy nadzieje, że ponadprzeciętne ambicje nie pozwolą Łotyszom na przeciętność i bylejakość, do których skłaniałoby ich położenie w polskiej lidze.

KAROL ŚLIWIŃSKI

    1. No to juz udowodnily…Lokomotiw dwa razy z rzedu wygral pierwsza lige i powinien startowac w ekstralidze….jest zreszta napisane w artykule

  1. Jeżdżąc tyle lat w naszej lidze daje im prawo do walkę o ekstraklasę. Jeżeli mamy mocarstwowe plany rozwoju żużla i naszej ligi to powinniśmy dopuszczać i wspierać potencjalne kluby naszych sąsiadów, które chcą jeździć u nas. He he może kiedyś stworzymy żużlowe NBA 😉

  2. Nie powinno byc ich juz w 2005 r. Ale sobie wynyslono koncepcje trzech lig i aby to utrzymac sciagnieto zespoly z zagranicy.Daugavpils jako jedyni sobie poradzili. Tylko oni naszej lidze sa zbedni. Bez nich a za to z dwiema ligami (tak jak bylo az do 1998 r ) zuzel byl o wiele nornalniejszy… potem zaczeto dziwne przepisy wymyslac co spowodowalo odwrot kibicow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.